ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Fantasmagoria.~
2014-08-28, 14:39
[M] Prezent [PSV]
Autor Wiadomość
Satanachia. 



Opiekun Ślizgonów


Wiek: 22
Dołączyła: 31 Sty 2011
Posty: 868
Wysłany: 2014-01-04, 21:35   [M] Prezent [PSV]

    Autor: Satanachia./Medalion.
    Beta: Interpunkcja - Heidi. Reszta to moja wina.
    Pairing: Johnny Storm/Peter Parker
    Rating: G
    Długość: ~1 000 słów
    Ostrzeżenia: creature; Naprawdę, to wina dna butelki - ja już nie ogarniam. Ale będzie kilka lżejszych przekleństw.
    A/N: Wpadłam na taki magiczny pomysł, że dam znać na Gospodzie, że biedny Medalionik dycha, toczy się nawet nieskrępowany przez Salazara i w ogóle...
    W końcu, niedawno były święta - skoro zwierzęta mogły gadać to dlaczego ja, biżuteria, miałabym nie móc?




Mogłoby się wydawać, że po roku mieszkania w Baxter Building Spider-Man powinien już wiedzieć, że pomoc w laboratorium Reeda nie zawsze polega na przytrzymywaniu kabli czy wspólnej zabawie nowym grawitronem (Peter nigdy się nie dowiedział, po co zmajstrowali drugi, skoro pierwszy wciąż miał się całkiem nieźle; był tylko odrobinę poobijany po pijackich grach Johnny'ego i Bena). Niekiedy trzeba, tak po prostu, posłużyć za królika doświadczalnego i niekiedy owa służba nie kończy się zbyt szczęśliwie - dlatego Peter naprawdę powinien już wiedzieć, że na reedowe "mógłbyś mi w czymś pomóc?", odpowiedź nie brzmi "pewnie".

***

— Jesteś pewien, że to zadziała? — Peter poruszył się niespokojnie na niewygodnym, metalowym taborecie, na którym usadził go naukowiec — Mam złe przeczucia.

Reed wychylił się na moment zza monitorów, rzucając mu zranione spojrzenie z serii: "nie ufasz mi?", którego nie powstydziłby się sam Anthony Stark; niestety nie mógł nic powiedzieć, gdyż namiętnie żuł zmaltretowaną końcówkę długopisu, co coraz bardziej deprymowało Petera. Chociaż nie mogło być źle, skoro wciąż tutaj siedział, a nie rozpływał się w niebycie po wybuchu stojącej nieopodal, rozgrzewającej się właśnie maszyny, której działaniu miał zostać poddany. W każdym wypadku nie mogło być aż tak źle, skoro Richards najzwyczajniej w świecie żuł sobie końcówkę długopisu. Żuł sobie końcówkę długopisu. Pieprzoną końcówkę pieprzonego długopisu, podczas gdy Peter Parker, nieszczęsna ofiara całej tej farsy, musiała siedzieć na zimnym, metalowym (cholernie niewygodnym!) taborecie i w ciszy oczekiwać na...

— Możemy zaczynać. — Zastukały stalowe przekładnie, gdy maszyneria zmieniała swoje położenie względem wyznaczonego jej celu. Peter przełknął ślinę patrząc na zbliżające się do niego ramię lasera. Owszem, był odważnym Spider-Manem (w każdym razie tak twierdzili mieszkańcy miasta, a z nimi nie ma się co kłócić!), ale na takie rozrywki to on się nie pisał.

— Reed... — zaczął ostrożnie, jednak nagła fala gorąca wepchnęła mu resztę zdania z powrotem do gardła. Impet uderzenia zrzucił go z taboretu i powalił na podłogę, gdzie zwinął się w kłębek pod wpływem dziwnego, mrowiącego uczucia, które ogarnęło całe jego ciało. Co jak co, ale na to w szczególności się nie pisał!

— Reeeeeed! — ponowił, lecz z jego ust wydostało się tylko niemrawe klekotanie.

— Sue mnie zabije — dosłyszał jeszcze, nim mrowienie nabrało znamion bólu i pozbawiło go przytomności.

***

— Sue cię zabije — wymamrotał Ben, oglądając z każdej strony przelewającego mu się przez dłonie pająka. — Chociaż nie, Sue to twój najmniejszy problem. — chwycił jedną z nóg owada i podniósł za nią bezwładne ciałko — Jeśli jego stan się przedłuży, to wiesz… — Grimm zawiesił znacząco głos i kiwnął głową w nieokreślonym kierunku.

Reed wiedział. Avengersi. Avengersi, którzy naprawdę lubili swojego Pajęczaka. W szczególności Hulk.

— Lepiej go zostaw — zmusił Bena do położenia pająka na szklanym stoliku, który jakimś cudem znalazł się w laboratorium — Zanim nie wymyślę jak to wszystko odplątać, lepiej będzie…

— Co odplątać? — przerwała mu Sue, która raźnym krokiem i z uśmiechem na ustach wmaszerowała do laboratorium, przytulając do piersi wąskie, białe pudełko z logo Christiana Louboutin’a. Najwyraźniej świąteczne zakupy musiały być wyjątkowo udane (pewnie zmusiła Johnny’ego do stania w kolejkach, kiedy ona sama buszowała po sklepach z butami. Z nieznanych przyczyn, na początku grudnia odkryła w sobie ogromną miłość do butów i reedowego portfela).

— Wstążkę na prezencie Johnny’ego. — Ben ustawił się przodem do kobiety, aby zasłonić stolik, na którym pająk, to znaczy Peter, zaczął się chwiejnie podnosić. Jedna noga, druga, czwarta, szósta, ósma - prostował je powoli i ustawiał w różnych kombinacjach, aby móc się na nich utrzymać. Niestety nieprzyzwyczajony do ogarniania tak wielu kończyn przypadkowo się w nie zaplątał i malowniczo upadł na grzbiet. Zaklekotał, rozdrażniony.

— Co to było? — ostry głos Sue sprawił, że wszystkie odnóża Petera zamarły sparaliżowane strachem — Jeśli mi powiecie, że znowu — pochyliła się w stronę Reeda i wymownie postukała paznokciem w pudełko — Znowu przynieśliście do domu jakieś kosmiczne zwierzę, to przysięgam, że uczynię z waszego życia piekło.

Ben zerknął na przyjaciela, samym spojrzeniem mówiąc: “stary, ty nabrudziłeś i ty posprzątasz”, po czym odsunął się ciężko od stolika, aby odsłonić Petera.

— Skarbie, ja wiem, że to wygląda naprawdę źle, ale… — Wysoki pisk przerwał mu w pół słowa. Storm ścisnęła mocnej pudełko i z całej siły uderzyła nim we wciąż znieruchomiałego pająka.

— Boże, kobieto, opanuj się! — Ben chwycił ją w pół i odciągnął, aby wydostać Petera z zasięgu rażenia pudełka. Dobrze, że w chwilach napadu arachnofobii zapominała o swoich mocach, inaczej mogłoby być naprawdę źle.

— Co to jest, co to tu robi i dlaczego, cholera, nie jest jeszcze martwe?! I dlaczego jest takie wielkie?! — zawodziła Sue, przerzucając się na bicie Bena, który zapobiegliwie wciąż trzymał ją w uścisku. Reed stał nieopodal z miną zbitego szczeniaczka.

Benowi coś mówiło, że gdy Sue się już opanuje, zacznie w miarę logicznie myśleć i ich wysłucha, to Reed dłuuugo nie zaliczy.

— Posłuchaj, ja ci to wszystko wytłumaczę, tylko... — Peter nie słuchał, co było po tym "tylko"; po prostu zabrał swój odwłok, cztery pary oczu i osiem cholernych nóg i zeskoczył na podłogę, wychodząc z założenia, że po spotkaniu z Sue wydostanie się z laboratorium jest jego priorytetem.


Na drżących, obolałych od uderzenia i późniejszego skoku odnóżach podreptał chwiejnie do drzwi i wyszedł na korytarz, próbując przypomnieć sobie drogę do swojego pokoju. Tam mógłby się zwinąć i spokojnie doczekać końca tego szaleństwa. Ewentualnie skonać w męczarniach od jakiegoś po-pudełkowego krwotoku wewnętrznego. Wigilia może zaczekać. Johnny i jego przeleć - mnie - spodnie też. Powlókł się w kierunku windy, modląc się, żeby jego ciężar był wystarczający, aby nacisnąć przyciski przywołania i piętra. Dlaczego, u diabła, nie mieli tutaj schodów?

Kiedy jakimś cudem udało mu się wjechać na odpowiednie piętro (nikt mu nie powiedział, że rozbujanie się na pajęczynie, aby trafić w odpowiedni przycisk, jest takie trudne, ani że pajęcze zmysły będą szaleć w głupiej windzie; no ej, to winda!), podpełzł zmęczony – inaczej nie dało się tego nazwać – do drzwi swojego pokoju. Zamkniętych. No oczywiście.
Klekocząc jakieś przekleństwa podążył dalej, do wiecznie otwartego pokoju Johnny'ego; że też ten facet nie obawiał się, że mu coś ukradną! Takie spodnie na przykład. Albo koszulki. Albo samego Johnny'ego (Peter nigdy by się nie przyznał, nawet z lufą przy skroni, że to ostatnie sam by z chęcią zrobił – to był w końcu Johnny Storm, najgorętszy tyłek w Nowym Jorku! Dzięki temu zapędy kleptomańskie Petera nie czyniły tego wszystkiego aż tak żałosnym).

Strzelając oczami na prawo i lewo (w końcu kapeć, zastępca pudełka, mógł spaść zewsząd) wkradł się chyłkiem wzdłuż ściany do pomieszczenia, a nie widząc na horyzoncie żadnego zagrożenia, wskoczył na łóżko i zagrzebał się pod rozmemłanym na nim kocem.

Zamknął ślepia i, terkocząc jakieś nonsense, pozwolił sobie na sen.

No co, nawet poobijane pająki mogą mieć swoje fanaberie.

***

— Dzień dobry, pajączku. — Ciepła dłoń przesunęła się wzdłuż jego boku i posłała przyjemne iskry wzdłuż jego kręgosłupa. — Chłopaki szukają cię już od wczoraj, Stark razem z Rogersem zajmują nam linię od białego rana, a ty sobie tutaj po prostu leżysz. — Peter otworzył oczy i od razu zauważył, że zasięg jego wzroku znacznie się pomniejszył; był ponownie normalny, ludzki, a obecnie skupiony wyłącznie na twarzy Johnny'ego, który leżał zaledwie kilka centymetrów od niego. Bardzo nagiego Johnny'ego, należy dodać.

— Ja naprawdę nie chciałem – zaczął spanikowany Peter, próbując się podnieść. Próbując, gdyż uścisk na jego boku znacznie się wzmocnił i wymusił na nim ponowne opadnięcie na łóżko.

— Jest Boxing Day... — Johnny pochylił się nad nim z psotnym uśmiechem, rejestrując z zadowoleniem delikatny rumieniec, którym pokryły się policzki Petera – A ty chyba nie chcesz odebrać mi mojego prezentu.
Ostatnio zmieniony przez Saraknya 2014-01-05, 01:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
kasssumi 



Pisarz Filmów i Seriali Roku 2013


Wiek: 26
Dołączyła: 19 Mar 2012
Posty: 188
Skąd: Gniezno
Wysłany: 2014-01-04, 22:51   

Miałam takie "SPIDEYTORCH NA GOSPO... a nie, to fik Cine." Taką nadzieję mi dałaś na coś nowego, ale ja zawsze chętnie skuszę się na przeczytanie Twojego dzieła jeszcze raz >D

Cine, kupiłaś mnie tym. Tym wszystkim. Twoja Sue jest wspaniała, ona mnie najbardziej kupiła. Ona i pajęczaty Peter. Ale wróćmy do Sue -- zrobiłaś ją postrachem Czwórki, zachowując 'typowo kobiecą' reakcję na wielkie i robalowate (chociaż pająki robalami ponoć nie są xD" ), co mnie tak bardzo jara, że ach <3 A+ za Sue, naprawdę.
No i w sumie A+ też za Johnny'ego, bo pojawił się na samym końcu i ukradł wszystkim oklaski. Nawet Sue. Brawo!
I mam nadzieję, że będziemy mieli więcej fików od Ciebie! :3
____________________
Not to be dramatic but Harry Potter would lose his fucking shit if he knew how y'all treat Ron Weasley
 
 
 
euphoria queen 


Order Merlina II klasy
Miss McKay


Wiek: 29
Dołączyła: 13 Sty 2011
Posty: 2471
Skąd: Mroczny Las
Wysłany: 2014-01-19, 11:30   



Kurfcze, wiesz... Mam trochę wrażenie, że czytam taką klisze, bo Reed upajęczający Petera przez przypadek już był. Nie pamiętam czy czasem nie w wersji kasss właśnie. Może to jakiś prompt, chociaż nawet jeśli to - ten fluff do mnie średnio przemawia. Takie tam czytadło, w przerwie pomiędzy innymi tekstami.

W zasadzie nie mamy tutaj akcji, a tekst ma 1000 słów, więc można byłoby się spodziewać, że jednak nas to do czegoś doprowadzi. Nie mamy za bardzo wyjaśnienia jak Spidey wrócił do swojej postaci naturalnej. Nie bardzo kupuję, że przyplątał się do pokoju Johnny'ego i dlaczego udało mu się uciec Reedowi z laboratorium (nawet jeśli Sue wydała się naprawdę niebezpieczna). Jest trochę dziur. Aczkolwiek miniatura jest przyjemnie napisana ogólnie. Wolałabym jednak, żeby ten fluff coś tam więcej z sobą niósł.

Pozdrawiam i dziękuję
eu
____________________
euphoria jedynie na ao3
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 24


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową