ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
Trzydzieści minut wśród Potworów
Autor Wiadomość
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-01-04, 23:08   Trzydzieści minut wśród Potworów

Trzydzieści minut wśród Potworów czyli Upiorna Trzydziestominutówka

1. Trzydziestominutówka jest cykliczną, porową akcją literacką
2. Celem akcji jest napisanie, w określonym czasie, tekstu na zadany temat.
3. Prowadzącą jest Nichiko. W akcji może brać udział każda osoba zarejestrowana na forum i przydzielona do domu, z wyjątkiem prowadzącej.
4. Na napisanie opowiadania uczestnicy/czki mają 30 minut, plus dodatkowe 10 na zrobienie korekty.
5. Godzina rozpoczęcia pisania będzie podana wcześniej przez prowadzącą grę.
6. 30 minut jest liczone od momentu publikacji tematów.
7. Osoby biorące udział w grze wybierają jeden z podanych tematów, zaznaczając to w zgłoszeniu. Zgłoszenie jest równoznaczne z wysłaniem tekstu w PW do prowadzącej, z wypełnionym formularzem (formularz podany niżej).
8. Tekst należy wysłać do prowadzącej w PW.
9. Teksty opublikowane na forum nie będą brały udziału w grze.
10. Tekst musi mieć min. 100 słów. Nie ma górnej granicy.
11. Zwycięscy będą wybrani w głosowaniu. Po 40 minutach od momentu publikacji tematu prowadząca ma 1h na opublikowanie anonimowych prac. Każda chętna, zarejestrowana na forum osoba ma prawo oddania głosu na najlepszy wg. niej tekst. Ankieta trwa 48h. Po tym czasie wyniki zostaną ogłoszone.
12. Przewiduje się trzy miejsca punktowane. Za pierwsze miejsce przewiduje się 5, za drugie 3 za trzecie 2 oreny.


Formularz:

Kod:
[b]Nick:[/b]
[b]Dom:[/b]
[b]wybrany temat[/b]

[code]Napisany tekst w znacznikach "code", gotowy do publikacji[/code]
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
Ostatnio zmieniony przez Satanachia. 2016-03-14, 05:38, w całości zmieniany 8 razy  
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-01-07, 17:24   

Przepraszam za opóźnienie, internety mnie opuściły

Tematy:

1. Czy ona wypelzła spod łóżka?
2. Jak fajnie jest być duchem
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-01-07, 17:24   

Przepraszam za opóźnienie, internety mnie opuściły

Tematy:

1. Czy ona wypelzła spod łóżka?
2. Jak fajnie jest być duchem
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-01-07, 18:53   

Niestety, nie pojawiły się żadne teksty :(


Piszcie więc, kiedy, za 2 tyg., chciały/elibście 30 min.
Jeśli nie padną propozycje zapraszam w czw. 21 na g. 19
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-01-20, 11:16   

Trzydzistominutówka

21.01.2016r o 20:00
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-01-21, 20:02   

1. "Wyje, co to jest?!"
2. "Stuk, stuk, stuk, chrobot chrobot, chrobot - o mój boże, moje okno!"
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-01-26, 08:44   

Jako, że obie autorki otrzymały równą liczbę głosów ogłaszam remis. Martynax i Tina, otrzymujecie po 4 oreny, brawa!
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-02-02, 09:17   

A kolejna edycja już w ten czwartek o 20:30. Powtarzam:

04.02.2016r o 20:30

odbędzie się Trzydziestominutówka!
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-02-04, 20:30   

Zapraszam do pisania.

Tematy:
1. "Czy ja właśnie przeszedłem/przeszłam przez ścianę?"
2. "To coś się rusza!"
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-02-04, 21:16   

"To coś się rusza!" nr 1:
Jeśli kiedykolwiek trafiłby na obiecaną sobie terapię i kazano by mu jednym zdaniem określić swoją relację z Deadpoolem, to zdecydowanie byłoby to "spodziewaj się niespodziewanego".

Peter przywykł do znajdowania naboi w miejscu płatków owsianych, noży w pudełku na buty i grubych plików pieniędzy poupychanych w dziurawych ścianach niczym słoma, które często wyciągał, by móc zapłacić za kosmiczną ilość pizzy, którą Wade zamawiał niemal codziennie. Po kilku miesiącach przestał go nawet za to rugać - facet po prostu miał już taki styl bycia i żadne groźby ani prośby nie były w stanie tego zmienić.

Tak, Peter zaakceptował inność swojego współlokatora i zdecydowanie nauczył się spodziewać niespodziewanego - tysięcy naleśników, czekających na niego po nocnej zmianie,kolacji z samą Śmiercią i nabitych pistoletów, porozrzucanych po całym domu niczym damskie fatałaszki.

Były jednak rzeczy od których żołądek wciąż podjeżdżał mu do gardła a jedną z nich było potykanie się w przedpokoju o kawałki ciała które Wade rozrzucał po całym domu, jakby miał kompletnie wyjebane na to, co się z nimi stanie.

- Wade! - Peter odkopał pod ścianę pełznącą w jego stronę dłoń. - Wade, to się, kurwa, rusza!

Dłoń podniosła się po ścianie, pomachała do niego palcami i przewróciła się malowniczo.

- WADE!

"To coś się rusza" nr 2:
Peter nigdy nie sądził, że jego życie któregoś dnia zamieni się w istną farsę; chociaż gdyby był ze sobą chociaż przez chwilę szczery, wiedziałby, że to nadchodziło od dawna. I było nieubłagane. Prawie jak nadejście Śmierci, chociaż z tą to nigdy nie było nic do końca wiadome. Lubiła się spóźniać i oddawać raz wziętych ludzi.
    Zrozumiałbym, gdyby chociaż miała paragon.

Gdy Peter miał trzy lata, rozmawiał ze ścianą, sufitem, podłogą. Zaglądał we wszystkie zakamarki domu, przeszukując szafki, zakurzone kąty, wchodząc nawet pod fotele. Próbując znaleźć, gdzie został ukryty ten miły pan, który do niego mówił.
Później dowiedział się, że miał na imię J.A.R.V.I.S. i wcale tak naprawdę nie był panem.
Gdy miał pięć lat dowiedział się, że jego ojcowie są superbohaterami. Oczywiście jak każdy dzieciak, był tym na początku zachwycony. Nie wiedział, że jakieś dziesięć lat później na własnej skórze zrozumie, że to wcale nie było takie super, jak mu się wtedy wydawało.
Gdy miał osiem lat, był już mądrzejszy od reszty swojej klasy i przynajmniej dwóch roczników w górę. Ale umówmy się, jak miałoby być inaczej, gdy jego ojciec był czystym, skondensowanym geniuszem, wlanym w ciało śmiertelnika.
Peter mógłby tak wymieniać bez końca, wszystko w jego życiu sprowadziło do tego jednego…
    najważniejszego momentu w życiu każdego, małego Pajączka.

… przerażającego wręcz momentu…
    Hej!

… kiedy to miał dwadzieścia dwa lata i kończył właśnie swój pierwszy doktorat z biochemii, który oczywiście nie zadowalał za bardzo jego ojca. Dlatego, gdy godzinę temu był odprowadzany przepraszającym wzrokiem taty do drzwi, nie trzasnął nimi nawet, nie miał na to siły, jedynie w duchu mówiąc sobie, że nie odezwie się do ojca przez przynajmniej rok. I tak, może to nie było zachowanie godne Spider Mana, ratującego rocznie tysiące ludzi, ale pozwijcie go!
    Lepiej niech nikt tego nie robi, dzieciak pomimo nadzianego ojczulka nie ma grosza przy duszy.
    I pomyśleć, że mogłeś wybrać lepiej.
    Och zamknijcie się, Spidey jest mi przeznaczony…
    O tym, to się jeszcze zaraz przekonamy.
    Pesymista.
    [b]I kto to mówi?

Jednak widocznie Murphy stwierdził, że to wszystko, to jednak trochę za mało. Bo oczywiście, w życiu trzeba było się czasami rozerwać, jednak Peter naprawdę wolałby, żeby przeznaczenie nie brało wszystkiego aż tak poważnie. Dzienna dawka wnętrzności naprawdę nie wpływała dobrze na jego apetyt przez kolejne kilka tygodni. Ale najgorsze było to, że wszyscy mówią, iż liczy się dobre pierwsze wrażenie. Cóż, rozlane na chodniku przed jednym z akademików wnętrzności na pewno liczyły się za mocne wrażenie.
— To coś się rusza! — usłyszał Peter, jedną z dziewczyn, która niewątpliwie wracała z biblioteki. Wskazywała drżącą ręką na istotnie, poruszającą się rękę, która próbowała przesunąć pół torsu w stronę oderwanej głowy.
    Moim zdaniem całkiem seksowny widok.
    Nikt cię o zdanie nie pytał.

— Peter! Jestem Deadpool — powiedziała wolno leżąca głowa, uśmiechając się zakrwawionymi zębami.
I jeśli Peter zemdlał… nikt nie miał na to dowodów.
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-02-07, 18:29   

Pierwsze miejsce zajął tekst nr. 1, należący do Satanachii, za co otrzymuje 5 orenów. Drugie miejsce i 3 oreny należą się Ew, brawo dziewczyny!
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-02-16, 22:50   

Ach, na śmierć bym zapomniała! W czwartek znów jestem w pracy, więc widzimy się o 22:00!

ACHTUNG: 18.02 w czwartek widzimy się o 22:00!

Edit: zmiana godziny na prośbę jednej z użytkowniczek
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-02-18, 22:00   

Temat nr. 1: "Światełka w gęstwinie"
Temat nr. 2: "Potwory w internetu"
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-02-18, 23:18   

Dzisiaj o raz pierwszy aż trzy osoby wzięły udział w Trzydziestominutówce. Świętujmy! To też pierwszy raz, kiedy nie wszystkie uczestniczki/cy wybrały różne fandomy.

Tekst nr. 1 Światełka w gęstwinie

Świetliki
Stiles od zawsze był dzieckiem samodzielnym (i bardzo sprytnym), dlatego rodzice często dawali mu wiele swobody, wierząc, że w jakiekolwiek kłopoty by nie wpadł, zawsze uda mu się z nich wydostać. Wyznawali też zasadę, że najlepiej uczyć się na własnych błędach, o czym Stiles dowiedział się bardzo szybko. Dzięki temu wszystkiemu Stiles nigdy nie bał się nieznanego. Wszystko, co nowe jawiło mu się jako coś, co czeka, by to odkryć. A to już brzmiało jak przygoda. Stiles natomiast lubił przygody. Bardzo. Na początku emocje wywoływały u niego rzeczy z pozoru błahe, jak na przykład ubranie dwóch odmiennych kolorystycznie skarpet, włożenie rodzicom pod poduszkę galaretki czy zsunięcie się ze swojego okna na ziemię po prześcieradle. Z czasem jednak wszystkie te rzeczy stały się czymś zwyczajnym. Nikt się już nie dziwił, że chodzi dziwnie ubrany, natomiast z drogi przez okno korzystali ze Scottem coraz częściej. Stiles zapragnął jednak zrobić coś szalonego, coś przed czym wszyscy go przestrzegali. Coś, co nawet u niego wywoływało szybsze bicie serca i ciarki na plecach. Zapragnął wejść nocą do lasu – coś, czego miał absolutnie nie robić.
Las od zawsze był częścią życia Stilesa, mieszkał przecież na jego skraju. Nigdy jednak nie wolno mu było łamać dwóch zasad, które go dotyczyły. Miał nie schodzić ze ścieżek – zasada, którą złamał w wieku sześciu lat, gdy tylko pozwolono mu oddalać się samodzielnie – i nie wchodzić do lasu po zmroku. Teraz, mając prawie dziewięć lat zamierzał złamać również i tę zasadę. Tym bardziej, że przecież pierwsza zasada nie wpędziła go w żadne większe kłopoty. Poza tym nikt nie miał się o tym dowiedzieć. Stiles może i lubił mówić, ale sekrety uważał za rzecz najwyżej wagi i nigdy by żadnego nikomu nie zdradził. Zadowolony z własnego toku rozumowania, wykradł się bezszelestnie przez okno na parapet, następnie zsunął po prześcieradle i jak najciszej pobiegł w stronę najbliższych drzew.
Przystanął na ich skraju i wziąwszy głęboki oddech, zanurzył się w las. Szedł ostrożnie, asekurując się rękami, by na nic nie wpaść i patrząc uważnie pod nogi. A w każdym razie dopóki nie zaszedł księżyc, który był jego jedynym oświetleniem. Gdy ten jednak schował się za chmurami, las ogarnęła ciemność i to taka jakiej Stiles nigdy jeszcze nie doświadczył. Nie widział nic wokół siebie – ani drzew, ani nawet własnej ręki. Miał ochotę trzasnąć się w czoło za to, że nie pomyślał o zabraniu latarki. Teraz jednak nie miał czasu, by o tym myśleć. Musiał jakoś odnaleźć drogę powrotną, co przy tych wszystkich zakrętach, które zrobił, by ominąć bardziej zarośnięte części lasu, raczej nie przedstawiało się łatwo. Przełknął ślinę, czując gęsią skórkę na całym ciele. Na dodatek zaczęło mu się wydawać, że ktoś go obserwuje.
- Nikogo tu nie ma – wymamrotał do siebie, zaciskając mocno dłonie w pięści. – To tylko szum liści, nic więcej, Stiles. To tylko wiatr.
Zadrżał na mocniejszy podmuch wiatru, próbując odpędzić od siebie myśli o tym, że przecież w lesie nie powinno się go odczuwać tak mocno.
Nagle usłyszał za sobą trzask łamiących się gałązek. Zamarł w bezruchu, zagryzając mocno wargę i zaciskając oczy. Czekał, odliczając kolejne sekundy. Gdy minęła minuta i nic się na niego nie rzuciło, odetchnął lekko i spojrzał ostrożnie za siebie. I zaraz zamrugał oszołomiony. Z gęstwiny prześwitywały złote światełka. Cztery. Nie, sześć. Zmarszczył brwi i postąpił krok w ich stronę.
- Świetliki? – wymamrotał sam do siebie. – O tej porze roku?
Szedł, krok za krokiem w ich stronę. Chciał je dogonić, ale zdawały się zachowywać dystans, cały czas będąc w tej samej odległości od niego. Do tego ciągle zachowywały tę samą wysokość i Stiles nie mógł się nie zastanawiać nad tym dlaczego nie lecą wyżej, dlaczego nie wirują wokół siebie, zamiast tego lecą parami, nad ziemią. Dziwne
Zanim jednak znalazł rozwiązanie, pokonał kilka ostatnich metrów i zamarł z dumiony. Znajdował się na obrzeżu lasu. W miejscu, w którym wszedł do lasu. Co więcej, nie widział nigdzie świetlików.
- Chciały mnie wyprowadzić? – wyszeptał.
Wtedy, nagle niedaleko rozległo się głośne wycie. Stiles podskoczył w popłochu, rozglądając się szaleńczo wokoło. Może jednak wchodzenie nocą do lasu nie było dobrym pomysłem. Rzucił się biegiem do domu.

Tekst nr. 2 Światełka w gęstwinie
Miała wrażenie, że trawa szeleści pod jej stopami nienaturalnie głośno; każdy krok rozbrzmiewał w osiadłej ciszy, niezmąconej nawet najmniejszym powiewem wiatru. W nozdrzach czuła ten boleśnie znajomy zapach, zapach miejsca, które opuściła przed laty, ale który naznaczył jej skórę, jak tylko potrafi naznaczyć dom. Mrok spowijał okolicę, a im dalej się zagłębiała, tym bardziej była przerażona. Wzięła głęboki oddech i upomniała się w duchu; strach nie przystoi alfie. Znajdowała się na swoim terytorium, była silna i szybka, nie powinna się obawiać jakiejś dzikiej omegi. Mimo wszystko czuła dreszcz na plecach, spotęgowany tym miejscem, gdzie każde drzewo, każdy kamień przypominał jej o wszystkim, co tu pogrzebała. Zatrzymała się na chwilę i, próbując odłożyć na bok swoje słabości, zaczęła nasłuchiwać. Otaczająca ją cisza nie była naturalna, była martwa. Jej ciało ogarnął niepokój, a instynkt podszeptywał, żeby zawróciła.

Chciała przeklinać swojego brata za to, że go tutaj nie ma, ale nie mogła. Gdy tylko wspomniała mu o tym, że musi wrócić do domu, zobaczyła jak jego misternie utkana przez lata maska, rozsypuje się, ukazując przerażonego chłopca, jakim był w chwili, gdy uciekali do Nowego Jorku. Podjęła decyzję za niego. Nie mogła mu tego zrobić, nie mogła rozdrapać jego ledwo co zagojonych ran z powodu głupiej omegi, która zadomowiła się na ich terytorium. To ona była alfą i to był jej cholerny obowiązek, żeby załatwić sprawę jak należy. Więc wymknęła się z domu, wsiadła w samochód i przyjechała sama. Jednak teraz, otoczona niczym więcej jak strachem, wiedziała, że podjęła złą decyzję. Odwróciła się i odpychając od siebie myśli o tchórzostwie, zaczęła przedzierać się przez las z powrotem do samochodu. Nie mogła się kontrolować, nie do końca, kiedy mary przeszłości przytłumiały jej zmysły, pozostawiając ją nieprzygotowaną na atak.

Była w połowie drogi do samochodu, kiedy zatrzymała się gwałtownie, gdy nowy (stary zapach dotarł do jej nozdrzy, wprawiając ją w odrętwienie. Z sercem szamoczącym się w piersi niczym dzikie zwierzę, obróciła głowę w lewo, spoglądając w ziejącą czernią pustkę pomiędzy jednym drzewem a drugim. Para błękitnych oczu zdawała się dryfować w mroku.

Serce Laury zdążyło zabić jeszcze tylko dwa razy.

Tekst nr. 3 Światełka w gęstwinie
Otwierając drzwi skrzydła szpitalnego Snape nie miał zielonego pojęcia, czego miał się spodziewać. Pomieszczenie wyglądało jednak tak samo zwyczajnie, jak zawsze - te same łóżka, te same parawany i ten sam Potter leżący w porozrzucanej pościeli. Snape wszedł głębiej, zamykając za sobą drzwi zaklęciem. Miał nadzieję, że uda mu się przemknąć niepostrzeżenie, ale Poppy musiała założyć jakiś czar wykrywający, ponieważ wypadła ze swojego gabinetu, gdy tylko dotarł do pierwszego posłania.
- Och - sapnęła, zatrzymując się w pół kroku. - To ty, Severusie. Już myślałam, że znów będę musiała wypraszać stąd Gryfonów.
- Fanklub Pottera dał się w ogóle wyprosić? - zapytał Snape, unosząc brwi.
Kobieta pokręciła głową ze znużeniem i schowała różdżkę do kieszeni fartucha.
- Gdyby Sam-Wiesz-Kto wiedział, że do pokonania Wybrańca wystarczy kilka kropel soku z Trawiska, bylibyśmy straceni. - Machnęła dłonią w stronę łóżka. - Pytał o ciebie.
Snape przynajmniej spróbował zamaskować swoje zdziwienie.
- O mnie?
Poppy nie dała się zwieść i raz jeszcze machnęła tylko dłonią w kierunku Pottera, zanim odwróciła się i weszła z powrotem do gabinetu. Snape nie miał zamiaru teraz się nią przejmować - mówiąc szczerze to sam uważał, że gdyby Czarny Pan dowiedział się o ich związku, padłby trupem ze zdziwienia szybciej niż zdołałoby go zabić nadlatujące zaklęcie.
Na jego - a w zasadzie to na ich - szczęście, Czarny Pan już nie żył, a kiedy Potter wrócił do szkoły na ostatni rok nauki jako pełnoletni uczeń, wszyscy byli zbyt zajęci świętowaniem nowo poznanej wolności, żeby zbyt mocno sprawdzać jakimi ścieżkami błądzi ich Wybraniec.
Snape otrząsnął się ze swoich myśli i podszedł do łóżka. Potter nie spał, wpatrując się w sufit, a kiedy Severus znalazł się w zasięgu jego wzroku, chłopak wyszczerzył się szeroko i spróbował usiąść.
- Wow! - sapnął komicznie zdziwionym tonem i zamachał rękoma. - Ależ ta podłoga jest giętka!
Snape z pobłażaniem przyglądał się, jak Potter próbuje zachować wyimaginowaną równowagę. Spojrzenie chłopaka było mętne; mrugał powoli, a szeroki uśmiech miał w sobie zarówno nutę senności jak i dziwnego oddalenia.
- Naprawdę, Potter, myślałem, że nie jesteś na tyle głupi, aby…
- Ciii! - syknął chłopak, przykładając palec do ust. - Bo cię usłyszą.
Snape założył ramiona na piersi.
- Kto mnie usłyszy, panie Potter?
Harry zmrużył oczy i zamachał ręką, przywołując do siebie Severusa. Mężczyzna zdusił w sobie westchnienie i postąpił krok do przodu, jednak chłopaka to nie usatysfakcjonowało - jeszcze raz powtórzył gest, tym razem bardziej natarczywie.
Poklepał miejsce na łóżku i dopiero kiedy Snape przysiadł na jego brzegu, wyszeptał:
- Chochliki.
Gdyby Snape był innym człowiekiem, wybuchnąłby śmiechem na widok tej powagi i być może nawet przerażenia w oczach chłopaka.
- Chochliki, panie Potter?
Harry przybliżył się, łapiąc go mocno za ramię i kiwając gwałtownie głową.
- Słyszałem, jak mówią o tym, że chcą ukraść światełka.
Snape położył dłoń na ręce Pottera chcąc ją rozluźnić, bo chłopak ściskał go tak mocno, że groziło to ucięciem dopływu krwi.
- Jakie światełka, na Merlina?
Na twarzy Harry'ego pojawiło się rozmarzenie; spojrzał na Severusa i wyszeptał:
- Z twoich oczu.
Tym razem Snape nie mógł się powstrzymać przed zaskoczonym i rozbawionym parsknięciem; nadal się uśmiechał, kiedy chłopak kontynuował:
- Masz takie ciemne oczy. Jak gęstwina Zakazanego Lasu - wymamrotał. - Ale jest w nich pewien blask i te chochliki chcą… nie pozwolę im - szepnął głośniej, szturchając Severusa. - Dlatego… musisz tu zostać… bo one…
Snape rozluźnił delikatnie palce chłopaka i pchnął go na poduszki; Potter nie stawiał żadnego oporu, ale nadal wyglądał na lekko przestraszonego.
- Dobrze, Harry, zostanę tutaj i pozwolę ci się ochronić przed tymi przebrzydłymi stworzeniami mroku.
Chłopak wydał z siebie głębokie i rozbrajająco szczere westchnienie ulgi. Kręcił się jeszcze przez moment, aż w końcu usnął, przyciskając do siebie rękę Severusa.
Na ustach Snape'a nadal gościł cień poprzedniego rozbawienia. Naprawdę miał nadzieję, że Harry będzie jutro to wszystko pamiętał.

KONIEC
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-02-22, 15:34   

UWAGA, UWAGA! Pierwsze miejsce zajmuje lilyan za test nr 2! Brawa dla niej. W jej sakiewce przybywa 5 orenów!
Drugie miejsce i 3 oreny otrzymuje Carietta za tekst numer 3. Tym tekstem przełamałam zwyczaj pisania do jednego fandomu, podwójne gratulacje!
Trzecie miejsce i 2 sztuki złota zgarnia Tina za tekst nr 1. Super gratulacje!
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-03-03, 22:00   

Co prawda nie ogłoszone dużo wcześniej, za co przepraszam, ale trzydziestominutówka jest!
O czym będzie? Jako, że w trzy dni przed Manifą nie mogę myśleć o niczym innym jak o dniu kobie, to...

Temat nr 1: "Wredna zołza znów czaruje!"
Temat nr 2: "To małe coś lata i ma różdżkę. Ratuj się kto może!"
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-03-03, 22:53   

Okej, aż cztery teksty tym razem!

Tekst nr. 1, temat 2
Kojarzycie te wszystkie bajki, które brzmią na takie miłe? Te wszystkie opowieści, kojarzące się z fajnymi prezentami, nowymi rzeczami i szczęściem? Uhm. Mam na to jedną odpowiedź.
GÓW-... GUCIO PRAWDA. (Dziecko wychowuję, nie mogę używać wulgaryzmów. Znaczy mogę, ale muszę się liczyć ze szlabanem na seks i dobre jedzenie przez tydzień. Wolę oduczyć się kląć, niż żyć na tostach z serem.)
To, co widziałam, zdecydowanie nie było czymś, co można zaklasyfikować w kategorii "miłe". Było paskudne, nieprzyjemne, groźne i... cóż, właściwie to zdawało się równie nieprawdopodobne, co Donald Trump mówiący z sensem. I pewnie tak było.
W dodatku nosiło sukieneczkę, miało śliczne loczki i ząbek wyhaftowany na piersiach.
- ODWAL SIĘ OD MOJEGO DZIECKA! - krzyknęłam, rzucając się ze szczotką do zamiatania w stronę małego stworzenia, które miało nie więcej, niż trzydzieści centymetrów wzrostu i właśnie próbowało wyrwać z ust mojego dziecka ząb.
(Nie, nie zdurniałam do końca, by zamiatać o drugiej w nocy. Szczotka do zamiatania była pod ręką. Nasze mieszkanie było tak małe, że tutaj wszystko było pod ręką. ... ale najwyraźniej zdurniałam wystarczająco, by widzieć Wróżkę Zebuszkę.)
Stworzenie, kiedy usłyszało mój okrzyk, uniosło głowę i wyciągnęło dłonie z ust mojego synka. Przyjrzało mi się, schyliło pod swoje nogi, by coś złapać i ostrożnie wyprostowało. Kątem oka zarejestrowałam obecność mojej żony, która pojawiła się w drzwiach, pewnie zwabiona moim poprzednim, wojowniczym okrzykiem.
Zanim jednak zdążyłam się odwrócić w jej stronę, by coś powiedzieć, mała wróżka, w niebieskiej sukieneczce, która próbowała chwilę temu wyrwać bonusowe zęby mojemu dziecku, przestała być... cóż. Małą wróżką. Nie wiadomo kiedy urosła w oczach i zamachnęła się, by jednym, mocnym ciosem powalić mnie na ziemię.
- Kurwa! - Ni to jęknęłam, ni wydałam z siebie zaskoczony okrzyk, kiedy wypluwałam z ust ząb.
WYPLUWAŁAM ZĄB?!
Wróżka Zębuszka, spojrzała na mnie złowieszczo i wycelowała we mnie trzymają w ręce różdżką.
- Olga, spierdalaj! To ma różdżkę! - wykrzyknęłam do swojej żony, podrywając się na nogi i kompletnie zapominając o zasadzie panującej w domu, bo umówmy się, istniały wyjątki od reguły i chwile, kiedy grzech było NIE zakląć pod nosem.
Wyleciałam z pokoju dziecka, ciągnąc za sobą zaspaną jeszcze Olgę i rzucając ją na łóżko. Trzepot skrzydeł Złej Wróżki Zębuszki podążał za nami zdradzając, że ciągle za nami leci. I obudził się we mnie instynkt samca alfy. Samczyni. Samiczki. Sam-... kto, do wujka pani, przejmują się poprawną odmianą, w chwili zagrożenia życia?!
Odwróciłam się, zasłaniając swoim ciałem Olgę i spojrzałam wyzywająco na Wróżkę Zębuszkę.
- Grasz wbrew zasadom! - prychnęłam wściekle, gotowa wymierzyć cios szczotką.
- Zuzka? Zuzka!
Otworzyłam nagle oczy i rozejrzałam się nieprzytomnie dookoła. Moje dziecko razem z Olgą pochylało się nade mną z fascynacją wypisaną na twarzy.
- Zuzka! - Jeszcze raz warknęła ze złością Olga. - Przestań kląć!
- ... co? - wymamrotałam, podrywając się do pionu i jeszcze rozglądając za złowieszczą Wróżką, ale dookoła było jasno i spokojnie. - Już nie klnę, już nie klnę... - jęknęłam, opadając na poduszki i nim zamknęłam oczy, zobaczyłam, jak Olga odsyła dzieciaka do jego pokoju.
- Co to było? - zapytała, jeszcze trochę udając złą, chociaż widziałam, że jest ni to wściekła, ni to rozbawiona.
- Koszmar mi się śnił - wyjaśniłam słabo, przygarniając ją do siebie, szukając ukojenia po ciężkich chwilach.
- Kiedy wykrzykiwałaś "chuj mnie obchodzi sytuacja ekonomiczna wróżek zębuszek" nie brzmiałaś na przerażoną - wymamrotała z rozbawieniem Olga w moją szyję.



Tekst nr 2, temat 2:
Mali niedoceniani, mali nieokiełznani

Nigdy nie lekceważ czegoś co jest małe, ma różdżkę i lata.

Nigdy nie odwracaj się plecami do czegoś, co chociaż pozornie niewinnie może cię bardzo łatwo i bardzo szybko zabić.

Nie oceniaj po pozorach, bo słodka buzia może kryć w sobie wyjątkowo robaczywe wnętrze.

Krew kapała powoli, bo rana była niewielka. Ta śmierć nie miała być szybka, nie takie było jej założenie. Chciała się nim nacieszyć, ten ostatni raz.

Podleciała bliżej i czubkiem swojej różdżki przejechała po policzku mężczyzny, jak kochanka , pieszcząca swojego ukochanego.

Wzdrygnął się i uniósł, przymknięte do tej pory powieki. W jego oczach strach mieszał się z niedowierzaniem. Nie rozumiał i prawdopodobnie nie miał szansy poznać przyczyny tego czego był uczestnikiem.

- Dzwoneczku, dlaczego?

Kobieta uśmiechnęła się miękko i to przeraziło go nawet bardziej niż gdyby roześmiała się zimno, albo uderzyła go w twarz. Nie rozumiał, czuł się zagubiony.

- Bo mogę. Widzisz Piotrusiu... – powiedziała czule opierając czubek różdżki o swoje wargi. - ...moc uzależnia. I kiedy raz poczujesz, że możesz, pragniesz już tylko więcej i więcej. Ty będziesz moim więcej.

Mężczyzna zamknął oczy. Jego podświadomość krzyczała - „Uciekaj!” - ale ciało pozostawało poza jego kontrolą. Mógł tylko czekać, zdany na jej łaskę.

Nigdy nie lekceważ tego co jest małe ma różdżkę i lata.

Popełnij ten błąd, a będzie cię on kosztował życie.

Dzwoneczek miała moc, a Piotruś… Piotruś miał nigdy o tym nie zapomnieć.



Tekst nr 3, temat 2
– Czy to...? – zaczął niepewnie Harry.

– Tak – ucięła krótko Hermiona.

– Ale...

– Wiem.

– Jak to w ogóle możliwe? – Harry drążył temat. Zapanowała pełna napięcia cisza.

– Do tego jeszcze nie doszłam – przyznała niechętnie Hermiona. Było to niemal bardziej szokujące niż obecna sytuacja. Niemal. Harry powstrzymał się od dalszych komentarzy.

Tego samego nie można było powiedzieć o Ronie, który w tym momencie wszedł do Pokoju Wspólnego.

– Hermiono? Dlaczego siedzisz na szafie?

Hermiona zacisnęła usta, w sposób niepokojąco przypominający wściekłą McGonagall. Harry usiłował dać przyjacielowi ostrzegawcze znaki, ale ten chyba nie miał najlepszego dnia na subtelność.

Lub, cóż, był po prostu Ronem.

– Miona? To moja wyobraźnia czy Krzywołap ma w pysku twoją różdżkę... i właśnie zmienił fotel w prosiaka?

Usta Hermiony zacisnęły się jeszcze mocniej, a Harry schował twarz w dłoniach. Zapowiadał się długi dzień.



Tekst nr 4, temat 2
Kiedy spotyka ją po raz pierwszy o mało nie wybucha śmiechem, w końcu to? To miała być Królowa Sabatu Nowego Jorku? Ten drobiażdżek?

Kobietka jest mała i drobna, a przy nim – choć wciąż jest niedorostkiem – wydaje się wręcz kruchym robaczkiem, którego mógłby zmiażdżyć w dwóch palcach, jednak ta iluzja szybko się rozwiewa, kiedy czerń rozlewa się po jej oczach a wargi układają w drapieżny uśmiech, tak podobny do tego, który dopiero co spłynął z twarzy Chase'a.

— Jesteś piątym — mruczy w końcu Królowa, głosem przepełnionym Mocą, a po ciele Chase'a rozchodzi się dreszcz, na pół rozkoszy na pół strachu, którego nie może i nie chce przed nią ukrywać.

— Tak — odpowiada z zaciśniętym gardłem, co wyraźnie podoba się Królowej, bo ta zbliża się do niego łaskawie, unosząc kilka cali nad posadzką. Trzymana w lewej dłoni różdżka, symbol jej urzędu, drga lekko, w odpowiedzi na otaczającą ich Moc, jednak kobieta ignoruje to, przykładając jej czubek do gardła Chase'a. Chłopak z trudem przełyka ślinę, zamyka oczy i impulsywnie klęka na jedno kolano, próbując stać się mniejszym i uciec od różdżki i Mocy Królowej.

— Wrócisz do domu — mówi miękko Królowa, sunąc różdżką po gardle Chase'a — Weźmiesz Moc najstarszego i dopiero wtedy — różdżka naciska mocniej, przebijając ostrą końcówką skórę i akcentując słowa swej pani — dopiero wtedy będziesz mógł tutaj wrócić, rozumiesz?

Chase, nagle spokojny, otwiera oczy i patrzy wprost w oczy Królowej, gubiąc się przez chwilę w ogniu jej spojrzenia.

— Rozumiem, moja Królowo.

Dla niego nie było innej drogi niż ta.
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-03-14, 05:37   

Wybaczcie spóźnienie! Trochę zwaliło mi się na głowę!

Wynik jest taki: Eris 5 pkt za tekst nr 1, Amanda i Klawa ex aequo za teksty (kolejno) 2 i 3, czwarte miejsce zajmuje Satanachia. Brawo dla wszystkich za ciężką pracę!

Tymczasem mam przyjemność ogłosić, że z okazji ostatniego tygodnia Trzydziestominutówki będą odbywały się codziennie od środy.

16.03 w środę o godzinie 22.30
17.03 o 20.30
18.03 o 21.00
19.03 o 18.00!
20.03 o 21.30
21.03 o 21.00

Godziny rozstrzelone tak, że, mam nadzieję, wszystkim chętnym uda się wziąć udział!

A teraz idę spać. Branoc!
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Satanachia. 



Opiekun Ślizgonów


Wiek: 22
Dołączyła: 31 Sty 2011
Posty: 868
Wysłany: 2016-03-16, 22:59   

Ponieważ Nichiko podpadła Gospodzie, tym razem tematy wrzucam ja.
Czas liczymy od 23:00

Temat nr 1: Dlaczego to ma aż tyle nóg?
Temat nr 2: Drepcze, ślizga, czołga się
____________________





in real life there were no happy endings

in real life there was just pain and
shattered bones



 
 
Nichiko 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 21
Dołączyła: 13 Lut 2015
Posty: 466
Skąd: Z II Materialnej
Wysłany: 2016-03-17, 00:05   

Bardzo przepraszam, jeśli ktoś chciał wziąć udział, a przeze mnie nie mógł...

Jako jedyna tekst nadesłała Satan, dlatego też 5 orenów leci do niej!

Kiedy dzieje się to pierwszy raz, Harry nie potrafi oderwać wzroku od szalejącej ze szczęścia Shim, która ni to drepcze, ni to ślizga się po maleńkiej przestrzeni komórki, próbując zapewnić sobie dość miejsca i światła, bijącego z maleńkiej żarówki nad nimi, by ukazać się chłopcu w pełnej krasie.

- Jesteś piękna - szepcze Harry, przeciągając drobną rączką po długim ciele Shim. Daimon ćwierka w odpowiedzi, okręca się jeszcze raz potrząsając maleńkimi, miękkimi jeszcze, kolcami na łebku i wdrapuje się na kolana chłopca, stając dumnie na całą swoją niewielką długość, by rozłożyć swe delikatne skrzydła. Harry boi się oddychać, by przypadkowo jej nie zrzucić i nie urazić swojej towarzyszki. Gdyby Shim poczuła się urażona mogłaby odejść do maszyny, tak jak Herman, Daimon wuja Vernona, a Harry nie chciał być sam. Samotność była ciemna i zimna i pachniała wilgocią, i Harry rozpaczliwie nie chciał do niej wracać. Nie chciał nawet pamiętać lat sprzed Shim.

Wiedział, że ma siedem lat a Daimon była z nim zaledwie od dwóch - przyszła późno, niemal zbyt późno ale Harry nie potrafił się na nią gniewać. Do niektórych, tak jak do ciotki Marge, Daimony nie przychodziły wcale, i zostawiały ich zawieszonych w pustce.

Zła krew - tylko tyle powiedziała mu Shim, kiedy spytał ją dlaczego dlaczego to robią a Harry nie pytał już więcej. Shim nie była rozmowna czym różniła się o Daimonów innych dzieci, ani nie przybierała kształtów zwierząt domowych. Mówiła o nich "niegodne".

Wolała złoto-czerwonego ptaka, którego śpiewem usypiała Harry'ego lub drapieżną formę latającego gada, którą właśnie mu prezentowała, chcąc się pochwalić zielonymi zygzakami, które niedawno odkryła na swojej łusce.

- To jest Jego - wysyczała patrząc w oczy Harry'ego. - Jego!

Harry objął drobne smocze ciało i przytulił twarz do miękkiego brzucha w niemej zgodzie.

Jego.
____________________
Kot się koci, pies się psi a człowiek się człowieczy.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 26


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową