ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
[M] ODPISZ!
Autor Wiadomość
Satanachia. 



Opiekun Ślizgonów


Wiek: 22
Dołączyła: 31 Sty 2011
Posty: 868
Wysłany: 2014-07-12, 22:59   [M] ODPISZ!

Tytuł: ODPISZ!
Autor: Satanachia.
Beta: Nope.
Pairing: Spideytorch
N/A: Moje mamełe zagięło mnie dzisiaj jako - taką znajomością terminologii ff, przy czym nie powinna mieć żadnej, i jakoś tak wyszło, że założyłyśmy się, że do północy (wstępnie do 22, noale lampa) jakimś cudem napiszę fluff, w którym nikogo nie zabiję, nie będę zbytnio przeklinać i w ogóle. I chyba dałam radę, a że mamita nigdy sobie nie przekalkulowała, że pod presja jestem najbardziej produktywna, to mówię Wam - zakłady z moją matką to nie hazard. To inwestycja. Zawsze się wygra - choćby nie wiem co. Jestę bogię. <3
No, to koniec pierdzielenia. Znowu nieskładnie, noale nic. Jestem tak wyżęta, że ja pierdziu. D:



ODPISZ!


    Zapałka: 17:24
    pete no wez

    Zapałka: 17:24
    nudze sie

    Zapałka: 17:25
    stary ratuj mnie!

    Zapałka: 17:26
    odpisz

    Zapałka: 17:26
    odpisz

    Zapałka: 17:26
    ODPISZ!

    Zapałka: 17:27
    ziooooooooooooooooooooooom!


Peter odczytał niedbale zaległe smsy i odłożył telefon na biurko, licząc, że od ciągłych wibracji szybko się wyładuje; jego wysłużona nokia wędrowała po blacie w dziwnym rytmie wyznaczanym przez bombardujące ją wiadomości i Parker coraz bardziej żałował, że zdecydował się akurat na ten model, a nie na jakiegoś tańszego Samsunga, czy coś. Kupno telefonu z niemal nieśmiertelną baterią jeszcze wczoraj było dla niego spełnieniem marzeń, teraz jednak jawiło się niczym najgorszy z koszmarów. Na dodatek nie mógł wyciągnąć z niej baterii i wykręcić się usterką, bo cholerna obudowa była skręcona śrubkami i gdyby tylko spróbował ją ruszyć, pewnie wszystko skruszyłoby mu się pod palcami. Może i daleko mu było do Hulka, ale hej, też był wypadkiem popromiennym i też miał nieco nadludzkiej siły.

Po kolejnym przerywniku wibracji, w postaci odegrania coraz bardziej irytującej melodyjki dzwonka, Peter zepchnął telefon z biurka. Nokia uderzyła z trzaskiem o ziemię i zamilkła na kilka błogosławionych chwil. Tylko po to, żeby wznowić swoje harce i Peter naprawdę, ale to naprawdę pożałował, że nie jest tym cholernym Hulkiem, bo może udałoby mu się jakoś rozwalić ten pieprzony telefon i zyskać trochę spokoju.

— Zawsze mogę jeszcze utłuc Johnny'ego — pomyślał na głos i wyjrzał za okno. Szalejąca za nim burza szybko odwiodła go od tego pomysłu, bo żeby zatłuc Storma musiałby wyjść, a nie jest jeszcze tak zdesperowany.

Nokia znów odegrała swoją melodyjkę.

Jeszcze.

*

Johnny półleżał na salonowej kanapie, obiema rękami wytapując na telefonie coraz to dziwniejsze wiadomości.


    Wysłano: 17:53
    wez sie

    Wysłano: 17:53
    PETE!

    Wysłano: 17:54
    leje nie moge sam wpasc

    Wysłano: 17:56
    samochod mi padl

    Wysłano: 17:59
    sue z reedem wyszli - mamy wolna chate

    Wysłano: 17:59
    i pizze

    Wysłano: 18:00
    konsole tez mamy

    Wysłano: 18:03
    PEEEEEETEEEEEEEEEEEE


Fuknął i wysłał ostatnia wiadomość; czekając na przyjścia raportu przeskoczył kilka kanałów w telewizorze. Jednak podobnie jak pół godziny temu nie znalazł w nim nic ciekawego.

— No odbierz, odbierz, no weź, stary — mamrotał, wybierając numer i odczekując trzy sygnały, po których odezwała się poczta głosowa. Zaklął i zadzwonił ponownie, tym razem jednak doczekując się odebrania.

— Pete! — krzyknął na powitanie i nie dając Parkerowi dojść do głosu, zaczął wyrzucać z siebie całe gorzkie żale:

— Zostawili mnie tutaj, rozumiesz? Nawet nie mam drobnych na obiad! I samochód nie działa! I ty nie chciałeś odebrać! I w ogóle co ja ci takiego zrobiłem, że nie chciałeś odebrać, Pete, no! — ostatnie zdanie wymówił miaukliwym tonem; przez kilka chwil na linii panowała cisza.

— Pete?

— Mam jutro kolosa — usłyszał cichy głos Petera, zagłuszony przez szelest jakichś papierów. — I bardzo zależy mi na zaliczeniu, więc byłbym wdzięczny, gdybyś dał mi kilka godzin spokoju.

— Mogłeś wyłączyć telefon — odparł Johnny, układając się wygodniej na kanapie. — Ewentualnie kazać mi się odwalić, ale tego nie zrobiłeś. Wiesz, że to odmiana masochizmu? Fetyszyk?

— Masochizm? Trudne słowo na dzisiaj? — prychnął Peter i szelest nagle umilkł zastąpiony dziwnym zgrzytem.

— Co ty tam robisz, co? Trupa pakujesz? — zainteresował się Storm, zwieszając głowę w dół z kanapy, po której migrował już od kilku minut. — W razie czego daj znać, to skombinuję ci alibi.

— Nie potrzebuję żadnego alibi. — Głos Petera dochodził jakby z daleka i Johnny odruchowo przycisnął mocniej telefon do ucha, co niewiele jednak pomogło.

— Pete? — zaczął, jednak połączenie zostało nagle przerwane i przez chwilę Johnny był bliski paniki, bo przecież żaden superzłol, z którym zadarł Peter, nie powinien być na tyle pokręcony, żeby wyściubić nos ze swojej ciemnej jamy i spróbować go dopaść, nie przy takiej pogodzie.

Przy takiej pogodnie można było co najwyżej napadać na banki, albo urządzać superzłolskie imprezy. Nie to, żeby Johnny coś na ten temat wiedział, ale czasem wolał myśleć, że złoczyńcy mieli jednak w sobie coś z normalnego człowieka. Na przykład niechęć do wychodzenia w czasie burzy i polowania na niewinne pajączki.

    Pete: 18:07
    20


Johnny zagapił się na wibrujący telefon nie do końca wiedząc o co chodzi.

    Wysłano: 18:07
    ale ze co 20?

    Wysłano: 18:07
    bede za 20 min?

    Wysłano: 18:08
    umre za 20 min?

    Wysłano: 18:08
    mam w pokoju 20 bomb bo znalazl mnie goblin?

    Wysłano: 18:08
    brakuje mi 20 c na taksowke?

    Pete: 18:10
    Za 20 min cie udusze

    Pete: 18:10
    Siecia

    Wysłano: 18:10
    <3

    Pete: 18:10
    Idiota


Johnny nie mógł nie zgodzić się z tym stwierdzeniem - odnośnie Petera zawsze był trochę idiotą, ale tylko trochę i było to widać wyłącznie wtedy, gdy pajęczaka nie było w pobliżu.

O esemesach wolał nie myśleć — esemesy liczyły się jako “odległość”. W każdym wypadku tej wersji wolał się trzymać.
    Pete: 18:12
    20 pamietaj. Pizza ma dozyc


Johnny poklepał telefonem o dłoń i zerknął na smętne resztki pizzy, zachomikowane w kartonie obok kanapy.
Dwadzieścia minut to dość, by zamówić nową, a to, że nie zdążą dostarczyć…

— Zwalę na pogodę — zadecydował i wybrał numer do najbliższej pizzeri.

*

To był zły pomysł i Peter doskonale o tym wiedział, ale miał zbyt miękkie serce, żeby zostawić znudzonego Johnny’ego sam na sam z tysiąckanałową kablówką.

Kolejna wystrzelona sieć, zamiast przyczepić się do szklanej powierzchni wieżowca, odbiła się od szyby i zatrzymała dopiero na jakiejś rynnie, ciągnąc opadającego Petera za sobą, bo przecież gdy miało się miękkie serca, trzeba było mieć twardą dupę.
Peter miał wielką nadzieję, że nie dosłownie, bo gdy zwiał smętnie na pajęczynie jakieś dwieście metrów nad chodnikiem i wręcz czuł, jak jego kostium nabiera wody w dziwnych miejscach, to podróż windą ekspresową kilkadziesiąt pięter w dół nieco go przerażała. Tak odrobinkę.

Następną sieć sprawdził trzykrotnie, nim zdecydował się na przejście na nią, co z dołu musiało wyglądać dosyć komicznie - wielki Spider-Man sprawdzający własną sieć. Boże, dobrze, że nikt tego nie widział, że już nie mówiąc o zdjęciu, bo pewnie zostałby gwiazdą internetu.

Obsunięcie sieci powtórzyło się jeszcze kilkukrotnie, w tym raz niemal zakończyło się pięknym ślizgiem wprost do otwartego śmietnika, bo oczywiście, że ukąszenie radioaktywnego pająka musiało z niego zrobić nie tylko cel dla superzłoli, ale i żywy przykład Praw Murphy’ego. Jakby miał mało problemów z tymi postrzeleńcami.

Gdy jakimś cudem udało mu się w jednym kawałku i bez nadmiernych akrobacji dotrzeć do Baxter Building naprawdę dziękował bogu za jego dzisiejszą przychylność (ewentualnie brak uwagi, bo w końcu hello - Bóg bardzo lubi się z Murphym!). Przez kilka minut, wraz z deszczem zsuwał się po szybach budynku, woląc nie ryzykować wkradania się przez okna, dlatego gdy stanął w końcu w windzie wolał nawet nie myśleć kto będzie sprzątał po nim całe te kałuże.

Z prawdziwą ulgą wycisnął z naciągniętego kostiumu tyle wody ile zdołał i posłał nieprzychylne spojrzenie migającej w rogu diodą kamerze, przez którą nie mógł zdjąć maski i musiał w niej wciąż półpływać.

Cholerna, wszędobylska inwigilacja.

— Storm, nie żyjesz — rzucił wchodząc do penthouse’u i miotając wręcz zdartą z twarzy maską w chichoczącego przy drzwiach Johnny’ego. — Normalnie cię uduszę — marudził, stawiając dziwne, duże kroki przez zebraną w kroku wodę. Co go podkusiło, żeby uszyć kostium ze spandeksu?! Jakby nie mógł z cholernej bawełny, czy innego cudactwa.

— Jeśli mnie zabijesz to kto cię będzie rozwalał w Tekkena? — spytał filozoficznie Johnny, podając mu ręcznik.

— Tony — burknął w odpowiedzi Peter i ukrył twarz w podanym ręczniku, woląc nawet nie myśleć, jak teraz wyglądał. Pewnie jak niedożywiony, zmoknięty pająk - może nawet na tyle biedny zmoknięty pająk, że Storm nie będzie się z niego nabijał.

— Wyglądasz, jakbyś pływał Bronxie.

No tak, przecież za dużo wymagał.

— Czasami cię nienawidzę — wymamrotał, na co Johnny tylko pufnął i poklepał go po głowie.

— Nienawidzisz, ale przyszedłeś. Ale następnym razem serio, odpisz. Palce mnie bolą. — Peter wychynął nieco z ręcznika, by zobaczyć jak Johnny macha mu przed nosem "wielce zmęczonymi" palcami.

— Widzisz? — Nie, Peter nie widział.

— Ja ci dam bolące palce! — z wściekłym okrzykiem zwinął ręcznik i strzelił Storma z marchewy w tyłek. — Żebyś sczezł idioto jeden! Mało się przy Czternastej nie zabiłem przez jakiegoś cholernego dzieciaka z laserem! Ty idioto, skończony debilu! — wrzeszczał, widocznie się rozkręcając i okładając Johnny'ego ręcznikiem po całym ciele, na co ten reagował tylko śmiechem, bo no tak, cholerne Prawa nie obejmowały akurat jego.

Przeklęta Zapałka.
____________________





in real life there were no happy endings

in real life there was just pain and
shattered bones



 
 
kasssumi 



Pisarz Filmów i Seriali Roku 2013


Wiek: 26
Dołączyła: 19 Mar 2012
Posty: 188
Skąd: Gniezno
Wysłany: 2014-07-13, 14:00   

zanim przejdę do fika to chcę Ci Cine powiedzieć, że naprawdę się cieszę, że napisałaś tego fluffa i pochwalę się, że to z mojego pomysłu powstało to cudeńko <3 dziękuję Ci bardzo, bo wyrosło Ci naprawdę sporo tego fika, a u mnie zatrzymałoby się na 200 słowach i byłby koniec, co byłoby takie... neh.

wielbię tego "zioma" i bardzo dobrze wiemy, że inaczej tego "bro" Johnny by nie wyraził - ziom jest takie torchowe, że szok xD
Czytając tego fika cały czas miałam w głowie zeszyt FF #17. pewnie nie miałaś takiego zamiaru, ale wyszło Ci tak, jakbyś pisała ich relację właśnie z tego zeszytu. Pete wiecznie miał wąty do Johnny'ego, a Johnny wiecznie go męczył - czasami nieświadomie, a czasami się nudził. No idealnie jak we fiku. Brawoooo :D
____________________
Not to be dramatic but Harry Potter would lose his fucking shit if he knew how y'all treat Ron Weasley
 
 
 
Saraknya 



Order Merlina II klasy


Dołączyła: 10 Gru 2009
Posty: 1137
Skąd: z zapiecka
Wysłany: 2014-07-13, 14:49   

Satanachia. napisał/a:
Wyglądasz, jakbyś pływał Bronxie.

Zgubiłaś "w".

Przyjemna fluffaśna miniaturka. I wcale, nic a nic, ani troszeczkę nie przeczytałam jej bo kojarzy mi się z lobo i jej "odpisz mi" ;)
Lubię tą parę. Chłopaki są zabawni a Storm w szczególności. Szkoda, że nie było żadnego "tuli tuli", cierpię na jego brak w spideytorchach. Ale przynajmniej było zabawnie. Chociaż nie do końca wierze, że pajęczyna Spajdeja rozpuszcza się na deszczu i nie chce przyklejać do różnych powierzchni. Jaki byłby z niego superbohater, jakby wystarczyła spryskiwać go wodą (jak pająka w wannie ;) No ale na potrzeby fabularne tego tekstu jestem w stanie to zaakceptować ;)

Zakładaj się częściej z mamą.

Pozdrawiam
Sar
____________________


 
 
Rasp. 



Absolwent Hogwartu


Dołączyła: 31 Gru 2010
Posty: 297
Skąd: Żywiec
Wysłany: 2014-07-13, 22:56   

Wiesz, że piszę tak samo jak Zapałka?
Co chwilę wypisuję głupoty do znajomych, a po chwili to nieszczęsne 'odpisz mi!' :D
Ciesze się, że wygrałaś zakład, nie? Ale jednak wersje z przeklinaniem i seksami stoją wyżej :D

Przez was Spideytorche są u mnie już obok stony, jako ulubiony pairing Marvelowy <3
I masz tu taki moment, który w podobnych wersjach zawsze budzi moje wewnętrzne pytanie - czemu Peter tak stawia na swoją anonimowość? No ja tego nie rozumiem, n

Ogólnie kupuję takie Satanowe fluffy. A czytając, nie słyszę tej durnej kucykowej piosenki, więc tym bardziej kupuję :3

(ciekawe, czyj to numer pyszni się na bannerku x3)
____________________
Jesteśmy źli, źli do szpiku kości,
A siły i możliwości
Dali nam tacy jak wy,
Sami podali się na tacy pod drzwi


 
 
Mischief 



3-klasista


Dołączyła: 10 Lip 2014
Posty: 34
Skąd: z Baker Street 221B
Wysłany: 2014-07-14, 10:59   

Yay, wreszcie znalazłam coś o Johnnym i Pete! :D
No więc ten, brawo. Uwielbiam ten pairing i stawiam go na pierwszym miejscu. Oba chłopaki są jak takie niewyżyte nastolatki, co to tylko gry, pizza i dziewczyny im w głowie :D Po za tym, Peter to taki spokojny kujon, a Johnny - bad boy i bożyszcze nastolatek.
Przez ciebie cały czas mam w głowie obraz spanikowanego, spadającego Spidey'a :D
Weny życzę :mrgreen:
____________________
• "Every villain is a hero in his own mind" •
 
 
DreamWinchester 



2-klasista


Wiek: 23
Dołączyła: 10 Sie 2015
Posty: 22
Wysłany: 2015-08-11, 11:44   

Przed chwilą czytałam Twojego spiderpoola, więc teraz skusiłam się na coś innego, również z postaciami Marvela. Nie znam się na postaciach, Johnny'ego Storma kojarzę tylko z jednego filmu o Fantastycznej czwórce, ale niestety nie do końca pamiętam, jakie miał cechy charakteru... Twój jednak wydawał mi się bardzo dziecinny, jeżeli jest taki w kanonie, to zwracam honor, ale ten z Twojego ff zachowywał się jak trzynastolatek, a może nawet gorzej. Nie przepadam za komediami, w których z bohaterów robi się głupków, dlatego ten tekst tak mnie nie zachwycił jak wcześniejszy spiderpool. Jednak muszę przyznać, klimaty Marvela są bardzo wciągające i chyba coraz bardziej lubię Spidermana. :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 24


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową