Harry Potter - Golden Snitch
ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 
KOPIOWANIE JAKICHKOLWIEK TEKSTÓW Z TEGO FORUM I UMIESZCZANIE ICH W MIEJSCACH DOSTĘPNYCH DLA INNYCH LUDZI JEST ZABRONIONE. OSOBY, KTÓRE ZŁAMIĄ TĘ ZASADĘ (PRZY OKAZJI PRAWO) ZOSTANĄ ZBANOWANE I USUNIĘTE Z FORUM. LINK, W KTÓRYM ZNALEZIONO TEKST ZOSTANIE UMIESZCZONY NA CZARNEJ LIŚCIE.


Poprzedni temat «» Następny temat
Nonpareil (HP/DM) [M][T]
Autor Wiadomość
Yami-no 



Pairing: drarry
Woźny
Obrończyni praw DRARRY


Wiek: 22
Dołączyła: 15 Mar 2009
Posty: 486
Skąd: Krainy zwanej TUTAJ
Wysłany: 2009-07-25, 23:29   Nonpareil (HP/DM) [M][T]

Z okazji imienin dla Anki, znanej na forum jako Kaczalka.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Kilka słów wstępu:

Tym tekstem chciałam podziękować mojej ukochanej becie i wspólniczce Kaczalce, za wszystkie ciężkie chwile, które ze mną przeżyła. Chciałam przeprosić za moja nieudolność, nieumiejętność stawiania przecinków i mój okropny styl pisania.

Dziękuję : Amandzie, Aribeth i mojej Anyi <która tego nie przeczyta, bo nie ma czasu zapisywać się na forach>, za betowanie, pomoc językową, wsparcie duchowe i szczere uwagi. Dzięki wam ten tekst ma ręce i nogi.

Teraz już bez dalszych wstępów zapraszam do czytania tekstu.

PS. Pozdrawiam też wszystkie Anki w dniu ich święta. <siebie tez pozdrawiam, bo tez Anka jestem>
PS2. Dokładnie 2 dni temu dowiedziałam się, że istnieją dwa prequele do Nonpareil. Standee i Variance of Gravity Nie byłam pewna czy powinnam wklejać Nonpareil bez nich, ale po przeczytaniu stwierdziłam, że tekst radzi sobie dobrze sam. Jednakże chętnych do przeczytania tych dwóch teksów zapraszam: Standee, Variance of Gravity

PS3. Mam pozwolenia na używanie kolorów w tekście.
PS4. Kaczalko wiem, że bardzo lubisz ten tekst, dlatego przepraszam jeśli go sknociłam.
PS5. Nonpareil znaczy: niezrównany, doskonały, unikatowy. Zostawiłam tytuł oryginalny bo podoba mi się brzmienie tego słowa.
PS6. Czytacie te PSy jeszcze? Ja bym nie czytała.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Tytuł i link do oryginału: Nonpareil
Autor: Dracontia
Para: Harry/Draco
Gatunek: dramat, romans
Beta: Amanda – pre beta, Aribeth – beta właściwa
Zgoda: Tak!
Kanon: tak, o ile to możliwe w slashu.
UWAGI: lekki slash, uwzględniony EPILOG, myśli Harry’ego są zaznaczone na pomarańczowo, myśli Draco na zielono.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -



Nonpareil



Nie było trudności ze spotkaniem na Canal Street i pójściem razem na obiad. Blisko siebie podążali dwaj mężczyźni, jeden z jasnymi, drugi z ciemnymi włosami, zaczynając rozmowę na temat konferencji, ich zakwaterowania, by skończyć na komentowaniu tłumu na Bourbon Street.
Jedynym powodem, dla którego Draco nie zrugał Harry’ego za gapienie się na ludzi było to, że sam się gapił, choć nieco mniej ostentacyjnie.
- Hej, gratulacje! - zawołał do Malfoya starszy człowiek, wychodzący z eleganckiej restauracji i kierujący się w górę ulicy. Blondyn uśmiechnął się i odpowiedział coś niewyraźnie, mając nadzieję, że nie wyglądał tak głupio, jak się czuł.
- Czego on mi gratulował? - zapytał Pottera, gdy ten stanął obok.
- Myślę, że to miało coś wspólnego z tym, jak ubierają się mugole, gdy zakończą swoją edukację.
Draco nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
- Próbujesz mi powiedzieć, że zostałem właśnie wzięty za mugolskiego uczniaka?
Brunet uśmiechnął się złośliwie i w duszy pogratulował sobie wyboru czerwonego podkoszulka.
- To twoja wina, trzeba było nie przychodzić w oficjalnych szatach.
- Skończ ten temat, Potter. To miejsce jest praktycznie puste. Wziąwszy pod uwagę dwa zjazdy czarodziejów w tym tygodniu, myślę, że przewyższamy liczebnością mugoli. - Przerwał na chwilę, zmarszczył nos i spojrzał w dół w samą porę, by uniknąć wdepnięcia w kałużę. - A poza tym, to Nowy Orlean.
- Co to miało oznaczać?
- Jeśli nie wiesz, to znaczy, że nie jesteś gotowy, by to usłyszeć.
Harry odmówił skomentowania tego inaczej, niż poprzez prychnięcie. Powstrzymał się też od obwinianiem Malfoya za to, iż byli tak pogrążeni w rozmowie, że minęli cel swojej podróży. Poza tym, ominięcie tej alejki było całkowicie zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że biznesowa elita powinna być zainteresowana ulicą wypełnioną bardziej dystyngowanymi restauracjami, niż tymi, które zastali tutaj.
Nieważne, kim jesteś i skąd pochodzisz, neon z hasłem: „Wielki Bob - Mężczyźni i Kobiety - Bez Staników i Majteczek” był trochę rozpraszający.

Opuścili zgiełk Bourbon Street i weszli do cichego sanktuarium, które zaoferowała im mała kawiarnia za rogiem, ogrodzona ze wszystkich stron murem, ale pozbawiona dachu i umożliwiająca wypoczynek pod gołym niebem.
Krzesła były ustawione na zewnątrz, a menu wypisane na ścianie. Draco chciał udawać oburzonego, ale przebywanie z Harrym sprawiło, że był zbyt zdenerwowany i podekscytowany, by to zrobić. Niecierpliwość narastała w oczach wahającego się Harry'ego wystarczająco długo, aby na powrót stał się Potterem, więc blondyn wybrał pierwszą potrawę, która wpadła mu w oko, i ruszył przodem, by zająć stolik. Malfoy przyciągnął sobie stopą krzesło z naprzeciwka i przysunął je do siebie, potem skrzyżował nogi w kostkach i oparł je o metalowe oparcie siedzenia. Potter przewrócił oczami, ale (ku rozczarowaniu Draco) nie skomentował tego. Jeszcze bardziej rozczarowujące było to, że usiadł w odległości dwóch krzeseł od niego. Brunet uśmiechnął się, nie z pożądaniem czy pragnieniem, lub czymś równie przewidywalnym, ale z zaciekawieniem i trochę nieśmiało. Odpowiadając uśmiechem, Draco poczuł, że się rumieni.
Nagle dotarło do niego, że posłanie uśmiechu do kogoś po drugiej stronie stołu może być bardziej intymne, niż włożenie tej osobie języka w usta. Zaczął jeść swoje przystawki, by stłumić tą myśl.
Chwilę później Malfoy zastanawiał się, jakim cudem Potterowi udaje się w jego pracy Aurora wykonywać zadania wymagające ostrożności i subtelności. Rozbawione spojrzenie, które kierował w stronę blondyna, zdecydowanie nie było subtelne.
- Śmiało Potter, podziel się żartem.
- Nigdy bym nie pomyślał, że dożyję dnia, gdy rzucisz się na jedzenie z takim entuzjazmem, jak Ron. - Harry posłał mu bezczelny uśmiech i z ostentacyjnym manieryzmem zaczął obgryzać swojego pączka.
- Ugryź się w język, ty bezczelny idioto. Moje maniery są perfekcyjne, a to jest naprawdę dobre jedzenie. W zasadzie, proszę, spróbuj truskawki. Albo któregokolwiek z owoców. No wiesz, czegoś, co nie jest smażone. - Nachylił się nad stołem z piękną kiścią winogron, jak sprzedawca prezentujący wyjątkowo kuszący towar.
- Myślę, że jedyny owoc, na który mam ochotę, jest tutaj. - Harry czuł podniecenie, gdy nieśmiało wskazał palcem na Draco.
Malfoy nadąsał się i przyciągnął do siebie winogrona.
- Och, zastanawiam się, czy to miało być śmieszne. Poważnie, będziesz miał szkorbut. Czy ty kiedykolwiek jesz coś zielonego?
- Byłeś przy tym.
- Och, jakiś ty zabawny... Kretyn.
- Głupek. Czy...? - Nie dokończył, ponieważ blondyn wsunął mu w usta kawałek soczystego melona. Udało mu się to, gdyż rozmawiając, przysuwali się do siebie coraz bliżej i bliżej, i teraz siedzieli już tak blisko, jak to tylko było możliwe.
Draco prychnął, widząc, jak sok spływa po brodzie Pottera.
- Ty z kolei masz maniery jak dzikie zwierzę - zakończył, wycierając serwetką twarz swojego towarzysza. Dotyk papieru był szorstki i twardy. Jednakże palce poruszające się pod serwetką subtelnie i z uczuciem wyznaczały delikatny wzór na jego szczęce.
Brunet zastanawiał się, czy powinien się bać tego, że w pierwszej chwili pragnął się zatracić w tym dotyku, na godzinę lub więcej.
- Ach, więc to tak? - powiedział Harry miękko. W odpowiedzi zaoferował Draco kawałek swojego pączka, a blondyn delikatnie wgryzł się w pokryte cukrem pudrem ciasto. Akt karmienia kogoś był sam w sobie niesamowicie zmysłowy. Harry postanowił wzmocnić sugestię, delikatnie wsuwając swoje palce pomiędzy palce drugiego mężczyzny dokładnie w tym miejscu, gdzie spoczęły na stole, co udało mu się zręcznie ukryć pośród różnych naczyń i smakołyków.
Chwilę później śmiał się histerycznie z Malfoya, który, westchnąwszy, obsypał swą szatę cukrem pudrem.
- Ani słowa, rozumiesz? Ani słowa! - Wesołość Pottera pogłębiła się jeszcze bardziej, kiedy ujrzał oburzoną minę Draco, próbującego usunąć biały proszek z czarnej tkaniny.
Harry w końcu się uspokoił.
- Jeszcze trochę? - zapytał niewinnie.
Malfoy posłał jadowite spojrzenie w kierunku ciasta.
- Dziękuję, ale zostanę przy truskawkach - odpowiedział i spojrzał wyzywająco na bruneta, powoli i zmysłowo wgryzając się w soczysty owoc.
- Dobrze... Właśnie mnie przekonałeś. - Po ciele blondyna przeszedł przyjemny dreszcz na dźwięk lekko ochrypłego głosu Harry’ego.

Kiedy mówisz w taki sposób, nie mam wątpliwości, że to ty, Harry

- Bierz. - Draco ponownie podał brunetowi owoc. Tym razem, dla odmiany, Harry go przyjął. Ich palce zetknęły się na chwilę podczas wymiany.
To było przyjemne. Ekscytujące.

Zespół zakończył przygotowania do wieczornego występu, muzyka rozbrzmiała przy wejściu na podwórze i rozniosła się po całym lokalu. Spojrzenie Harry’ego napotkało wzrok Malfoya, gdy obydwaj skończyli jeść swoje przystawki.
- Lubię muzykę - stwierdził blondyn.
- Nigdy nie spodziewałbym się, że spodoba ci się mugolska piosenka. - Potter wydawał się zafascynowany czarnym psem siedzącym przed sceną i poruszającym ogonem w takt muzyki.
- Nie podoba mi się, jest po prostu znośna.
Rzucił tą uwagę cichym, obojętnym głosem. Powiedział to, uśmiechając się lekko, jakby śmiał się z samego siebie. Harry zrelaksował się trochę, gdy zrozumiał, że otrzymał odpowiedź na jedno z dręczących go pytań.

Nie musisz uwielbiać mugoli - ja tego nie robię. Nie wiem, jak to się stało, że ich tolerujesz, ale bardzo mnie to cieszy.

- Ja też - odpowiedział tylko.
Potter wysunął różdżkę z rękawa koszuli, tak by była niewidoczna pod obrusem, po czym wyszeptał cicho Muffliato.
- Staraj się nie mówić ani nie śmiać za głośno. Ludzie zaczną się dziwić, jeżeli zobaczą, że się śmiejesz, a zamiast śmiechu usłyszą tylko ciche mamrotanie.
Blondyn przytaknął.
- Nie możemy użyć tego zaklęcia, co wcześniej? - zapytał, rumieniąc się na wspomnienie owego „wcześniej”.
Harry nieśmiało spuścił powieki i wyszeptał:
- Niestety, muszę zdawać sprawozdanie za każdym razem, kiedy je rzucę. Nie ma z tym większego problemu, gdy jestem w domu lub w pracy, ale na wakacjach... lepiej, żebym go nie nadużywał.
Draco jedynie przytaknął w odpowiedzi. Z pozostałych owoców wybrał jeden, próbując zebrać się na odwagę, by zadać pytanie, które zaprzątało jego myśli już od jakiegoś czasu.
- Więc, dlaczego ja?
- Dobre pytanie - przyznał brunet, nagle zainteresowany cukrem rozsypanym na obrusie.

Nie spodziewałem się tego pytania. Znam odpowiedź... ale nie znam słów, które mogłyby wyrazić to, co czuję.

- Czy masz zamiar w ogóle mi odpowiedzieć?
- Nie jestem pewien, czy potrafię.
- Cóż, zazwyczaj jest jakiś powód...
- Cicho. Próbuję zebrać myśli...
- Nie śpiesz się, mamy całą noc. - Draco nie chichotał od lat, ale teraz był tego bardzo bliski.
Uśmiech widoczny w jego oczach był zaraźliwy. Harry’emu coraz ciężej było się na niego złościć.
- Pozwól mi się skupić albo się odpieprz.
Draco uniósł nogi, wyprostował, po czym ponownie oparł je o krzesło i skrzyżował lekko, przybierając obrażoną pozę.

Malfoy zawsze pozostanie Malfoyem.

Rozbawienie w oczach Pottera zmusiło blondyna do odwrócenia twarzy, by ukryć lekko drżące wargi.

Muszę zapamiętać, że wystarczy zaledwie śmiech, by zwrócić jego uwagę.

Draco odwrócił się w kierunku Harry'ego, czując delikatną dłoń na swoim kolanie.
- Szczerze... Na początku nie bardzo wiedziałem, dlaczego to robię. Nie byłem tego świadomy. Ale kiedy spojrzałem w twoje oczy, zrozumiałem, że ty patrzysz na mnie w ten sposób. Nie wiem. To było jak grom z jasnego nieba.
- Nienawidziłeś mnie - wyszeptał Draco. Strach i niepewność ukryte w tym pytaniu pozbawiły go całej radości.
- Nie. Nie wtedy. Przestałem cię nienawidzić już dawno - wyznał brunet. Było to bardzo bliskie prawdy, ale nie do końca wyrażało jego uczucia.

Prawdopodobnie nigdy nie czułem do ciebie nienawiści. Denerwowałeś mnie jak mało kto, ale to było coś innego.

- Więc kiedy przestałeś?
- Przyjmijmy, że około szóstego roku.
- Och. - W jego głowie pojawiły się urywki wspomnień.
- A co z tobą? Mam na myśli twoją nienawiść do mnie.
- Bardzo trudno nienawidzić kogoś, kto uratował ci życie - rzucił wymijająco. Bał się, że nie da rady powiedzieć na głos prawdy.

Byłem na ciebie zwyczajnie wściekły. Cholernie wściekły. Ale nigdy nie czułem nienawiści.

Brunet spojrzał w bok, a w jego oczach odbijała się niepewność i zmartwienie.
- Znam parę osób, które mogłyby się z tobą nie zgodzić. To jest jeden z powodów, dlaczego nigdy nie wracałem do tego. Tego, co było kiedyś między nami. Nie warto ciągnąć za sobą przeszłości z lat szkolnych. Nie warto pozwolić przeszłości odciągać cię od reszty twojego życia.
- Wypiję za to - powiedział miękko Draco.
Przyglądali się sobie nawzajem, sącząc napoje. Niewielkie słoneczne plamki powoli spływały z nieba, podczas gdy oni podziwiali swoje usta tak blisko ceramiki, policzki i gardła, poruszające się subtelnie z każdym odruchem połykania; z przymkniętymi oczami udawali fascynację tym, co aktualnie zawierała szklanka.
- Jaki był kolejny powód? - zapytał blondyn, wracając do rzeczywistości.
- Hmm? - Brunet obserwował język Draco, zlizujący kroplę Cafe au Lait, nie czując się winnym za niezrozumienie pytania.
- Powiedziałeś, że niezostawienie za sobą przeszłości było jednym z powodów. Co z resztą?
Trudne pytanie było tak dobre, jak Finite Incantatem rzucone na ten senny nastrój, stworzony przez ciepło napoju Harry'ego i zmysłowość samego podziwiania tego, jak Draco pije. Nagle schwycił odpowiednią odpowiedź wewnątrz dziwnie szybko oczyszczającego się umysłu.
- Reszty... nie jestem pewien. Ale kolejny...
Harry przymknął oczy, spod kurtyny rzęs lekko prześwitywała ich zieleń. Przygryzł wargę i spojrzał znacząco w miejsce, gdzie jego różdżka wystawała z rękawa, po czym ponownie podniósł wzrok na blondyna.

Czy ty to rozumiesz? Bo ja nie. Jestem jednak pewien, że te różdżki powstały do czegoś. I to do czegoś większego, niż pojedynki. Oznaczają coś więcej, niż lojalność, posłuszeństwo i tym podobne bzdury.

Draco zaczął to rozumieć, zaczął pojmować ukryte sens znaczących spojrzeń i przemyślanych pauz.
- Tak więc różdżka była tego częścią. Nawet za pierwszym razem, w metrze?
Potter przytaknął, nie będąc pewnym, czy może zaufać swojemu głosowi.
Ręka Draco instynktownie powędrowała do kieszeni w jego szacie, gdzie zwykł trzymać różdżkę. Kiedy uświadomił sobie, co robi, sięgnął po pióro.
- Co miałeś na myśli mówiąc, że moja różdżka była dla ciebie „przyjazna”? Jak dokładnie się czułeś, używając jej?
Ciche ponaglenie w głosie blondyna popchnęło Harry’ego do odpowiedzi.
- Trudno to wytłumaczyć. Jak się czujesz, używając własnej różdżki?
- Naturalnie. Odruchowo. Sądzę, że tak samo, jakbym poruszał jednym z moich palców.
- Zgadza się. Mam na myśli, to brzmi bardzo znajomo. Ze mną jest podobnie. - Mężczyzna spojrzał na stół, gdzie ich dłonie prawie się stykały. - Ale z twoją różdżką czuję się... - Splótł razem ich palce, czując napięcie, po chwili zastąpione spokojem rozpływającym się po jego dłoni. - Tak, jak teraz... Jakbym trzymał w uścisku ciepłą dłoń. Oddzielną, ale... reagującą. Żywą.

To nie wszystko, ale nie potrafię tego wyjaśnić. Próbowałem innych różdżek. Czułem się tak, jakbym trzymał w dłoni martwe patyki. Zabawki. Nie wiem, dlaczego twoja jest inna od pozostałych.

Draco, zawstydzony, odwrócił wzrok. Harry stwierdził, że blondyn nie ma już nic do dodania, kiedy mężczyzna bardzo cicho dopowiedział:
- Kiedy trzymałem twoją, czułem, jakby ona sięgała w głąb mnie i szukała mojej magii. Tak, jakby... tak, jakby nie mogła się doczekać, by rzucić kolejne zaklęcie.

Boję się powiedzieć ci, jak bardzo czuję się wtedy szczęśliwy. Boję się to przyznać nawet przed samym sobą.

Zaczął błądzić końcówką magicznego pióra po serwetce, zostawiając za sobą zielony ślad.
Potter objął oburącz kieliszek, starając się ukryć drżenie rąk.
- Chciałeś zapytać o coś jeszcze? - Jego serce oszalało i zabrało ze sobą umysł, nie pozwalając głosowi wypuścić kłębiących się w nim myśli.
- Jak sobie z tym radzisz? W domu?
Harry spuścił wzrok.
- Staram się zachowywać normalnie. Nie chcę skrzywdzić mojej rodziny. - Nawet z głową zwróconą w stronę małej estrady w rogu podwórka i pozornie nieruchomym wzrokiem, mrugnięcie oczu Harry'ego zostało odbite w szkłach jego okularów.
- Ja... nie podoba mi się idea zdrady. Są jednak pewne okoliczności... - Nie chciał rozwijać tej myśli, a Draco nie mógł się zdobyć, by go o to zapytać.
- Tak, chociaż... Chodziło mi raczej o... - odchrząknął. - Sprawy intymne. - Blondyn zarumienił się nieznacznie.
- Och! Hmm ... cóż, nie działo się dużo w tym temacie od ponad roku. Zaraz po urodzeniu Lily zaczęliśmy robić to coraz rzadziej i od tego czasu niewiele się zmieniło. - Dopił szybko swój napój, starając się powstrzymać bełkot wydobywający się z jego ust.

Bardzo lubię moja żonę, można powiedzieć, że ją kocham - ale nie jestem już mężczyzną, którego poślubiła. Kocham moje dzieci, ale one nie potrzebują, abyśmy byli z Ginny razem na zawsze.
To przerażająca myśl.


Draco bawił się piórem.
- A przedtem?
Teraz Harry odchrząknął.
- Normalnie. Było nawet nieźle, ale nic zdolnego poruszyć ziemię...

Nie tak, jak kiedy my jesteśmy razem.

- Byliśmy długo przyjaciółmi. Dobrze się ze sobą czuliśmy. Myśleliśmy, że to wystarczy i przez jakiś czas tak było. - Spojrzał na drugiego mężczyznę, starając się zrozumieć, o co tak naprawdę blondyn pytał. - Och, masz na myśli, czy mi to przeszkadzało? Czy jestem całkowicie...?
- Tak.
Harry podrapał się po nosie.
– Myślę, że jestem, tak jakby... bi. Mogłem się na to zdobyć... - Zakasłał z zażenowaniem, nie pozostawiając wątpliwości, na co mógłby się zdobyć. - Gdyby była szczupła i wysportowana. Z kolei, jeśli chodzi o... drugą stronę, nie podobają mi się wielcy faceci. A jak jest z tobą?
- Scorpius został poczęty tylko dzięki temu, że moja żona zgodziła się odwrócić do mnie plecami - wymamrotał prawie bezgłośnie
- Och.
- Dobrze powiedziane, „Och”. - Przesunął się ponownie. - Więc jestem w twoim typie?

Powinienem był wiedzieć, jednak. Możliwe, że dobrze się stało. To małżeństwo nie jest takie okropne. Dogadujemy się dobrze. Kochamy naszego syna. To życie nie jest takie straszne.

- Nie - odpowiedział stanowczo brunet. Jego spojrzenie wwierciło się w Draco. - Co dziesiąta osobą spacerująca po Hyde Parku jest w moim typie. Ty... to po prostu ty.
Blondyn schował się za niewiarygodnie jasnymi rzęsami. Wyglądał tak bezbronnie, jak miękkie krawędzie na obrazach impresjonistów. Pasował do pięknego, niewielkiego dziedzińca; otwarta przestrzeń, ściany ozdobione balkonami i udekorowane białymi kwiatami. Harry miał nadzieję, że i dla niego znalazłoby się miejsce na tym obrazie.
- Więc nie masz czasem ochoty na chudą dziewczynę albo na ulizanego faceta zaczepiającego cię na ulicy? - Cichy głos i nerwowy chichot nie były w stanie nikogo oszukać.

Muszę wiedzieć, dokąd to zmierza. Muszę wiedzieć, co czujesz. Zbyt wiele jest do stracenia.

- Nie. A czy zamierzasz kręcić z innymi czterookimi, pokrytymi bliznami kretynami? - Harry nawet nie próbował ukryć wesołości w swojej wypowiedzi.

Nie wiem, czy to ma w ogóle sens, ale nie mogę porzucić mojego małżeństwa dla zwykłego flirtu.

Draco potrząsnął głową, jego profil rozjaśnił lekki uśmiech.
- Gdzie miałbym znaleźć kogoś, kto chciałby mieć coś takiego na głowie?
Harry uniósł rękę i przeczesał nią włosy, a następnie zatrzymał się patrząc, jak Draco stara się nie uśmiechnąć szeroko.
- Te włosy to połowa mojego czaru.

Nie wiedziałem, ze zdawałeś sobie z tego sprawę.

- Zaczarowane? Powiedziałbym raczej, przeklęte.

Są urocze, idioto, zawsze takie były i od początku mnie to irytowało.

- Żadne z powyższych, Malfoy. One są po prostu naznaczone przez los. - Harry ze wszystkich sił starał się utrzymać poważną minę, ale była to z góry przegrana walka.
- Yhm… Harry Potter i Wielki Kołtun Przeznaczenia. - Malfoy zaczął chichotać. Chichotać, zamiast wszystkich rzeczy, które mógł zrobić z powodu swojego żartu.
- Przestań, kretynie - upomniał go Harry, walcząc z uśmiechem, który wkradał mu się na usta. Jedyne, co mężczyzna chciał zrobić w tym momencie, w tym właśnie ogródku, to wciągnąć Draco na swoje kolana i pieścić go do nieprzytomności. Mógł sobie wyobrazić udawany sprzeciw Malfoya, to, jakby się wił i odpychał go, próbując raczej pobudzić partnera, niż faktycznie od siebie oddalić. Nie musiał sobie wyobrażać, jak blondyn poddałby się, gdyby ich języki w końcu się spotkały. Ale nie mógł tego zrobić, nie w tym momencie. Więc tylko chwycił dłoń drugiego mężczyzny i pozwolił, aby jego oczy i dotyk mówiły za niego.

Draco nie potrafił się odwrócić ani cofnąć. Harry cudownie sobie radził, każdy dotyk był idealny. Pieścił jego kciuki delikatnie, ale nie powodując przy tym łaskotek, z czułością wędrował od nadgarstka do kciuka, i na powrót wsuwając szczupłe palce w lekko wilgotne wnętrze własnej dłoni, potem odwrócił jego rękę i z miłością muskał każdą linię i każdy wzgórek dłoni. Jego oczy świeciły jak klejnoty zza okularów.
- Masz zamiar jeszcze się odezwać? - Malfoy w końcu przełamał ciszę, zastanawiając się równocześnie, kiedy jego głos stał się tak miękki, tak słodki, tak cierpliwy.
- Tak - brunet odpowiedział cichym głosem.
Draco był gotowy do riposty, ale kiedy podążył za wzrokiem Harry’ego, spojrzał na ich złączone dłonie i zrozumiał.

Jestem kiepski w takich sprawach. Wiem, że chciałem pogadać... ale lepiej radzę sobie dłońmi, niż słowami.

Wzrok Harry’ego wędrował między ich złączonymi palcami a oczami blondyna, prosząc go o zrozumienie.
Coś ważnego zmieniło się w tym momencie. Nagle zrozumieli, że są sobie równi, że znajdują się na tej samej stronie, w tej samej opowieści.
Draco lekko ścisnął jego dłoń.

Wiem. Już w porządku.

- Chciałem ci pokazać zdjęcie Scorpiusa.

Jestem lepszy w słowach, ale chciałbym spotkać się z tobą w pół drogi.

- Dobrze.

Dziękuję za zrozumienie.

- Proszę. - Draco wyciągnął małe zdjęcie z kieszeni w rękawie szaty. Ktoś inny mógłby pomyśleć, że to był zwyczajny gest, obrazek podany między dwoma palcami niczym rozdawane karty. Harry jednak wiedział, że jest inaczej. Obserwował, jak długie, blade palce pieszczą lekko poniszczone krawędzie fotografi i starannie powstrzymują je od zetknięcia ze stołem.
- Co za uśmiech. - Brunet nie mógł się powstrzymać od uśmiechania się do ładnie ubranego małego chłopca, machającego do niego nieśmiało.

Wygląda tak spokojnie. Tak słodko. Czy ty także byś tak wyglądał, gdyby wychowywali cię inaczej? Czy wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybyś uśmiechnął się tak do mnie przy naszym pierwszym spotkaniu?

- A co z twoimi dziećmi? - zapytał blondyn, nie ukrywając ciekawości.
Harry westchnął ponownie.
- Wszyscy wiedzą, jak wyglądają.
- Chcę zobaczyć prawdziwe zdjęcia.
To, że Harry zrozumiał, co blondyn miał na myśli, było jasno widoczne, gdy zmęczenie w jego oczach zostało zastąpione przez łagodny, szmaragdowy błysk.
- Dobrze.
Draco nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, gdy Harry podał mu fotografię. Rudy chłopiec z dzikim spojrzeniem był niczym kopia zmarłego bliźniaka Weasleyów. Dziewczynka w pieluszce, z ciężko zdobytą zdolnością do ściągania na siebie uwagi, była kolejnym piegowatym uosobieniem wszystkiego, co Weasleyowskie - bycia głośnym i wojowniczo nastawionym, nawet w chwilach szczęścia.
Ale chłopak w środku wyglądał jak… Harry bez okularów.
Nie do końca, uświadomił sobie Draco. Twarz, włosy, sylwetka były prawie takie same. Lecz te zielone oczy, intensywne i czyste, tak, jak u ojca, nie były niczym naznaczone. Nie były wypełnione smutkiem.

Chciałbym rozumieć więcej, chciałbym być warty tego ryzyka.

- Są takie szczęśliwe. - powiedział, nie zauważając czułości w swoim głosie.
Harry zauważył.
Blondyn nagle zdał sobie sprawę, że Potter podciągnął rękaw jego szaty i studiował mankiety jego koszuli.

Jest taki rozkosznie bezwstydny.

Draco myślał z roztargnieniem, gdy groźnie wyglądające oczy rozbierały go z ciężkiej, grubej, czarnej tkaniny, sprawiając, że znowu poczuł się pożądany.
- Francuskie mankiety... złote spinki. Prawdziwa dekadencja. - Harry wydał z siebie gardłowy pomruk. Nie chciał tego zmieniać, nawet, jeśli miałby złamać zaklęcie i ludzie mogliby go usłyszeć.
- Spójrz, co jest wygrawerowane na guzikach - wyszeptał blondyn.
Draco dokładnie wiedział, w którym momencie Harry zauważył splątanych ze sobą lwa i węża. Przeszło mu przez myśl, że mógłby spędzić cały rok podziwiając, jak zmieniają się uczucia w oczach bruneta.
- Nie zrobiłeś tego…
- Skłamałem, kiedy zapytałeś mnie, od kiedy wiem. - Pozwolił opaść swojej ręce luźno na stół. - Czy chcesz wiedzieć, kiedy dokładnie uświadomiłem sobie, że nigdy nie będę w stanie pokochać kobiety? Dotarło to do mnie, gdy wyciągnąłeś mnie z tego piekielnego pożaru. Uświadomiłem to sobie, ponieważ bardziej niż o swoje życie, bałem się, że ty także możesz umrzeć. Myślałem o tym, jak strasznie jest być spalonym żywcem, ale jeśli mielibyśmy umrzeć tam razem, może nie byłoby to takie złe. Mógłbym się z tym pogodzić... umrzeć w taki sposób... dotykając cię... upajając się twoim zapachem, i byłaby to śmierć idealna. Gdybym tylko mógł jeszcze choć raz spojrzeć w twoje oczy, nim to wszystko by się skończy.

Kochasz się ze mną swymi dłońmi. Uwiodłeś mnie i pochłonąłeś zupełnie. To niesprawiedliwe, że to potrafisz. Ja jedynie mogę ci się odwdzięczyć słowami. Mam nadzieję, że znajdę te właściwe.

Harry położył na stole drugą rękę. Nie bacząc na to, czy ktoś na nich patrzy, otoczył dłoń blondyna swoimi, tak delikatnie, jak gdyby wiedział, że trzyma właśnie w nich serce Draco.
- Prawie żałuję, że mi wtedy tego nie powiedziałeś.
Draco chciał zaprotestować, słysząc „prawie”, ale fotografie leżące na stole obok jego dłoni skutecznie stłumiły sprzeciw. Gdyby byli ze sobą przez cały ten czas, żaden z nich nie miałby dzieci. Byłoby to tak samo bolesne. Taki ból rósłby z czasem, aż w końcu z pewnością byłby gorszy, niż ten, który odczuwa się będąc w małżeństwie z osobą, która nie jest miłością twojego życia.
Więc zamiast tego powiedział tylko:
- Ja też.
- Czy byłeś z kimś innym? - Harry miał na myśli “z innym mężczyzną”, ale po twarzy Draco było widać, że zrozumiał. Nienawidził się za to pytanie, ale musiał wiedzieć.
- Dotyk bezosobowych dłoni w ciemnych alejkach, gdy potrzeba była zbyt silna. Ale tylko dłoni. Bez pocałunków. - Szare oczy przypatrywały mu się w ciszy, Harry prawie usłyszał resztę jego myśli:

Ponieważ one były dla ciebie, czy zdawałem sobie z tego sprawę, czy nie. A teraz ty będziesz mnie karał za te inne dłonie...

- Jak było z tobą?
Protesty i wątpliwości Harry’ego stopniały pod rozchodzącym się uczuciem ciepła, gdy pojął, że nie musi już ukrywać tego, co czuje.
- Był ten jeden raz, o którym ci wspominałem. Potem... tylko ty.

Ponieważ nie uświadomiłem sobie wtedy jeszcze, że to zawsze byłeś ty...

- Robi się późno.

Jest za późno, bym mógł zawrócić. Dałeś mi tyle nadziei, że nie chcę już zawracać. Nie ma nikogo poza tobą, kto byłby tego wart.

Draco pozwolił się ponieść swoim pragnieniom i nadziei. Ostrożnie wsunął swój palec u nogi pod nogawkę spodni Harry’ego, powoli i delikatnie przesuwając nim kilka centymetrów w górę.

Czy uwierzysz mi, jeśli będę mówił twoim językiem?

Harry zacisnął dłoń na pustym kubku i wyszeptał:
- Ja pieprzę. - Do emocjonalnej jak i fizycznej bliskości dołączył ciepły dreszcz w dole brzucha.

Nigdy przedtem się tak nie czułem. Tak bardzo się boję, bo wiem, co to oznacza.

- Czyż nie do tego zmierzamy? - zapytał Draco miękkim głosem, przebijając się przez dźwięki muzyki. Mogła być to insynuacja, ale było to zbyt szczere, pełne nadziei i zbyt niepewne pytanie.

Kiedy spotkaliśmy się w łazience, myślałem, że tak właśnie się to skończy. Teraz mam nadzieję, że miałem rację.

- Dzielę apartament z jednym nowicjuszem z departamentu, ale mam swoją własną sypialnię - odpowiedział brunet, również ściszając głos. W jego oczach można było zobaczyć zarówno wyzwanie, ostrożność jak i potrzebę.

Powiedz to jeszcze raz. Muszę mieć pewność.

- Mam własny pokój.

Czuję się tam taki samotny. Czuję się wszędzie samotny. Tylko z tobą, jest inaczej.

Harry powoli puścił rękę Draco.
- Cały czas powtarzasz, jaki masz piękny widok z pokoju.

Twoje serce należy tylko do ciebie. Nie mogę cię zmusić, byś mi je oddał, nieważne, jak bardzo bym tego chciał.

- Tak. To narożny pokój, dziesiąte piętro. Mnóstwo światła. Niewielki, ale... intymny. Powinien ci się spodobać.

Jeśli ty nie będziesz pieścił mnie swymi dłońmi, ja będę pieścił cię oczami.

- Pewnie masz rację. To naprawdę interesujący budynek, ma swoją historię. Godność.

Pragnę otoczyć cię rękami, wszystkim, co mam, całym sobą, ponieważ nie ma nikogo takiego, jak ty.

- Nie powinieneś przeszkadzać swojemu współlokatorowi wracając tak późno w nocy.

Zostań na noc. Nie opuszczaj mnie.

- To młody chłopak, który dopiero dostosował się do nowego miasta i do dzielenia domu ze swoim szefem. Podejrzewam, że wróci do mieszkania po piątej rano, nie pamiętając, jak się tam znalazł, ani gdzie to „tam” jest - dodał Harry sucho.
Draco zdusił chichot.
- Nie powstrzymuj się, możesz się śmiać - powiedział czule, anulując zaklęcie.

Jesteś taki piękny, kiedy się śmiejesz .

Draco był zafascynowany. Nigdy jeszcze nie widział pocałunku w czyichś oczach, ale szmaragdowy blask w oczach Harry’ego podpowiedział mu, że gdyby znajdowali się trochę bliżej siebie, właśnie by go całował. Prawie przegapił moment, w którym Harry odezwał się ponownie.
- Nie zawracałbym nikomu głowy, gdybym wpadł do ciebie na trochę. Nie masz współlokatora.
Serce blondyna biło jak oszalałe, gdy brał ze stołu zdjęcie Scorpiusa.
- Oczywiście czysto teoretycznie?

Dyskretnie. Musimy być dyskretni.

Miał na myśli: dyskretnie i Harry to wie. Starannie chowa zdjęcie swoich dzieci.
- Naturalnie. - Patrzy w oczy Draco. Rozumieją się bez słów.

Wiem. Nie możemy zniszczyć ich życia.

- Idziemy?

Będziemy się kochać, prawda? Nie tylko dłońmi, ustami, ale całym ciałem i duszą.

- Tak.

Tak.

Oboje wstali ze swoich miejsc. Harry spojrzał w dół na porysowaną przez Draco kartkę papieru. Jego oddech przyspieszył, gdy ujrzał dwa złączone ze sobą zielone serca. Położył solniczkę na krawędzi kartki, nie zasłaniając serc, nie pozwalając im odlecieć razem z wiatrem.
- Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy - wyszeptał Harry, nie spuszczając wzroku z blondyna.

Myślę, że cie kocham.

- Ja także. - Draco zawarł w tych dwóch słowach całą swą duszę.

Ja też cię kocham.

Przecisnęli się miedzy stolikami w kierunku wyjścia.
Przez moment stali tam bez ruchu, objęci przez bramę prowadzącą do przytulnego, małego patio, a chwilę później ich sylwetki roztopiły się w mglistej mieszance rażących neonów i blasku zachodzącego słońca. W miejscu, które przed chwilą zajmowali, pozostała tylko unosząca się w powietrzu muzyka i odrobina rozsypanego cukru pudru.
Gdyby ktoś przyglądał się bardzo uważnie, zauważyłby, że dłonie mężczyzn delikatnie się o siebie ocierają... Przy każdym ruchu zahaczają o siebie, ich palce oplatają się szybko i płynnie... Jak dwie winorośle, wzrastające z nienaturalną szybkością, otoczone ciepłem i wilgocią.



koniec



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
____________________
  
 
 
     
Poziom: 20 HP   14%   125/893
   MP   100%   426/426
   EXP   38%   20/52
Akame 



Absolwent Hogwartu


Dołączyła: 24 Wrz 2008
Posty: 228
Skąd: Z Dracolandu
Wysłany: 2009-07-26, 00:08   

Och... to było piękne. Naprawdę, jedna z najlepszych miniaturek jakie czytałam. Jest w niej tyle ciepła, miłości i intymności, że aż ściska czytelnika za serce.
Obydwaj żonaci, mający dzieci i dzielący ogromny sekret swej ukrytej przed światem miłości.
Tutaj każde zdanie ma znaczenie, nie ma zbędnych słów, wszystko jest tak wyważone, wręcz dostrojone do potrzeby chwili.
Naprawdę, niesamowita opowieść, ogromny ładunek emocji, miażdżąca siła przekazu... po prostu urzekło mnie to.
Pozdrawiam ciepło i poproszę więcej tak ciepłych i cudownych miniaturek.
Wszystkim Annom życzę wszystkiego najlepszego :)
____________________
"Żaden sąd by nas za to nie skazał. Ty jesteś sławny, a ja bogaty. Jesteśmy młodzi i lekkomyślni. Musimy popełniać zbrodnie i umykać przed konsekwencjami. To nasz społeczny obowiązek."




Drarrystka - Draco? To grzech, zbyt mocno kuszący by mu się oprzeć.
 
 
     
Poziom: 14 HP   4%   17/426
   MP   100%   203/203
   EXP   12%   4/33
Kaczalka 



Pairing: HP/DM
Absolwent Hogwartu


Dołączyła: 24 Lip 2008
Posty: 301
Wysłany: 2009-07-26, 01:05   

O małpiszonie podstępny!!! O wiedźmo z czerwonymi włosami!!! Praca licencjacka dla koleżanki?! Niezła ta praca... A ja się tak nad Tobą użalałam, jaka to biedna jesteś, że jakieś nudziarstwa musisz tłumaczyć.
A moje Trzecie Oko dwa razy coś sygnalizowało. Po raz pierwszy już jakiś czas temu, pamiętasz, kiedy pytałaś o "hand job", "blow job", coś mi wtedy pod czaszką drgnęło, ale nie dotarło do świadomości, a potem jeszcze raz, ale... zresztą, czy to ważne?

Po prostu nie mogę uwierzyć, że ktoś zadedykował mi fika! Poświęcił swój czas i wysiłek i to DLA MNIE! Przypomina mi się nasza rozmowa sprzed, bo ja wiem, jakichś kilku już miesięcy, z początku znajomości, kiedy zapytałaś mnie, czy nie mogłabym polecić czegoś do tłumaczenia, a ja dałam Ci linka i napisałam, że bardzo bym chciała, żeby ktoś to dla mnie przetłumaczył. Nawet gadałyśmy wtedy o okazjach, że będzie Dzień Dziecka, imieniny, ale później już nigdy do tematu nie wracałyśmy. Jakoś odeszło w niepamięć, a tu taka niespodzianka.

A wiesz, że mało co nie zajrzałabym już przed snem na forum? Siedziałam sobie grzecznie przy starym, dziesięcioletnim komputerze, wyeksmitowana stąd przez własne, potworzaste dziecko, które w wieku lat 9 o północy słucha na full DKA i tłumaczyłam sobie spokojnie Tkaninę. I coś mnie tknęło. Miałam tylko pocztę sprawdzić, patrzę, a tu coś takiego. Nawet nie wiesz, jak strasznie się ucieszyłam (a może wiesz?). Aż mi się słabo zrobiło. I drętwa jestem, bo nie umiem wyrażać emocji, szczególnie tych pozytywnych, choć bardzo bym chciała. W ramach wdzięczności mogę obiecać, że z rozkoszą będę się z Tobą męczyć do końca świata.
Ale że pobudziłaś mój apetyt przypominam: 6 grudnia Mikołaj, 24 grudnia Gwiazdka, 17 marca moje urodziny, potem się zobaczy.

To może teraz napiszę coś o samym tekście.
Tego fika przeczytałam po raz pierwszy strasznie dawno temu, w zasadzie był jednym z pierwszych po angielsku, które odważyłam się tknąć. Oczarował mnie wtedy kompletnie. Głównie tą rozmową, która toczy się jak gdyby na dwóch płaszczyznach, słowami i myślami, które miejscami są kompatybilne, a miejscami zupełnie oderwane.
I, oczywiście, jego niewinność, subtelność. Niektóre zdania bohaterów są strasznie romantyczne, a niektóre bardzo przyziemne, ale to, co się dzieje między nimi jest tak przepełnione pragnieniem, że ciarki przechodzą po... nie, nie plecach, po drugiej stronie ciała. Na mnie to w każdym razie działa. Jako obrzydliwie heteroseksualna kobieta w męskich związkach homoseksualnych właśnie to rajcuje mnie najbardziej: połączenie romantyczności z całkowicie bezproblemowym podejściem do spraw cielesnych. My, kobiety, przeważnie zdecydowanie za dużo myślimy.
Poza tym, w odróżnieniu od wielu drarrystek, uwielbiam fiki uwzględniające epilog, bo kanon wbrew pozorom kocham, a właśnie takie są z kanonem najbardziej zgodne. W końcu to, czego Rowling NIE napisała, zawsze mogłoby się zdarzyć.

Czy mi się wydaje, czy to najdłuższy komentarz, jaki w życiu napisałam?

Kochana, bardzo, bardzo dziękuję i całuję tam, gdzie ostatnio coraz częściej mi się zdarza. I jeśli się kiedyś w realu spotkamy, to zrobię to naprawdę. Pieprzyć heteroseksualność.
Jesteś najlepsza na świecie i kocham Cię bardzo.

Na koniec bardzo dziękuje Amandzie i Aribeth, bo dobrze wiem, co znaczy betować Twoje opowiadania (nie bij!)
____________________
Jestem nienormalna.
Jestem opętana.
Jestem drarroholiczką.
---------------------------
3<

wszystkie moje tłumaczenia można pobrać tutaj
 
 
     
Poziom: 16 HP   5%   27/556
   MP   100%   265/265
   EXP   23%   9/39
Aribeth 



Pairing: Drarry xD
Prefekt Gryffindoru


Wiek: 16
Dołączyła: 12 Mar 2009
Posty: 578
Skąd: z Doliny Rospudy
Wysłany: 2009-07-26, 11:37   

hmmm... a ja nie wiem, co powiedzieć na temat tego tekstu... chociaż nie, wiem xD
to najlepszy poepilogowy tekst, jaki do tej pory czytałam, zdecydowanie.
Jest tak delikatny, a zarazem tak cudownie zmysłowy, emanujący taką... dojrzałą miłością, taką miłością ludzi dorosłych, dojrzałych, którzy wiedzą, czego chcą i jaki jest ich cel w życiu. Tekst jest przepiękny, zresztą mówiłam Ci to już, więc teraz będę jedynie się powtarzać, ale myślę, że dla takich tekstów warto, zdecydowanie warto. Powiedziałaś, że tekst nie będzie miał tu wzięcia... Ja myślę, że będzie miał. A jeżeli nie, cóż... ich problem. Nie każdy jest w stanie docenić taką właśnie subtelność, jaki opis miłości, nie tylko zabójczy seks, ale też delikatne gesty, słowa, myśli... całkowite porozumienie, jedność. W tym tekście najbardziej urzekły mnie myśli obu bohaterów. I to, że niektóre rzeczy, mimo lat, się nie zmieniają. I mogłabym tak jeszcze pisać długo, długo, wręcz bardzo długo, ale boję się, że jak wpadnę w słowotok to... coś utracę z tego tekstu, że mimo wszystko, choć używałbym wielu słów, i tak nei napisałabym tego, co bym chciała, więc.. chyba tu skończę :)
i powiem tak...
niech Wielki Kołtun Przeznaczenia będzie z Tobą, Yami xD Nech Cię inspiruje, dodaje weny i czasu na więcej tak wspaniałych tłumaczeń
pozdrawiam,
Aribeth :*

ps, przepraszam za wszystkie pozjadane ogonki, ale dopiero teraz je wypatrzyłam... jak czytałam tutaj, na Gospodzie... Jak betowałam, cóż, Word mi nie podkreślił, a ja po prostu nie zauważyłam, Ale, Yami, jeśli chcesz, to mogę to przejrzeć jeszcze raz i te ogonki powyłapywać :)
____________________
Tak to już bywa, że kiedy człowiek ucieka przed swoim strachem, może się przekonać, że zdąża jedynie skrótem na jego spotkanie

"Silmarillion" - J.J.R. Tolkien

Śmierć ma tylko jedną kartę, którą może grać. Moim zdaniem życie jest zdecydowanie bardziej przerażające. Posiada całą talię.

"Nieokreślony" w tłumaczeniu Amandy, autorstwa Clicio
 
     
Poziom: 22 HP   17%   188/1106
   MP   79%   419/528
   EXP   6%   4/59
Evey 



Absolwent Hogwartu
nieobliczalna drarrystka


Dołączyła: 23 Kwi 2009
Posty: 250
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2009-07-27, 20:26   

Piękne w każdym calu. Subtelne, delikatne i emanujące tym niezwykłym spokojem. Tak jak cisza przed burzą, burzą uczuć.
Pocałunki w oczach czy skryte pieszczoty dłoni obrazujące gorące pożądanie stworzyły naprawdę niesamowity klimat. Bo im nie potrzebne były gwałtowne gesty to dokładnego porozumienia serc. Tekst mnie oczarował i przyznaję się bez bicia, że po prostu nie jestem w stanie napisać nic konstruktywnego.
Autorka genialnie ujęła postaci Dracona i Harry'ego, ich myśli, pragnienia, gesty. I cała magia tekstu zawiera się w tej subtelności. Perełka.

Yami, jesteś słońcem wśród drarrystek, że poczęstowałaś nas tą miniaturką. Czytało się raczej gładko, swoje początkowe uwagi i pierwszy zachwyt już Ci przekazałam. ;)

Cytat:
Nigdy przedtem się tak nie czułem. Tak bardzo się boję, bo wiem, co to oznacza. [/color] [/i]
Tutaj chyba tylko zabrakło znaczników na początku.

Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć do prequelów. I weny oczywiście życzyć.
Pozdrawiam ;*
oczarowana i oniemiała Evey
____________________
Zbrodnia to niesłychana,
Pani zabija pana.

Lilie

 
 
     
Poziom: 14 HP   8%   34/426
   MP   100%   203/203
   EXP   78%   26/33
minzi 




Wiek: 16
Dołączyła: 29 Lip 2009
Posty: 2
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-07-29, 12:51   

Ten tekst jest genialny. Czytając go, nie mogłam powstrzymać uśmiechu mimowolnie zdobiącego moje usta. Cała niezwykłość wynika chyba ze sposobu opisu uczuć, małych gestów. Jak niewinne spojrzenia, dotyk potrafi wpłynąć na myśli bohaterów. Rozpływam się :).
 
 
     
Poziom: 1 HP   0%   0/18
   MP   100%   8/8
   EXP   11%   1/9
Shiriu 


1-klasista


Dołączyła: 14 Lut 2008
Posty: 13
Wysłany: 2009-07-30, 10:33   

Intymne. Cholernie intymne. Można w tym znaleźć więcej pożądania, seksu i intymności niż w nie jednym lemonie. Często się zastanawiam, czy to nie te opowiadania (+12) powinny być w zakazanym. Bo jest w nich więcej pasji i erotyzmu niż w innych działach. Jestem pod wrażeniem całej pracy. Według mnie jest to bardzo dobry tekst jak i tłumaczenie.
____________________
"-Mądry ten twój mesjasz.

-Głupi, jak but z nogi trolla, ale ma cholernie bystrą prawą rękę, że się tak wyrażę.
Dolej mi whisky, Judaszu."

P.S. Dialog SS z LM (chyba)
 
     
Poziom: 2 HP   0%   0/30
   MP   100%   14/14
   EXP   37%   3/8
Amanda 



Pairing: HP/DM
6-klasista


Wiek: 20
Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 81
Skąd: zza szklanego ekranu
Wysłany: 2009-08-06, 23:17   

Wiem, wiem nie bij. Jestem po czasie. Jestem spóźniona ale przede wszystkim jestem urzeczona. Powiedziałam ci, że pracując nad poprawą tekstu nie będę zwracała uwagi na jego treść. Cóż miałam rację, bo to opowiadanie ma w sobie coś magicznego i magia ta zawiera się w opisach i w dwubiegunowości tej opowieści.

Po pierwsze. Ja odnoszę wrażenie, że opowiadania są dwa w jednym. Pierwsze to historia przedstawiona dla świata, to coś czego oni nie mogą pokazać światu z czym nie mogą się ujawnić. Ta historia jest niekompletna i nieco zakłamana, bo fałszywie daje wrażenie, że są dla siebie bliscy i dalecy jednocześnie. Jeśli czyta się ją bez tej drugiej opowieści ma się wrażenie, że tych dwoje nie rozumie się w ogóle, że nadają na całkiem innych falach a tak naprawdę jest zupełnie inaczej. I tutaj wkraczamy w sferę drugiego opowiadania – opowiadania myśli – które w sposób idealny zespaja ze sobą wypowiedzi bohaterów sprawiając, że opowiadanie zyskuje głębię. Prawdziwa natura obu mężczyzn widoczna jest dopiero w wymianie myśli nie słów czy gestów.

Po drugie. Bohaterowie. Kupiłam Harry;ego, który woli czyny i Draco, który woli słowa. Kupiła ich powody i kreację. Kupiła mankiety Malfoya i jego ekstrawagancję w tym względzie. Pokochałam pączek Pottera, nie wiem nawet czy nie bardziej od truskawki Draco. Ogólnie bohaterowie dojrzeli, zmądrzeli i wydorośleli a jednak wciąż nie utracili niczego ze swojego specyficznego stylu. To było miłe.

Po trzecie. Warsztat. Piękne plastyczne opisy. Ja czułam się tak jakbym tam była, jakbym siedziała na stoliku obok i przyglądała się im. Miałam wrażenie, że kawiarnia nie znajduje się w Nowym Orleanie a gdzieś we Francji albo Toskanii. Patio skąpane w świetle zachodzącego słońca a później ciepła noc tylko nie w mieście pełnym neonów. Tak nakreślony był nastrój. Oczywiście nawiązanie do impresjonizmu i dekadentyzmu w tekście. Boskie... No i oczywiście brawa dla ciebie za oddanie tego klimatu, za to, że opisy były w naszym języku tak przyjemne, plastyczne, że czytając miałam wrażenie, że oglądam obraz namalowany wprawioną ręką weneckiego malarza, któremu pędzel miękko leżał w dłoni.

Bardzo dobry tekst poepilogowy. Niezwykle przyjemne drarry.
Świetne tłumaczenie, przy którym spędziłam fantastyczny czas w innej rzeczywistości.
____________________
Konstrukcja jest tak mocna, jak mocny jest jej najsłabszy element.
 
 
     
Poziom: 7 HP   2%   2/130
   MP   100%   62/62
   EXP   100%   16/16
Julianne


1-klasista


Dołączył: 05 Lip 2009
Posty: 18
Wysłany: 2009-08-07, 14:18   

To naprawdę było wspaniałe, takie lekkie i pełne emocji. Strasznie mi się podobało.
Te wszystkie małe, niby nic nieznaczące, gesty, proste słowa i myśli, to wszystko wprowadziło taki nastrój intymności.
Piękne, po prostu piękne i subtelne.
Uwielbiam czytać właśnie takie teksty o prawdziwej, dojrzałej miłości.
Tłumaczenie również bardzo dobre ;)

Pozdrawiam,
Julie
____________________


...everything is gonna be okay someday soon.
 
     
Poziom: 2 HP   0%   0/30
   MP   100%   14/14
   EXP   100%   8/8
Veddel 


1-klasista


Dołączyła: 22 Mar 2009
Posty: 12
Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-08-07, 18:40   

Bardzo smutny tekst, zmuszający do refleksji, niby są razem, niby się spotkali, ale czy to im wystarczy.
Musi wystarczyć, pomimo tego jak bardzo kochają siebie bardzo kochają również swoje dzieci. Podoba mi się to rozdarcie pomiędzy miłością romantyczną a miłością rodzica.
Myśli wstawione w tekst są jak oddech powietrza dla topiącego się człowieka. Nie liczy się nic tylko to jedno, że są razem, jednak kiedy wracamy do tekstu, wchodzi szara rzeczywistość i nic nie jest już proste. Lubię takie teksty, pomimo, że nie są jakieś wybitnie oryginalne to dają tyle emocji, że nie potrzebna jest im zaskakująca fabuła.


Weny Veddel
____________________
Nad tysiąc zbędnych słów jedno jest trafne słowo, które słysząc, osiąga się spokój.
 
     
Poziom: 2 HP   0%   0/30
   MP   100%   14/14
   EXP   25%   2/8
Hakai


2-klasista


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 21
Wysłany: 2009-08-07, 21:57   

To było dobre. Teks z pozoru lekki , bardzo subtelny i opisujący ewolucję uczuć. Od wdzięczności za uratowanie życia poprzez nieśmiałe gesty z pogranicza bliskiej przyjaźni i erotyki , do namiętności. Opowiadanko poważne w swej treści , opisuję dwójkę dorosłych mężczyzn -żonatych i posiadających dzieci , którzy odkryli , że nie są szczęśliwi . Nie dążą do szczęści "po trupach" , rozbijając swoje małżeństwa , godzą się na pewien niedopowiedziany układ , który z założenia ma nikogo nie krzywdzić . Trudny tekst w , którym poruszono moralnie bardzo trudny temat a przede wszystkim , starano się określić co to jest szczęście i ile jest warte.
____________________
Hakai
 
     
Poziom: 3 HP   1%   0/44
   MP   100%   21/21
   EXP   33%   3/9
SyriLu 



1-klasista


Wiek: 16
Dołączyła: 11 Sie 2009
Posty: 14
Skąd: z Whatiflandu ;)
Wysłany: 2009-08-12, 20:59   

Przeczytałam te tekst parę dni temu, ale dopiero wczoraj postanowiłam się zarejestrować.
Jest taki... po prostu uroczy.
Nie powalił mnie na kolana, jednak jego przesłanie i te ' czytanie między wierszami' jest dla mnie czymś wyjątkowym czego szuka się w fanfickach.
Draco i Harry, dorośli, obaj z rodzinami postanawiają ze sobą być.
Cóż, to jest całkiem możliwe. Obaj spełnili się, zostawili po sobie potomków, czemu teraz nie mieliby się zając sobą?
Podobał mi się ten tekst :) Idę komentować inne twoje teksty, bo praktycznie wszystkie czytałam, tylko nie komentowałam.
____________________

 
     
Poziom: 2 HP   0%   0/30
   MP   100%   14/14
   EXP   50%   4/8
rationally


1-klasista


Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 10
Wysłany: 2009-08-19, 17:16   

o matko ;)
Pierwszy raz natknęłam się na tak dosadny i jednocześnie subtelny tekst ;). To było urocze :). No nie ma słów. Jeden z najlepszych tekstów, jakie czytałam.
błędów nie znalazłam ŻADNYCH. Ewentualnie byłam zbyt zaabsorwowana tekstem.
DObry pomysł z zaznaczeniem myśli na kolory. Takie kolory. Nie musiałam wracać na początek i patrzyć który kolor był czyi, tylko wiadomo Ślizgon - zieleń, Gryfon - pomarańcz.
W każdym bądź razie b.dobry tekst
 
     
Poziom: 2 HP   0%   0/30
   MP   100%   14/14
   EXP   0%   0/8
Immortal



6-klasista


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 77
Wysłany: 2009-08-20, 23:54   

I tu nie zgodziłabym się z Veddel.
Bardzo rzadko czytam komentarze innych przed tym, jak sama coś skomentuję, ale byłam ciekawa, na jakim poziomie jest wrażliwość naszych Forumowiczów.
I zostałam miło zaskoczona.

Jednak, ja nie o tym chciałam.
Jak już pisałam, nie zgodziłabym się z Veddel(przepraszam, wyrażam tylko swą skromna opinię).
Mogę powiedzieć o tym tekście wszystko- że jest piękny, ujmujący, pełen pasji i namiętności, ale na pewno nie to, że jest smutny.
Oni nie byli smutni.
Miłość nie czyni człowieka smutnym.
Byli rozdarci, to prawda.
Ale nie smutni.
Kochali swoje dzieci, ich matki były i bliskie, ale jeszcze bliższe było im ich własne uczucie.
Chcieli mieć możliwość połączenia swojego uczucia z miłością do dzieci.
I starali się to robić subtelnie, nie mówiąc dzieciom 'Mamusia i tatuś się rozwodzą, ale to wcale nie zmieni tego, jak was kochamy i tego, jak żyjecie'.
Jasne, bajki dla małych dzieci.

Połączyła ich namiętność, te słowa niewypowiedziane, przeplatające się niczym wąż i lew na złotych zapinkach Dracona.
Ta pasja, to uczucie jest tym, czego w życiu nie zawsze można doświadczyć.
Dlatego ten tekst był taki piękny.
Pierwszorzędne tłumaczenie.
Brawa dla bet, uściski dla solenizantek( trochę późne, ale to chyba lepiej niż wcale).
I zazdroszczę tej wrażliwości, którą niewątliwie sie wykazałaś, tłumacząc. To pozwoliło całości zabrzmieć.
____________________
' - Więc co tam u ciebie słychać, Potter?
Brunet przełknął porcje sałatki.
- Cóż, jeśli o to pytasz, to mam na ciebie straszliwą ochotę.
- Że co, proszę?
- Khem... chodziło mi o to, że mam ciekawe życie i fajną robotę.'

("Freudowska Pomyłka" Jennavere tłum. yami-no)
 
     
Poziom: 7 HP   3%   3/130
   MP   100%   62/62
   EXP   75%   12/16
Milo 



4-klasista


Wiek: 13
Dołączyła: 17 Sie 2009
Posty: 50
Skąd: Konin/Ślesin
Wysłany: 2009-08-26, 23:00   

Przeobrażam się w moją nawiedzoną ciotkę:
"to było takie... głębokie. Oni razem, w wielkim, pełnym pomieszczeniu, a jednak sami...
patrzący sobie w oczy uczuciami, o jakie trudno w tym zdemoralizowanym rasistowskim świecie... fascynujące... absolutnie! To chyba oczywiste, że napiszę o nich poemat! *wzdycha*"
Śliczne.
Uczuciowe.
Ciekawe.
Dokładne.
Śliczne!
____________________
"Życie jest komedią dla tych, którzy myślą i tragedią dla tych, którzy czują."

NIE MA MNIE DO NOWEGO ROKU!!!!!!!!!!!!!!
 
     
Poziom: 5 HP   2%   1/81
   MP   100%   38/38
   EXP   92%   12/13
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 1,26 sekundy. Zapytań do SQL: 8

Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową