ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
[T][M] Apatia
Autor Wiadomość
Amanda 



Pracownik Ministerstwa


Wiek: 28
Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 494
Skąd: zza szklanego ekranu
Wysłany: 2015-01-15, 20:30   [T][M] Apatia

Tytuł: Apatia
Tytuł oryginału: Heartsick
Autor: xxSparksxx
Tłumacz: Amanda
Beta: Eris :* :*
Zgoda: jest
Link do oryginału: http://archiveofourown.org/works/2789867

Apatia

Bilbo nie zasadza żołędzia. Po powrocie jest zbyt zajęty próbą odzyskania swojej własności z rąk wszystkich mieszkańców Shire później doprowadza swoją norkę do porządku, a po sześciu miesiącach wciąż cierpi, jego serce jest pełne bólu i rozpaczy.
Nie wiedział, że coś takiego w ogóle może istnieć, nim nie poznał Thorina Dębowej Tarczy. Teraz wie, że nigdy się od tego w pełni nie uwolni. Cierpienie jest integralną częścią jego egzystencji. Kiedy nie śpi prześladuje go jego uśmiech, we śnie wciąż trzyma chłodne ciało mężczyzny, błagając go, by wytrzymał.
- Orły przyleciały - mówi we śnie każdej nocy. Thorin nigdy nie czeka. Za każdym razem odchodzi do swoich przodków, zostawiając Bilba samego na lodowej tafli. Hobbit stara się nie spać zbyt wiele; światło dnia jest mu bardziej przychylne. W ciągu dnia może się czymś zająć.
Mijają tygodnie, nim udaje mu się odzyskać cały swój dobytek - wszystkie meble, książki i ubrania. Firma Grubb, Grubb i Burrows niechętnie zwracała kupcom pieniądze, przez co Bilbo ma małe problemy z kilkoma niezadowolonymi sąsiadami. Są tacy, który nie wierzyli, że to naprawdę jest on, że żyje i wrócił do nich, jak kufer posagowy jego matki, bez dwóch zdań.
Zajmuje się zaniedbanym od lat ogrodem. Pracuje, dopóki nie traci czucia w dłoniach, a jego skóra nie zabarwia się na brązowo. Kiedy deszcz zmusza go do pozostania w domu, myje podłogi i odkurza każdą powierzchnię, dopóki norka nie jest czystsza, niż zwykle.
Czysta, uporządkowana i pusta. Tak bardzo pusta. W spiżarni wciąż odbija się echo krasnoludzkiego śmiechu; słyszy kroki ciężkich butów w przedpokoju i smutną melodię śpiewaną przez nich w salonie.
Nie zasadza żołędzia. Kładzie go na gzymsie kominka w małym pudełku, które zabezpiecza go przez zaginięciem, w razie gdyby przypadkiem ktoś go strącił. Mimo że Thorin prosił, by go zasiał i obserwował jak rośnie, Bilbo nie jest w stanie tego zrobić. Nie teraz, może nigdy. Nim wyrośnie minie wiele lat, to prawda, ale hobbit już nigdy nie będzie w stanie myśleć o dębach i żołędziach, nie wspominając jednocześnie Thorina, a nie potrafi... nie potrafi...
Zamiast tego wypełnia ogród dzwonkami, bratkami i różami. Pod jego nieobecność wiele miejsc zarosło bluszczem, który ścina dzierżąc w ręce, wciąż pamiętającej wagę miecza, topór. Pracuje ciężko dzień za dniem, tłumiąc tym samym uczucie przemożnej samotności. Stara się nie myśleć o Thorinie.
Nie płacze. Ostatni raz zdarzyło mu się to zaraz po bitwie, nad martwym ciałem Thorina, nim przyjechał do nich Dwalin. Odkrywszy śmierć przyjaciela, krasnolud krzyczał z bólu, a Bilbo wytarłszy oczy, odsunął się robiąc mu miejsce u jego boku. Ruszył na poszukiwanie Kiliego, chcąc sprawdzić, czy któryś jeszcze przeżył, ale on też poległ. Hobbit nie był w stanie patrzeć na cierpienie Tauriel.
Od tamtego czasu nie uronił ani jednej łzy - ani na pogrzebie Thorina, ani kiedy ciała Filiego i Kiliego na wieczność złożono obok siebie w kamiennym grobowcu. Nie płakał wtedy, nie płacze również teraz, nawet gdy budzi się nocą, szukając obok siebie ciała, którego nigdy już tam nie będzie. Nie ma już łez, nic go nie bawi - a przy każdym uśmiechu czuje się jak zdrajca, ponieważ raduje się, gdy jego najlepszy przyjaciel już nigdy...
Oczywiście ma pierścień. Jest on jednocześnie ukojeniem i przekleństwem, pozwala mu uciec od niechcianych wizyt i rozmów, ale z drugiej strony nieustannie przypomina mu co stracił. Pozostałe pamiątki ze swojej przygody - miecz, kamizelkę z mithrilu, krasnoludzką tarczę i skrzynię pełną złota trolli - chowa. Oprawia mapę, którą wraz z podpisanym przez siebie kontraktem wkłada do szuflady w biurku i nigdy później tam nie zagląda.
Być może pewnego dnia, będzie znów mógł oglądać je bez żalu. W tej chwili stanowią bolesne wspomnienia tego co stracił, i co w tak zwanym międzyczasie zyskał.
Próbuje znów być Bilbo Bagginsem. Tu w Shire, nigdy nie będzie już szanowany, ponieważ jego zniknięcie i powrót to coś więcej, niż siedmiodniowa wycieczka, ale mimo to zjada siedem posiłków dziennie, ubiera się elegancko i zawsze nosi w kieszeni chusteczkę. Z nikim nie rozmawia o tym, co go spotkało i co robił - dotyczy to nawet osób, które są wystarczająco taktowne, by nie pytać. Jego kuzyni z linii Tooków bardzo chcą usłyszeć o jego przygodach, ale kiedy wpadają na popołudniową herbatkę i ciasto, nie ma im nic do powiedzenia.
Śni o ogniu, lodzie, krwi i znajdującym się, przy bramie Thorinie, który patrzy na niego, jak na zdrajcę, i to wykańcza go coraz bardziej. Codziennie rano patrzy na siebie w lustrze i widzi, że wygląda coraz nędzniej. Jego sen nie przynosi mu jednak ukojenia, a w ciągu dnia pracą tłumi zalewające go wspomnienia.
Po lecie nadchodzi jesień. Bilbo pamięta jesień w Mrocznej Puszczy. Wspomina wspinaczkę w korony drzew, odnaleziony tam blask promieni słońca i orzeźwiający powiew wiatru, oraz otaczające go ze wszystkich stron kolorowe liście. Barwy Shire są równie żywe, chociaż jednocześnie inne. Odnajduje w nich piękno, więc z kijem w ręku oraz pierścieniem w kieszeni, urządza sobie wielogodzinne wędrówki. Z jakiegoś powodu praca przestaje go uspokajać, szuka więc samotności i ćwiczy.
Wędruje wiele mil od jednej granicy Shire do drugiej, a czasem nawet dalej. Po wielu latach chodzenia, jego nogi wciąż są silne i nawykłe do długiego wysiłku. Dobre jedzenie rodzinnych stron sprawia, że ponownie nabiera masy chociaż nie na tyle, by nie móc ruszyć w drogę kiedy najdzie go ochota. Spokój domu i powoli zmieniająca się sceneria uspokaja go - mniej śni i lepiej sypia. Bilbo przyjmuje takie ukojenie z radością.
Zima sprawia, że musi ograniczyć spacery, nie lubi marznąć. Wałęsa się po norce, sprząta, gotuje i czyta książki. Zdarza mu się komentować swoją kuchnię lub książkę i uzmysławia sobie wtedy, że jest w domu sam. Nie ma w niej krasnoludów - Filiego, który ciągle z nim żartował; Oriego i Balina zadających pytania o świat hobbitów. Jest sam.
Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że już zawsze będzie sam. Roztacza się przed nim wizja długiego, pustego życia bez przygód i przyjaciół, mieszkających na drugim końcu świata, żywych lub martwych.
Thorin nie żyje, a jedynymi pamiątkami, które zachował Bilbo są kamizelka z mithrilu, mapa, na którą nie potrafi patrzeć i żołądź, którego nie ma siły zasiać.
Tej zimy odwiedza go Gandalf. Jest w norce zaledwie do godziny, kiedy na dworze zaczyna prószyć śnieg.
- Obawiam się, że będziesz musiał zostać na noc - mówi Bilbo, wyglądając przez okno i obserwując szare niebo i szybko lecące z niego ciężkie, śnieżne płatki. Gdyby nie wiedział, że przyjaciel nie ma władzy nad pogodą, podejrzewałby, że to jego sprawka. Z przyjemnością gości Gandalfa przez około tydzień, dopóki najcięższe śniegi nie topnieją, a drogi nie stają się przejezdne. Czarodziej obserwuje go, ale nie mówi wiele ani o Ereborze, ani o wyprawie. O Thorinie nie wspomina w ogóle. Rozmawiają na temat Shire i Rivendell, a swoboda z jaką Gandalf tka swoje opowieści sprawia, że wieczory mijają szybko i radośnie.
- Muszę wracać - mówi czarodziej, przygotowując się do wyjścia. - Nie mogę spędzić reszty życia między hobbitami w Shire, Bilbo. Bilbo kiwa głową, chociaż nadal nie może sobie wyobrazić, co innego Gandalf może robić. Dobrze było mieć towarzystwo i hobbit zdaje sobie sprawę, że teraz Bag End będzie bardziej opustoszałe, niż wcześniej, ale nie chce prosić, by przyjaciel został dłużej. Musiałby wtedy przyznać się do tego, że czuje się samotny, i chociaż jest przekonany, że Gandalf to wie, wciąż nie jest w stanie przyznać się do tego na głos.
- Mówiłem ci, że kiedy wrócisz nie będziesz już tym samym hobbitem - przypomina mu stojący przy bramie czarodziej. Odwraca się, by po raz ostatni spojrzeć na Bilba.
- Tak, mówiłeś - przytakuje hobbit. - Ale za nic w świecie bym tego nie zmienił Gandalfie.
Kiedy czarodziej odchodzi w jego oczach błyszczy zrozumienie. Bilbo siada przy kominku i rozmyśla o znacznie mniej przyjemnych ogniskach, przy których przyszło mu się grzać.
Czas płynie dla niego wolniej, zimna trwa jakby dłużej, niż lato. Bag End utrzymywane jest w porządku i czystości. Spiżarnia wypchana jest dobrym jedzeniem - dżemami i marynatami, owocami, serami, solonym mięsem i rybami. To więcej, niż potrzebuje nawet przy siedmiu posiłkach dziennie. Można wykarmić tym zgraję krasnoludów.
Wystarczyłoby mu tych trzynastu, najlepszych i najdzielniejszych, jakich kiedykolwiek znał.
Zostało ich tylko dziesięciu i żaden nie mieszka dość blisko, by ot tak zaprosić go na herbatę. Nie mniej będą zawsze, zawsze mile widziani. Czasami Bilbo nachodzą myśli, że nie zobaczy ich już nigdy więcej, co potęguje jego ból i kilka następnych wieczorów spędza pijany. W końcu jednak zbiera się do kupy, chowa karafkę z winem, a klucz wsuwa za, stojące na gzymsie kominka, pudełko z żołędziem. Tam nie będzie go kusił.
Bilbo wraca do ogrodnictwa, kiedy tylko ziemia mięknie. Wiele dni mija mu na pieleniu, sianiu i przycinaniu trawnika. Woli pracować, niż znów pogrążyć się w bezczynności. Dni stają się dłuższe i cieplejsze, ale chłodu jego serca nie są w stanie ogrzać żadne promienie słońca.
Jego serce nie jest z nim. Nie towarzyszyło mu w drodze powrotnej do Shire. Zostało pochowane pod górą wraz z... z....
Wiosna zagościła w kraju na dobre i pewnego dnia Bilbo zdaje sobie sprawę, że minął już rok od jego powrotu do domu. Siada na ławeczce przez norką i paląc fajkę, wraca myślami nie do swojego powrotu, ani wyprawy, ale do samego początku tamtej historii - przyjazdu Gandalfa pewnego wiosennego poranka. Czarodziej drążył i irytował hobbita tak bardzo, że sam nawet nie wie, kiedy wpadł w jego sidła.
Nie był już tym samym Bilbem co wtedy, a kumulując cały ten ból nie chciałby nigdy do tego wracać. Gdyby musiał wybierać między nieznajomością Thorina Dębowej Tarczy, a jego utratą, wiedział jakiego dokonałby wyboru. Nie wie jak poradzić sobie z tym śmiercionośnym bólem, ale przyjaźń Thorina jest czymś czego nigdy nie chciałby stracić.
Nadal jednak nie płacze, nie potrafi również spojrzeć na swój miecz, pancerz i mapę. Żołądź wciąż spoczywa w pudełku nad kominkiem. Dzięki częstemu wycieraniu nie ma na nim śladu kurzu. Od miesięcy go nie otwierał - nie ma pewności, czy kiedykolwiek będzie w stanie, czy będzie miał dość siły, by go zasiać, ostatecznie, nieodwołalnie zdradzić Thorina. Nie potrafi go również zakopać, nie potrafi pochować Tho...
Druga wiosna jest gorsza od poprzedniej. Bilo uprawia swoją dumę - pomidory i sałatę, wspominając Bifura. Stara się pisać rymowanki i historie dla młodszego kuzyna, a na myśl przychodzi mu Ori. Serwetki kojarzą mu się z Bofurem, a skrzynia jego matki nosi na sobie ślady butów Kiliego. Nie potrafi nie zauważać, że wszystko co widzi, słyszy a nawet czuje wywołuje wspomnienia. To niedopuszczalne. Zaczyna ponownie mieć koszmary, unika więc snu tak długo, aż nie pada ze zmęczenia. Ciężka praca sprowadza na niego sen wypełniony odrętwieniem. Pracuje, spaceruje i czasem sypia w lesie, ale tego nikt przecież nie wie.
W czerwcu nawiedza go gość, który zapowiada się stukaniem w drzwi. Budzi ono wspomnienia Bilbo, ale pozbywa się ich szybko i podnosi na nogi. Czeka go zaskoczenie, bo gość pasuje do wspomnień - jest krasnoludem.
Nigdy wcześniej go nie wiedział, a jednak od razu wie z kim ma do czynienia. Jest niższa niż jej syn, ale jej blond włosy i kształt nosa przypominają Filiego, a niebieskie oczy Thorina. Ubrana jest jak mężczyzna, w spodnie i zbroję, jej broda nie odstaje od innych jakie widział, ale jest kobietą - zbroja nie jest w stanie ukryć krzywizn jej ciała. Wie kim jest.
- Pani Dis - mówi na powitanie i odsuwa się, by wpuścić ją do środka. Bierze jej pelerynę i kieruje do salonu. Prosi by poczekała chwilę i idzie zrobić herbatę. Kobieta podąża za nim i siada przy kuchennym stole, obserwując, jak hobbit kręci się po pomieszczeniu zbierając szklanki i spodki, jak smaruje masłem kawałek chleba i kroi ciasto. Wyciąga najlepszy dżem i ciasteczka, które dostał dzień wcześniej od jednego ze swoich kuzynów.
Chce pokazać jej hobbicką gościnność, sprawić, by poczuła się jak w domu - oznacza to najlepszą porcelanę i wiele dobrego jedzenia. Kobieta nie wie, dlaczego będzie jej dogadzał, ale zrobi to bo jest matką Filiego i Kiliego oraz siostrą Thorina, którzy byli mu bardzo bliscy.
- Skąd wiesz kim jestem? - pyta, kiedy dosiada się do niej. Bilbo nie żywi urazy widząc jej ostrożne, zdystansowane spojrzenie.
- Świetnie znałem się z twoimi bliskimi - wyjaśnia. - Zawsze zastanawiałem po kim Fili odziedziczył swój wygląd.... Kili oczywiście, był podobny do Tho... - Przerywa, nie potrafi wymawiać tego imienia głośno.
- Przybyłam zobaczyć groby synów - mówi po chwili Dis. - I brata. - Bilbo nic nie mówi. Pamięta te kamienne grobowce, Thorina pochowanego na wieki z Orcristem i Arcyklejnotem w dłoniach. Pomagał zmywać krew z ciała Kiliego, ubrać go w niebieskie kolory rodu Durina. Ma wiele wspomnień, o których nie potrafi mówić.
- Nie zostanę tam - mówi kobieta. - Ta Góra zabrała mi zbyt wiele.
Bilbo kiwa ze zrozumieniem głową. Unosząc do ust filiżankę czuje, jak drży mu ręka, podobne nieprzyjemne uczucie ma w gardle i z tyłu oczu. Samotna Góra. Czasem zastanawia się, czy wzgórze nie zostało wiele lat temu przeklęte, a Thorin nie stał się jedynie jedną z wielu ofiar, którą pochłonęło. Złoto stało się złotem smoka, zepsutym i złym, a w końcowym rozrachunku Góra sama w sobie spłynęła krwią.
Czasem łatwiej jest winić kapryśne, nadprzyrodzone mocne, niż po prostu zaakceptować fakt, że uparty i nieszczęśliwy Thorin naprawdę desperacko cierpiał.
- Napisał do mnie list - informuje go Dis.- Nim umarł, jeszcze przed rozpoczęciem bitwy. Balin wysłał go do mnie, kiedy było już po wszystkim. - Wyciąga z kieszeni kawałek wytartego dotykiem pergaminu. Przesuwa go po blacie w stronę hobbita i sięga po ciastko. - Myślę, że chciałby, żebyś go przeczytał - dodaje.
Bilbo otwiera list i czyta go po raz pierwszy. Przy drugim czytaniu łzy zalewają jego oczy tak silnie, że nie widzi liter. Zakrywa dłonią usta i odsuwa od siebie skrawek papieru, bojąc się, że jego nagły napływ emocji mógłby go zniszczyć. Zamyka oczy i płacze. To pierwsze załamanie, które przeżywa od dnia, kiedy Thorin umarł w jego ramionach, mówiąc i patrząc na niego miękko. Wypłakuje swoje na nowo złamane serce.
”Zaprzedałem temu duszę siostro, teraz muszę sprawdzić, czy mogę odkupić swoje winy” napisał Thorin. „Jeśli możesz, wybacz mi.”
Ten pisany naprędce list zawiera słowa, które Bilbo będzie pamiętał do końca swojego życia. Thorin zawarł w nim rzeczy, które hobbit miał nadzieję usłyszeć od niego osobiście. Nie starczyło im na to czasu, śmierć nie czekała, by upomnieć się o jego życie. Wie, że Thorin uwolnił się od smoczej choroby, że stał się na powrót sobą i jak bardzo cenił ich przyjaźń. Mimo to, kiedy zobaczył te słowa napisane ręką krasnoluda, coś się w nim przełamało i teraz siedzi i płacze nie zważając na to, jak musi to wyglądać w oczach Dis.
Kobieta nie osądza go jednak, nie próbuje również go pocieszyć. Nim Bilbo doprowadza się do porządku, wypija swoją herbatę i zjada całkiem sporo ciastek i chleba z masłem. Hobbit znajduje chusteczkę, wyciera oczy i wydmuchuje nos. Wypija na raz całą filiżankę herbaty i rozdrabnia ciastko na malutkie kawałeczki.
- Był moim przyjacielem - mówi, i w słowie tym zawarte jest tak wiele, że po prostu zaczyna to kobiecie opisywać - mówi o tym, co się wydarzyło i jakie podjął decyzje. Opowiada Dis o ostatnich miesiącach i tygodniach życia jej synów, o szaleństwie w jakie popadł jej brat, i mówi tak dopóki głos nie odmawia mu posłuszeństwa. Kobieta zanosi jego filiżankę do zlewu, płucze ją i napełnia wodą.
- Czy naprawdę umarł... sobą? - pyta go później. - Czy to był mój brat, panie Baggins?
- Och, tak - odpowiada natychmiast Bilbo. - Oczywiście. Nawet wtedy, w środku tego zamieszania, wciąż był.... wciąż był Thorinem. - Z zawstydzeniem mówi jej o żołędziu, pamiętając, że dla krasnoludów uprawa nie ma tak dużego znaczenia, ale Dis wydaje się rozumieć, być może z powodu listu jej brata, lub wszystkiego co zostało już do tej pory powiedziane.
- Zasadziłeś go? - pyta, a on zaprzecza ruchem głowy. Żołądź nadal stoi w swoim pudełku na kominku. Przyniósł go ze sobą i miał szczery zamiar by go zakopać, naprawdę, ale nie potrafił się na to zdobyć. Ostatnia prośba Thorina, ostatnie zadanie, które mu dał. Bilbo nie potrafił mu odmówić. Nie był w stanie zakopać żołędzia w ziemi, tak jak Thorina pochowano w zimnym kamieniu.
Łzy wiele jednak zmieniły. Jego serce jest lżejsze, niż było wcześniej. Zabiera Dis do salonu i otwiera pudełko. Razem kierują się do ogrodu na tyłach domu. Jest ciepły, słoneczny, letni dzień i Bilbo cofa się myślami dwa lata wstecz, kiedy wraz z krasnoludami wędrowali na wschód. To był deszczowy czerwiec.
Hobbit bierze łopatę i wykupuje nią dołek w ciemnej, miękkiej ziemi. Wraz z obserwującą go Dis, sadzi małego żołędzia w cichym zakątku ogrodu, gdzie w spokoju będzie mógł się rozwijać i wybić z ziemi. Po roku, kiedy sadzonka stanie się drzewem, nabierze wysokości i tężyzny, Bilbo ustawi tam ławkę, a silny dąb będzie przypominał mu lepsze czasy.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, wrócę, by móc je zobaczyć - mówi Dis. Wrócili do środka i kobieta zbiera się do wyjścia. - Kiedy będę wracać do domu.
- Moje drzwi zawsze są dla ciebie otwarte - zapewnia Bilbo, potrząsając jej ręką i dziękując. Dis uśmiecha się, i od razu do głowy przychodzi mu Thorin, jego ostatni uśmiech, którym go obdarował. Uzmysławia sobie, że może myśleć o tym bez bólu. Bilbo w końcu odnajduje w tym ukojenie.
I chociaż kobieta odchodzi z Bag End, Bilbo nie czuje już samotności. Wspomnienia śmiechu i kroków krasnoludów już nie sprawiają mu bólu. Wyciąga z biurka mapę i wiesza ją na ścianie w biurze, gdzie codziennie może na nią patrzeć. Jest brudna i uszkodzona, ale w końcu przedstawia sobą coś więcej, niż stratę i cierpienie. W tej chwili odzwierciedla nadzieje, którą mieli, przypomina mu wyraz twarzy Thorina, kiedy pierwszy raz przekroczył próg swojego dawno utraconego domu.
Tej nocy uwolnił się od snów wypełnionych śmiercią Thorina.
____________________
“I thought you and Tony were still staring into each other’s eyes.”
Natasha to Steve
Ostatnio zmieniony przez Amanda 2015-01-15, 21:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Martynax 



Opiekun Puchonów
It Is What It Is


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Lip 2013
Posty: 2789
Skąd: Lodz
Wysłany: 2015-01-15, 21:14   

Działy ogólne to naprawdę nie są moje ulubione miejsca na świecie, ale uwielbiam LOTR i Hobbita, więc pomyślałam, że warto tu przyjść.
Książki nie czytałam, ale oglądałam wszystkie filmy i muszę przyznać autorce, że pięknie oddała wspomnienia Bilba. Opisy są bardzo plastyczne i ciekawe. Podoba mi się to jak w każdym zakamarku swojego domu widzi echa dawnych gości. Jak przypomina sobie ten rozgardiasz, który zrobiła banda krasnoludów, a potem nagle wszystko go przytłacza, bo w jego myśli wkrada się Thorin i całe zło, które zdarzyło się podczas wyprawy. Nie mam pojęcia, czy dałabym radę przejść do normalności po zobaczeniu smoka na własne oczy, walce z orkami, czarodziejami i elfami... ech, marzy mi się :D

Tekst jest naprawdę ładny i podoba mi się, chociaż przyznaję szczerze, że momentami jest męczący. Może mało we mnie empatii, ale naprawdę chwilami ciężko się to czytało i te nawracające przygnębienia Bilba, jakby znów wszystkie uczucia z początku wróciły, żeby go dopaść. A osobiście wierzę w to, że czas leczy rany ;)
Średnio też chwytam motyw matki Kiliego i Filiego w tym opowiadaniu... może to coś z książki, sama nie wiem. Nie będę się tu głębiej wypowiadać, ale dla mnie to było ciut dziwne.

Teraz skupiając się na jakości tłumaczenia, to było ładnie. Parę zdań bym zdecydowanie zmieniła, ale to dlatego, że zwyczajnie mamy inne style.
No i z błędów:
Amanda napisał/a:
Bilbo nie zasadza żołędzia. Po powrocie jest zbyt zajęty próbą odzyskania swojej własność z rąk wszystkich mieszkańców Shire później doprowadza swoją norkę do porządku, a po sześciu miesiącach wciąż cierpi, jego serce jest pełne bólu i rozpaczy.

Powinno być "własności", no i ogólnie to zdanie jakieś kulawe jest. Widzę też, że odeszłaś trochę od oryginału i osobiście dałabym to tak: "Bilbo nie zasadza żołędzia. Nie robi tego zaraz po powrocie, ponieważ zajmuje się odzyskaniem swojej własności z rąk wszystkich mieszkańców Shire, ani wtedy, gdy jego norka jest doprowadzona do porządku. Nie sadzi go również po tym jak upływa sześć miesięcy, a jego serce wciąż jest pełne bólu i rozpaczy". No ale to tylko moja sugestia także... ;)
Amanda napisał/a:
Pozostałe pamiątki ze swojej przygody - miecz, kamizelkę z mithrilu, krasnoludzką tarczę i skrzynię pełną złota trolli - chowa. Oprawia mapę, którą wraz z podpisanym przez siebie kontraktem chowa do szuflady w biurku i nigdy później tam nie zagląda.

Myślę, że drugie "chowa" można spokojnie zamienić na "wkłada", czy "ukrywa".
Amanda napisał/a:
Thorin nie żyje, a jedynymi pamiątkami, które zachował Bilbo są kamizelka z mithrilu, mapa, na którą nie potrafi patrzeć i żołądź, którego nie ma siły zasiać.

Jestem pewna, że brakuje w tym zdaniu słowa "nie", które dodałam w pogrubieniu ;)

To chyba tyle. Dziękuję za tłumaczenie i do następnego ;)
____________________

 
 
kropala55 



7-klasista


Wiek: 27
Dołączyła: 02 Sty 2015
Posty: 153
Skąd: slask
Wysłany: 2015-01-16, 20:55   

Jezu jakie to smutne.

Nawet zakończenie nie przyniosło mi ulgi, wręcz przeciwnie. Biedny Bilbo, zasługiwał na wielką miłość i rodzinkę a skończył jako smutny samotnik, żyjący wspomnieniami swoich przygód i zmarłych przyjaciół.

Czuje się teraz podle. Nigdy nie lubiłam Bilba we władcy pierścieni, bo był taki ponury, owładnięty przez zło pierścienia itp. Okazuje się że on po prostu był nieszczęśliwie zakochany, zraniony, samotny, opuszczony.. jak ja mogłam. Teraz już go rozumiem ;).

Ostatniego filmu z trylogii hobbita jeszcze nie oglądałam i nie wiem czy Thorin faktycznie zmarł, ale w książce czegoś takiego nie pamiętam, zakończenie wydawało mi się szczęśliwe , no ale dawno to było.

Po co to przeczytałam? Teraz boli mnie serce :P ..
no ale to oznacza że tekst jest dobry.
____________________

 
 
Al 



Opiekun Gryfonów


Wiek: 28
Dołączyła: 10 Kwi 2007
Posty: 2746
Skąd: Krakow/Jaworzno
Wysłany: 2015-01-20, 23:18   

Z jednej strony NAPRAWDĘ podoba mi się ten tekst, jest bardzo melodyjny i plastyczny. Z drugiej - odrobinę jak dla mnie za wiele stagnacji i smutku, chociaż tu wszystko ratuje końcówka. W pewnym momencie ilość przygnębienia była odrobinę nudząca, tak, jakby autorka trochę przesadziła z kręceniem się wokół tematu.
ALE, całe przesłanie tekstu, konstrukcja są piękne, i nawet jeśli było się lekko znużonym tekstem, to ogólnym wrażeniem, tekst nadrabiał z nawiązką. Naprawde podoba mi się motyw z żołędziem, z dębem, to, że Bilbo... potrzebował właśnie takiej rozmowy, z kimś takim jak siostra Thorina, by móc ruszyć dalej. Bo, dopóki żołądź leżał na kominku, to wszystko wciąż trwało, wyprawa, śmierć, pożegnanie; dopiero zakopując go, mógł pogrzebać przeszłość i smutek, i, myśleć o przyszłości, być sobą.
Tłumaczenie ładne, ale wiesz, że lubię Twój styl, a pod troskliwą opiek Eris jeszcze bardziej ;)
 
 
 
Tina 



Woźny


Wiek: 27
Dołączyła: 27 Mar 2010
Posty: 925
Skąd: Chorzow
Wysłany: 2015-02-02, 17:53   

Jestem jakaś taka senna dzisiaj, a i szaro za oknem się już zrobiło. Wszystko to sprawiło, że wczułam się w klimat opowiadania. Nawet uroniłam kilka łez, gdy Bilbo zaczął płakać. Ale to dobrze, to chyba oznaka tego, że opowiadanie zostało dobrze napisane.

Gdy matka Filiego i Kiliego zastukała do drzwi nie podejrzewałam, że to ona. Hm... myślałam w sumie, że może to będzie jakaś zapowiedź Froda. Wiesz, Bilbo był taki samotny, więc sądziłam, że to właśnie Frodo będzie tym ukojeniem. W końcu w domu zabrzmi czyjś głos itd. A tu taka niespodzianka.

Autorka ładnie przedstawiła smutek i rozpacz Bilba, jego samotność, to jak w każdym kącie widział cień przyjaciół. Również motyw żołędzia, którego nie był w stanie zasadzić, którego widokiem na kominku sam siebie w pewien sposób ranił. I ta jego gościnność w stosunku do siostry Thorina.

Bardzo klimatyczna miniatura. Cieszę się, że ją przetłumaczyłaś. Świetnie Ci się udało oddać jej nastrój :)

Pozdrawiam,
T.
____________________
 
 
 
Aribeth 



Prefekt Gryffindoru
Tanczaca z wachlarzami


Wiek: 24
Dołączyła: 12 Mar 2009
Posty: 2021
Skąd: z Doliny Rospudy
Wysłany: 2015-02-21, 00:31   

Oh well, co by tu napisać.

Nie wiem sama, co myśleć o tym tekście. Z pewnością stanowi alternatywę dla oryginalnego zakończenia "Hobbita", które w gruncie rzeczy było pozytywne. A czasami dobrze jest na rzeczone alternatywy spojrzeć.
Niemniej, z drugiej strony, tekst był ciężki, przytłaczający, i to aż za bardzo. Serio. W którymś momencie miałam już dość użalającego się nad sobą Bilba, bo przez to tekst dłużył się niemiłosiernie.
Ja rozumiem, ból po stracie i w ogóle. Ale... Ale można było jednak ten tekst zbalansować lepiej.
Choć może moja opinia bazuje po prostu na tym, że nie przepadam za takimi angstami. I w ogóle takimi tekstami, gdzie jest mało akcji, a duużo nurzania się we własnych uczuciach i tak trochę rozczulania nad sobą. Za często robię to sama, by jeszcze fiki o tym czytać, no serio xD Dlatego też niestety tekst, mimo że naprawdę wiarygodny i nieźle napisany, momentami mnie strasznie nużył. Bo było tego... za dużo, po prostu. Skróciłabym to o 30% i byłoby znacznie lepiej, tak moim zdaniem xD

Nie do końca zaczaiłam, jakim cudem Dis było po drodze do Bilbo, no ale postanowiłam jednak nie wnikać XD
Ale że Dwalin musiał przyjechać do Bilba i Thorina, to już uśmiałam się setnie. Podobnie jak na sam fakt, że Bilbo był wtedy przytomny, bo przecież nie był XD No ale trzeba było dodać tę kolejną porcję dramatyzmu, w razie jakby póki co było go w tekście mało xD
A, no i ten, ta koncepcja, że w rok z nasienia wyrośnie od razu drzewo, to też był geniusz xD
Ale zwalam to na autorkę xD

Za to podobało mi się to, że Bilbo się w końcu ogarnął, zamiast chodzić i tłamsić uczucia. Dziwi mnie w sumie jego zachowanie, tak jakby nigdy nie poniósł straty kogoś bliskiego, a przecież poniósł, ale może autorka oglądała tylko film i takie wyciągnęła wnioski. Jeśli tak, to jego zachowanie jest jak najbardziej uzasadnione. Jeśli jednak sięgnęła po Władcę Pierścieni (książkę), to nieco przesadziła. Ale tylko nieco.
I podobał mi się w sumie list Thorina, był taki... w jego stylu. Thorina wodza, władcy, a nie chciwego głupca.

Mimo wszystko ten tekst niesie w sobie jakiś pozytywny przekaz, taką iskierkę nadziei i ciepła, i w sumie dla niej samej warto było go przeczytać.

Podziękowania dla tłumaczki i bety xD

Wena!
Aribeth ^.^
____________________

 
 
euphoria queen 


Order Merlina II klasy
Miss McKay


Wiek: 29
Dołączyła: 13 Sty 2011
Posty: 2471
Skąd: Mroczny Las
Wysłany: 2015-09-21, 00:02   



I już wiem, że to zepsuję, ale generalnie siedzę przed klawiaturą od dobrych kilku minut i po prostu gapię się w przestrzeń. Niewiele tekstow do Tolkiena miałam okazję przeczytać, ale cieszy mnie, że tego nie pominęłam, bo jestem pod ogromnym wrażeniem. Przede wszystkim wybrałaś tak genialny tekst, że trudno mi się będzie wysłowić i musisz po prostu mi wybaczyć. I już mi jest wstyd, bo odkryłam, że żaden komentarz nie odda tych emocji, które przeze mnie przeszły falami.

Jestem zakochana, ponieważ sprawiłaś, że się zasmarkałam, a od dawna nie byłam w sytuacji, w której nie potrafiłabym się tak kontrolować. Apatia kojarzy nam się z czymś jednoznacznie nieruchawym, czymś stałym, powolnym i nawet nie bolesnym – bo to raczej odrętwienie, gdzie człowiek jest już tak zmeczony bólem, że jego umysł się uodparnia. I totalnie zgadzam się z tytułem, bo ten tekst pokazał nam coś naprawdę okropnego – żałobę po stracie przyjaciela, który znaczył tak wiele. Ale jednocześnie patrzenie na cudzy stan apatyczny w nas samych wydaje się uaktywniać echo bólu, który Biblio czuł. I nie obchodzi mnie, że to postać literacka – jeśli jest ci zmutno, płaczesz. Nie ma nic lepszego niż łzy.

I właśnie przez łzy czytałam ten tekst, więc wybacz, że ten komentarz jest tak beznadziejny.

Gratuluję doboru tekstu i tłumaczenia.

Pozdrawiam
eu
____________________
euphoria jedynie na ao3
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 24


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową