ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
[NZ] Igła (1/?)
Autor Wiadomość
Mischief 



3-klasista


Dołączyła: 10 Lip 2014
Posty: 34
Skąd: z Baker Street 221B
Wysłany: 2014-07-29, 20:45   [NZ] Igła (1/?)

Tytuł: Igła (tytuł roboczy)
Autor: Nieudolna Mishief
Beta: Brak. Chętnie oddam tekst do obróbki :mrgreen:
Pairing: Bruce Wayne/Richard (Dick) Grayson
Ostrzeżenie: Igła, błędy

Z dedykacją dla Satanachii, bo tak :mrgreen:

Rozdział I
- Padam na pysk – zamarudził Dick, ściągając z twarzy maskę Nightwinga.
To była naprawdę długa noc: począwszy od trafienia na ślad rozwijającego się gangu (co nie było zbyt trudne), a skończywszy na walce z kolorowymi sługusami Jokera.
- Ty? – zapytał z wyraźną kpiną w glosie Bruce. – W takim razie będziesz musiał jeszcze wiele potrenować, dzieciaku.
Mroczny Rycerz często go tak nazywał, chociaż różnica wieku stanowiła zaledwie osiem lat.
- Twój strój jest w gorszym stanie niż mój, więc chyba się starzejesz – odparł z przekąsem, co zostało skomentowane jedyne niewyraźnym mruknięciem.
Usatysfakcjonowany tym faktem chłopak, mimo zmęczenia, wbiegł po schodach, przeskakując po dwa stopnie naraz i opuścił Jaskinię, po czym skierował się w stronę kuchni.
- Och, panicz Richard. Jak panicz wygląda?! – zapytał Alfred, który najwyraźniej nie zmrużył oka tej nocy. Nie był rzecz jasna zwykłym kamerdynerem. Dla niego był prawie jak ojciec, bliski członek rodziny. Cóż, wkurzony członek rodziny.
- Tak, wiem. Zaraz się przebiorę. I pójdę spać. Wezmę też prysznic; niekoniecznie w tej kolejności – zapewnił z lekkim uśmiechem. Namiastka domu, pomyślał i po drodze do łazienki wstąpił do swojego pokoju po kilka rzeczy; między innymi czyste, niepodarte i nieprzemoczone ubranie.
Z ulgą wszedł pod strumień gorącej wody, obmywając ciało z zaschniętej już krwi. Dopiero teraz mógł spostrzec liczne rany, a jedną, na zakończeniu pleców, jedynie wyczuć. Nie były one śmiertelne, jednak znowuż nie takie, które można było zignorować.
Mając ręcznik owinięty wokół pasa ,wyszedł na puchowy chodnik (czarny, rzecz jasna) i o mało się nie potknął o własne stopy, gdy spostrzegł Wayne’a stojącego w progu drzwi, który przyglądał się mu badawczym wzrokiem.
- Co ty tu do cholery robisz? Prywatność. Wiesz, czym jest prywatność, prawda? – zapytał głosem o kilka tonów wyższym, niż zamierzał.
Niezrażony Bruce podszedł do niego, marszcząc brwi i z dziwną delikatnością dotknął rozcięcia na jego barku, z którego nadal sączyła się czerwona ciecz.
- Trzeba to zaszyć – stwierdził swoim zwyczajowym, ponurym tonem.
- Nic mi nie będzie, przeżyłem o wiele gorsze rzeczy – odparł zbity z tropu Dick.
Mężczyzna jednak nie uraczył go żadną odpowiedzią, tylko pociągnął za ramię, wyprowadzając tym samym z łazienki.
- A może dasz mi się chociaż ubrać, co? Wiesz, nie żebym narzekał, a skądże! Ale na miłość boską... Co ty robisz? – Nawijając, posłusznie podążył za nim.
Kiedy dotarli do sypialni Wayne’a, a ten wyciągnął z szuflady nici chirurgiczne, Nightwing szarpnął się do tyłu.
- O nie. To ja już wolę iść do szpitala. Tak, to będzie dobry pomysł. Twoje barbarzyńskie metody nie przekonują mnie ani trochę.
- Dick – zaczął cicho, spoglądając na niego.
- Co?
- Zamknij się wreszcie i chodź tu
Dick zawahał się, ale mimo to usiadł na skraju łóżka, jak najdalej od igły i odwrócił głowę.
- Chyba się nie boisz? – Przetarł ranę na barku dwudziestolatka, nie unosząc wzroku na jego twarz.
- Naprawdę uważasz, że boję się ciebie i tej cienkiej, metalowej wykałaczki? Nie ma mowy. Au! Mógłbyś być delikatniejszy – mruknął, zaciskając zęby.
- Nasz cudowny chłopiec nie lubi igieł, a co noc staje twarzą w twarz z największymi przestępcami. – Ton, jakim Wayne to powiedział był tak samo pozbawiony jakichkolwiek emocji, co zwykle, chociaż Richard mógłby przysiąc, że ten powstrzymuje się od parsknięcia.
- Potok słów, brawo. Uczysz się – odparł z wymuszonym uśmiechem i zerknął na zegarek. Dochodziła piąta.
Nie zauważył kiedy Bruce podał mu małą dawkę morfiny, a ból szybko został zastąpiony przez przyjemne uczucie senności. Dick siedział jeszcze przez kilkanaście minut, z czasem tracąc świadomość.

***

- Co... Gdzie? Matko – wymamrotał Dick, mrugając kilkakrotnie, jakby chciał odzyskać ostrość obrazu. Przez moment zastanawiał się, jakim cudem leży w łóżku, do którego jako straumatyzowany dwunastolatek przychodził, aby móc wyzbyć się swoich sennych koszmarów. To była skuteczna metoda. Tak czy inaczej, Dick miał teraz dwadzieścia lat i zdarzenia z nocy najwyraźniej wyjechały na urlop i nie miały najmniejszego zamiaru wracać do swojego właściciela.
Okna w pomieszczeniu pozostawały zasłonięte, więc zaledwie kilka promieni słonecznych przedarło się przez ciemną przeszkodę, padając na pościel. Owinął się szczelniej kołdrą. Musiał przyznać, że było mu tak bardzo przyjemnie, że nie wyobrażał sobie wyjścia z łóżka przez kilka najbliższych godzin. Nie, najbliższych kilka dni.
Mruknął z zadowoleniem, przymykając powieki, kiedy usłyszał chrząknięcie gdzieś w okolicy drzwi, więc leniwie uniósł głowę, aby spojrzeć na intruza.
- Co mi zrobiłeś? – zapytał sennym głosem, przecierając oczy. – Wiem, że to twoja wina.
- Byłeś zmęczony, a morfina podwoiła to uczucie. – Bruce, przyglądając mu się uważnie. Znów stał w progu, nie odrywając od niego wzroku. – Jak się czujesz? – dodał.
- Świetnie. Nie narzekam. - Wysilił się na uśmiech. Nieodwzajemniony, oczywiście. Spostrzegł cienie pod oczami mężczyzny, na co uniósł brew.
- Nie spałeś tu, prawda? – Przeszedł do siadu, pilnując, by kołdra pozostała na swoim miejscu.
- Nie spałem w ogóle – powiedział beznamiętnie.
- Więc chodź tu. – Dick poklepał miejsce obok siebie z uśmiechem. – Ja zaraz się wynoszę.
- Możesz zostać. – Oparł się o futrynę, przechylając głowę na bok.
- Czy ty właśnie… O mój Boże, ty właśnie delektujesz się widokiem mnie w swoim łóżku! Wstydź się, Bruce! Nie, ja tu nie zostanę, nie dam ci tej satysfakcji. – Potrząsnął głową, co było kolejnym głupim pomysłem, by zaraz potem upaść na miękką poduszkę. – Jesteś okrutny.
- A ty upierdliwy –Wayne wyszedł na korytarz, bez żadnego pożegnania.
- Wzajemnie, mruku! – zawołał, machając ręką na pożegnanie.
Leżał jeszcze około kwadrans w ciszy, nie potrafiąc zebrać nowych sił. Z nadludzkim wysiłkiem wstał z łóżka i prześliznął się do swojego pokoju, w pelerynie z bordowego prześcieradła – tak na wszelki wypadek, ponieważ paradowanie nago po posiadłości wyposażonej w biliardy kamer, było po prostu głupie.
Dotarło do niego, że kiedy noc ustępowała miejsca dniowi, jeszcze miał na sobie ręcznik.
Oczyma wyobraźni widział tryumfalny uśmieszek Bruce’a. Dupek, pomyślał, zamykając za sobą drzwi.
 
 
Saraknya 



Order Merlina II klasy


Dołączyła: 10 Gru 2009
Posty: 1137
Skąd: z zapiecka
Wysłany: 2014-07-29, 20:56   

I się zakochałam!
Naprawdę przyjemny tekst z potencjałem i na dodatek pierwszy jaki czytam do DC Comick oraz pierwszy z Waynem i Dickiem. Więc jestem podwójnie rozdziewiczona ^_^ Mam nadzieje, że mój ukochany Marvel wybaczy mi tą zdradę ;) Jednak było warto, bo tekst jest przyjemnie napisany i zapowiada się naprawdę ciekawie.
Jednym malutkim, ale takim malusieńkim i do tego prywatnym zgrzytem było dla mnie imię "Dick". Wiem, ze z tym nic nie można zrobić, tak ma być i już, ale po prostu nie cierpie, nie trawię i nie znoszę go. Mam chyba uprzedzenia po SPN ;)

Z niecierpliwością czekam na dalsze rozdziały.

Pozdrawiam
Sar
____________________


 
 
Satanachia. 



Opiekun Ślizgonów


Wiek: 22
Dołączyła: 31 Sty 2011
Posty: 868
Wysłany: 2014-07-29, 21:03   

Mrrr, DC. Mrrrrr, Batman. Mrrrrrrr, dedykejszyn! To takie piękne. <3
Fakt faktem - przydałaby się beta, bo przecinki Ci latają (a skoro ja to widzę to już jest coś) i niektóre zdania kuleją, ale... No właśnie, ale. Ale mi to nie przeszkadza, bo Batman. Tak cichociemno na niego lecę, ale o tym naprawdę cii, bo jeszcze się wyda i dopiero będą jazdy.~

Po jednym rozdziale nie mogę wiele powiedzieć o samym fiku poza tym, że podoba mi się relacja między główną dwójką i ich zachowanie. Są dla nich naturalne i dobrze, że je podtrzymujesz (tak bardzo jedna seria, której gupie satany nie pamiętają).

Trochę drażniło mnie formatowanie całego tekstu, czyli wrzucenie go bez półpauz i konkretnego rozdzielenia akapitów i dialogów (bo zUa Gospoda nie ogarnia komendy do akapitów, co jest smutne), ale od biedy można to przeżyć.

Wena, bo chcę drugi rozdział!
Satan.
____________________





in real life there were no happy endings

in real life there was just pain and
shattered bones



 
 
Teirwen 


1-klasista


Dołączyła: 25 Paź 2014
Posty: 5
Skąd: okolice Wa-wy
Wysłany: 2014-10-25, 22:22   

Podpisuję się pod Saraknyą - pierwszy tekst z DC, pierwszy z tym paringiem.
Jakąś tam szczątkową wiedzę mam, więc nie musiałam sobie googlować Nightwinga, za to nie wiem jak bardzo podobny jest do kanonicznego (co nie przeszkodziło mi go polubić, urzekł mnie jakoś tym zdaniem "niekoniecznie w tej kolejności"). Za to Bruce jest dla mnie jak najbardziej w porządku i ukochuję mruka :D Dialogi mi się spodobały, są takie nieprzekombinowane.

Cytat:
owinięty wokół pasa ,wyszedł na puchowy

wyłapałam tylko jeden przecinek.

Weny, bo również liczę na kontynuację!
teir.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 24


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową