ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
[T][Z] Perfekcyjna dziwaczność (10/10)
Autor Wiadomość
carietta 



Order Merlina II klasy
puckurt is everything


Wiek: 26
Dołączyła: 19 Lip 2009
Posty: 1293
Skąd: Podlasie
Wysłany: 2012-07-15, 21:15   

Tylko winni się tłumaczą, ale jakieś słowa wyjaśnienia się Wam należą za tak długą przerwę we wszystkich moich tłumaczeniach. Nastąpiło zwykłe zmęczenie materiałem. Zmęczył mnie fandom potterowski i nie mogłam się fizycznie zmusić do współpracy z bohaterami. Ale teraz jest już lepiej i obiecuję, że prace posuwają się systematycznie i na pewno wszystko zostanie skończone. Przepraszam za przerwę, dziękuję za cierpliwość i zapraszam do poczytania! ;).
Betowała Mikara.

No i dziękuję za komentarze!



Rozdział IX — Przeprowadzka

Ron był bardzo zdziwiony, kiedy znalazł Dzwonka śpiącego, gdy przyszedł do jego domu około południa.
Jeszcze bardziej zdziwiło go to, że spał ze Snape’em.
Nago.
Szybko zamknął drzwi sypialni. Nie widział tego. Nie. To musiała być gra świateł. Projekcja jego zbyt wybujałej wyobraźni, na którą zawsze narzekała Hermiona.
Uchylił trochę drzwi i zajrzał do środka jeszcze raz.
To na pewno był Dzwonek. Jego skrzydła były rozwinięte i nucił, a tylko on potrafił nucić przez sen.
A to na pewno był Snape. Długie, czarne włosy i zbyt duży nos. Tak, to był ich stary profesor od eliksirów. Który chrapał.
I obaj na pewno byli nadzy.
Po raz drugi szybko zamknął drzwi i zapragnął, by jego oczy przestały wychodzić na wierzch, a usta się zamknęły.
Po drodze obmyślał wszystkie możliwe scenariusze, które mogły się dzisiaj rozegrać. Wyobrażał sobie, że Harry zmienił zdanie i odmówi spotkania ze swoim towarzyszem. W tym przypadku Ron postanowił, że po prostu zaciągnie go tam siłą — nawet jeśli będzie musiał przerzucić go przez ramię i zanieść. Brał również pod uwagę scenę, gdzie Snape na nich wrzeszczy i rzuca najróżniejsze klątwy. Wtedy Ron miał zamiar uciec. Może i był lwem, ale na pewno nie głupim.
Tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, kiedy wszedł do domu Harry’ego i zorientował się, że panuje kompletna cisza. Dochodząc do wniosku, że przyjaciel osiągnął swój limit i nie był w stanie podnieść się z łóżka, ruszył na górę do sypialni. Nie zapukał, od razu wchodząc do środka i spodziewając się zastać ospałego Harry’ego.
Na pewno nie spodziewał się tego.
Wygląda na to, że się pogodzili. Ron zadrżał gwałtownie i szybko zszedł na dół, zatrzymując się tylko, żeby zrobić jedną rzecz, zanim zniknął za drzwiami. Miał nadzieję, że Hermiona znała odpowiednie zaklęcie, które czyściło oczy…
Severusa obudziło coś podobnego do trzaśnięcia drzwi. Nadstawił uszu, ale nic więcej nie usłyszał. Dochodząc do wniosku, że musiał to być tylko wiatr, spojrzał na młodego mężczyznę, który spał na jego piersi. Wsłuchał się w nucenie Harry’ego i zdał sobie sprawę, że za tym również tęsknił. Bardzo się zdziwił, kiedy podczas ich pierwszej wspólnej nocy usłyszał cichą melodię. Nie znał nikogo innego, kto potrafiłby nucić we śnie i na dodatek zmieniać linię melodyczną. Już w czasie, gdy zaczęli spędzać noce oddzielnie — jeszcze przed tą cholerną kłótnią — zauważył, że cisza, która panuje w jego pokojach jest zbyt… cóż, zbyt cicha. Wtedy nie chciał tego przyznać, ale brakowało mu nucenia i autora tych cichych melodii.
Severus przekręcił głowę i wyjrzał przez okno, które znajdowało się tuż przy łóżku. Śnieżyca minęła i świeciło słońce, chociaż na parapecie znajdowało się sporo śniegu. Wyglądało na to, że był już późny ranek, być może wczesne popołudnie i powinni już wstać. Wylegiwanie się w łóżku nie było dobrym nawykiem. Spojrzał na zrelaksowaną twarz Harry’ego i drgające skrzydła. Do diabła z dobrymi nawykami. Harry nigdy nie lubił poranków, a biorąc pod uwagę wczorajsze… czynności, pozwoli pospać mu nieco dłużej. Zdrętwiało mu ramię, ale w sumie i tak nie jest mu do niczego potrzebne.
Nie minęło zbyt długo czasu, kiedy zielone oczy otworzyły się, a Harry ziewnął i skupił uwagę na swoim ludzkim łóżku. Zamrugał, próbując się rozbudzić. Uśmiechnął się sennie i Severus zdał sobie sprawę z kolejnej rzeczy. Ta istota, jego towarzysz, pozbawiała go ostatnich resztek logicznego myślenia.
I chyba mu się to podobało.
— Dzień dobry — powiedział Harry zaspanym szeptem.
— Witaj.
— O czym myślałeś?
— Kto powiedział, że o czymś myślałem?
Harry nie odpowiedział, leżąc na jego piersi i patrząc mu w oczy. Severus westchnął.
— Myślę o tym, jakim kompletnym wariatem się przez ciebie stałem.
— Wariatem?
— Nie ważne. Mamy nowy dzień i mimo że nie mam najmniejszej ochoty oddalać się od twojej atrakcyjnej osoby, to musimy wstać.
Harry otoczył go ramionami i przytulił się do jego piersi.
— Cieszę się, że tutaj jesteś.
— To tak samo jak ja. Teraz wstawaj.
Narzekając cicho, Harry w końcu wstał i pozwolił to samo zrobić swojemu ludzkiemu łóżku. Zdecydowali, że wspólny prysznic będzie najlepszą opcją i jakiś czas później udało im się ubrać i zejść na dół.
Wszystko wyglądało tak samo poza tym, że kiedy przechodzili przez salon, aby dostać się do kuchni i zjeść śniadanie — w zasadzie lunch, ale to nie ma znaczenia — Harry znalazł pergamin leżący na stoliku przy kanapie. Od razu wiedział, kto go zostawił, po krótkim „Dla Dzwonka” napisanym na wierzchu.
Drogi Dzwonku,
Wpadłem na chwilę.
Zauważyłem, że pogodziłeś się ze Snape’em.
Cieszę się.
Nigdy o tym nie będziemy rozmawiać. NIGDY.
Pogadamy później.
Ale nie o tym.
Ron.

Severus zaważył, że Harry przestał go słuchać i wpatruje się w notatkę z zaczerwienioną twarzą. Podszedł i zajrzał mu przez ramię, aby ją przeczytać. Zaśmiał się.
— Być może nauczy to pana Weasley’a, aby pukać przed wejściem do pokoju.

O O O O

Harry miał wrażenie, że nie zdążył mrugnąć, a było już po świętach, nowym roku i właściwie całym styczniu.
Święta były cudowne już z powodu faktu, że mógł spędzić je z Severusem. Mężczyzna na powrót podarował mu naszyjnik, który Harry dumnie nosił każdego dnia, a Snape otrzymał swój ogród ze składnikami eliksirów. Przez śnieg nie wyglądał imponująco, ale Severus i tak był pod wrażeniem. Już na drugi dzień po ich pojednaniu, para zaczęła pracę nad przeprowadzką. Harry wiedział, że Severus traktuje wszystko poważnie, ale nie miał pojęcia, że aż tak. Całe dnie spędzali w Hogwarcie pakując osobiste rzeczy mężczyzny. Nocami wracali do domu, rozpakowywali kilka pudeł i szli wyczerpani spać.
Jako pierwszego przenieśli Viridusa, który teraz pełzał po domu, jakby był tam panem. Znaleźli mu miejsce w mniejszej sypialni dla gości, ku zadowoleniu węża. Nigdy nie podobało mu się to, że musi dzielić pokój z dwójką ludzi, a poza tym światło słoneczne było o wiele przyjemniejsze niż mroczne lochy. Własny pokój kompletnie rozpuścił węża, nie wspominając o fakcie, że Harry pozwalał mu swobodnie przemieszczać się po ogrodzie, pod warunkiem, że nie odpełzał zbyt daleko. Severusowi niezbyt się to podobało, ale Harry po prostu przewracał oczami, sycząc wesoło do Viridusa.
Harry uważał to za świetną zabawę, a Severus, że Harry zwariował. Pokłócili się tylko raz o perski dywan z naszytymi wężami. Harry wygrał argumentem, że pokoje w Hogwarcie mogą się do czegoś przydać i w związku z tym muszą być umeblowane.
— Jak to? Po co nam te pokoje? Poza tym to ładny dywan.
— Może to być naszą kryjówką. Możemy połączyć ją przez kominek z domem i mieć swoje własne… gniazdko miłości.
— Gniazdko miłości?
— No dobra, a co powiesz na… Jaskinia Grzechu?
— Dywan zostaje.

Nowy Rok był interesujący. Harry powiedział Syriuszowi oraz Remusowi, że pogodził się z Severusem, ale nie spodziewał się, że Lupin zaprosi jego towarzysza do wspólnego świętowania. Black również się tego nie spodziewał.
Wieczór minął spokojnie — zarówno Syriusz jak i Severus starali się odpowiednio zachowywać. A przynajmniej tak było na początku. Im później i im więcej alkoholu było w ich organizmach, ich delikatny kompromis zaczął się rozpadać. Tym sposobem przed północą Harry musiał wyprowadzić Severusa, aby nieco się uspokoił.
— To dziecko!
— Oczywiście, że tak.
— Nie miał prawa wspominać o tym żarcie, który przeprowadził na czwartym roku.
— Oczywiście, że nie.
— Muszę tam wrócić i…
— Severusie?
— Co?
— Wybiła północ.
— No i?
— No i pocałuj mnie.

To go zamknęło.
Wkrótce znów rozpoczęły się zajęcia, a Harry wznowił treningi z profesorem Moodym. Nigdy tak nie cieszył się z powodu oceniania prac. Chociaż były Auror postanowił chyba atakować go jeszcze częściej, aby nadrobić stracony czas. Teraz Harry nigdy nie czuł się bezpiecznie. Pierwszego czwartku został potraktowany dość bolesnym zaklęciem, gdy tylko przeszedł przez drzwi.
— Stała czujność!
— Podoba ci się to, mam rację?
— Może.
— Kiedy mi się uda przestraszyć ciebie?
— Kiedy zdobędziesz mistrzostwo?
— Mogę otrzymać je teraz?
— Nie, dopóki ja tak nie powiem.
— Fantastycznie.

Najbardziej interesujące było przystosowanie się do życia z Severusem. Przez siedem lat dzielił dormitorium z czterema chłopcami, ale wciąż dziwił go widok dodatkowej szczoteczki do zębów w łazience.
Wciąż przyzwyczajali się do nazywania tego miejsca ICH domem, co poprzedzało kolejne zmiany. Meble ustawione były nieco inaczej, szafa i szuflady były pełne ubrań, a nawet zapach mieszkania był nieco inny, ponieważ Severus w końcu zorganizował w piwnicy swoje laboratorium. Mimo że na początku było nieco dziwnie, wkrótce popadli w rutynę, którą można opisać tylko jaką… no cóż, domową.
Harry zaczynał myśleć, że ta sielanka musiała doprowadzać Severusa do szaleństwa. Tylko tak mógł wyjaśnić to, że w czwartkowy wieczór siedział na kanapie z otwartymi ustami i wpatrywał się zszokowany w mężczyznę, jakby ten właśnie odśpiewywał miłosne serenady.
— Mógłbyś…eee…powtórzyć?
— Powinniśmy to zrobić.
— Och. Dobra. Eee…jeszcze raz poproszę.
Severus przewrócił oczami i powrócił do studiowania dziennika eliksirów.
— Zasugerowałem tylko, że jest weekend i powinniśmy gdzieś wyjść.
Harry wciąż gapił się na niego.
— Coś jak randka?
— Tak, Harry. Coś jak randka.
— Dobrze się czujesz?
— A dlaczego miałbym czuć się źle?
— Eee… będą tam inni ludzie.
— Tak Harry, świat jest wypełniony ludźmi.
Harry przyzwał do siebie dziennik Severusa.
— Nie wymądrzaj się, wiesz o co mi chodzi. Jeśli wyjdziemy, ludzie nas zobaczą.
— Tak?
— Razem.
— Tak?
— Na pewno nic ci nie jest?
— Chcesz wyjść czy nie?
— Tak, ale…
— Ale? — zapytał Severus i zaczekał cierpliwie, aż Harry wypowie na głos wszystkie swoje troski.
Potter westchnął.
— Naprawdę cieszę się, że ze mną zamieszkałeś, Severusie.
— To raczej oczywiste. Jesteś małą kulką energii już od miesiąca.
— Tak, no cóż. Wiem, że z twojej strony to pójście na ogromny kompromis… Nie chcę, żebyś robił coś, co wprawia cię w zakłopotanie tylko po to, aby mnie uszczęśliwić. Jestem szczęśliwy.
Severus uśmiechnął się i wstał ze swojego krzesła, podchodząc do Harry’ego i siadając obok niego.
— Rozumiem to, ale i tak chciałbym z tobą wyjść.
— Eee, a jakie masz dokładniejsze propozycje? — zapytał Harry, próbując się przyzwyczaić do tej myśli.
— Myślałem o aportowaniu się do Londynu. Jest tam włoska restauracja prowadzona przez czarodziei, która…
— Chwila, chwila. Co takiego?
Severus bardzo starał się nie roześmiać. Wiedział, że Harry zdziwi się, kiedy zaproponuje wspólne wyjście, ale nie podejrzewał, że szok będzie tak ogromny.
— Restauracja. Ludzie tam jedzą. To klasyczne, choć może nadużywane, miejsce randek.
— Ale to czarodziejska restauracja.
Tak, Severus Snape oszalał. Dlatego właśnie unikał zamieszkania z Harrym. Wiedział, że był to krok, który doprowadzi go do kompletnego szaleństwa.
— Wiem o tym. Pomyślałem, że mógłbyś spokojnie trzymać skrzydła na wierzchu i nie czułbyś się niekomfortowo podczas kolacji.
Wystarczy już.
Harry nachylił się i objął dłońmi jego twarz, patrząc mu głęboko w oczy.
— Co ci się stało, do cholery!? Oszalałeś!?
— Uspokój się, idioto. Nie, nie oszalałem. Chociaż jeśli będziesz tak się zachowywał, będę zmuszony wszystko przemyśleć — powiedział Severus łagodnie, odsuwając dłonie Harry’ego.
— Więc… naprawdę chcesz ze mną wyjść? Nawet jeśli inni czarodzieje nas zobaczą i najprawdopodobniej ukaże się to w gazetach? Nawet…
— Tak. — Mężczyzna nachylił się i pocałował swojego towarzysza. Zwykłe i szybkie muśnięcie ust. — Nie możemy wiecznie się ukrywać.
Harry odwrócił głowę, a jego oczy zaszły mgła. Było to spojrzenie, którym jednocześnie widzi się wszystko i nic.
— Harry?
— Mój mózg chyba właśnie eksplodował.
— Cóż, w takim razie nie możesz pokazać się publicznie. Będziemy zmuszeni przełożyć…
— To, że mózg mi eksplodował nie znaczy, że nie chcę z tobą wyjść — odparł Harry, gapiąc się w przestrzeń.
— Oczywiście… Na pewno świetnie poradziłbyś sobie bez mózgu… Zwłaszcza, że rzadko kiedy go używasz — wycedził Severus z uśmieszkiem.
— To… bardzo śmieszne! — krzyknął Harry, popychając Severusa.
— Ty niedojrzały…
Zaczęli się siłować, co skończyło się tym, że Harry wylądował na plecach na dywanie, a Severus na nim. Ich twarze dzieliło kilka centymetrów.
— Więc — zaczął Harry, próbując złapać oddech. — Wciąż chcesz gdzieś wyjść?
— Oferta pozostaje taka sama.
— Świetnie.
— Czy to znaczy tak?
— Taa, w końcu pewien uczony powiedział: „Nie możemy wiecznie się chować”.
— Wydaje mi się, że użyłem słowa ukrywać.
— Kto powiedział, że chodziło mi o ciebie?
— Zabawne.
— Staram się. Pozwolisz mi wstać? Skrzydłowe mięśnie mi drętwieją.
— Skrzydłowe mięśnie?
— Masz dla nich lepszą nazwę?
— Jestem pewien, że istnieje bardziej odpowiedni medyczny termin — powiedział Severus, schodząc z Harry’ego.
— Cóż, dopóki go nie go poznamy, będą się nazywać Skrzydłowymi Mięśniami.
Severus zamruczał i wstał. Harry chciał zrobić to samo, ale mężczyzna podciągnął go szybko do góry… i przerzucił sobie przez ramię.
— Hej, nie jesteś jakimś jaskiniowcem! Postaw mnie — rozkazał, próbując się uwolnić, za co otrzymał klapsa w pośladek. — Hej!
— Wiesz, nie wziąłem tego pod uwagę. Hmm, co robi jaskiniowiec, gdy otrzyma swoją nagrodę?
— Delikatnie ją odstawia.
— Nie, nie wydaję mi się. Ach, no oczywiście, wyrusza do swojej jaskini, aby świętować.
— Myślałem, że mężczyzna o twojej inteligencji będzie oburzony takimi porównaniami.
— Być może bycie jaskiniowcem ma swoje plusy.
— Nie masz zamiaru mnie postawić, prawda?
— A czy wygląda jakbym to robił?
— Pfff! Nie.
— Cieszę się, że w końcu zrozumiałeś.
— To pewnie przez to, że cała krew spłynęła mi do mózgu.
— Wydawało mi się, że twój mózg eksplodował.
— Po prostu zabierz mnie do tej cholernej jaskini!
— Jeśli nalegasz.
Severus w końcu zaniósł go do sypialni. Harry, pomimo całej krwi spływającej mu do mózgu, wciąż był zszokowany propozycją Severusa. To chyba dobry pomysł? Tego właśnie chciał. Być normalną parą, prawda?
Jasne. Miał tylko nadzieję, że nie wynikną z tego żadne problemy. W końcu problemy zawsze same go znajdowały.
Tym sposobem, wczesnym wieczorem w sobotę, Harry wpatrywał się w swoją szafę.
— Nie mam w co się ubrać. Mogę iść nago?
— Mimo że nie mam nic przeciwko, odpowiedź i tak brzmi nie. Nie chciałbym, aby ktokolwiek inny pożerał cię wzrokiem.
— Każdy gapiłby się na gołego wróżka.
Severus westchnął, poprawiając krawat. Mimo że restauracja była prowadzona z myślą o czarodziejach, doszedł do wniosku, że jeśli chcą wybrać się na spacer po kolacji, musi założyć mugolskie ubranie. Nie, żeby Harry miał coś przeciwko. Niezbyt podobał się sobie w wyjściowych szatach. Severus założył czarny garnitur, zieloną koszulę z kołnierzem i pasujący do tego krawat. Bardzo ślizgońsko. Harry’emu ciężko było skupić się na własnym ubiorze, kiedy przyglądał się szykującemu się mężczyźnie.
— Kupiłeś kilka rzeczy w lipcu. Zachowujesz się jakbyś nigdy nie był na randce. Nałóż to — powiedział mężczyzna, podając mu niebieską koszulę z kołnierzem i szare spodnie.
Harry szybko się przebrał. Byli prawie spóźnieni na ich rezerwację.
— Prawdę mówiąc nigdy na żadnej nie byłem. Umówiłem się raz z Cho w Hogsmeade, ale ona cały czas mówiła o Cedricu…
Severus wiedział do czego zmierza ta rozmowa i szybko podszedł do Harry’ego, całując go lekko.
— Więc musimy to nadrobić. Wyruszamy, jak tylko skończysz się ubierać.
Severus nie miał zbyt wiele cierpliwości, więc kilka minut później Harry wybiegł z domu, nakładając jednocześnie buty i próbując nadążyć za mężczyzną.
— Mógłbyś stawiać mniejsze kroki.
— Spóźnimy się.
— Jesteśmy czarodziejami. Wystarczy, że pstrykniemy palcami i będziemy na miejscu.
Severus przewrócił oczami i przyciągnął Harry’ego bliżej, aby móc się z nim aportować. Chwilę później znajdowali się na opustoszałej, londyńskiej uliczce.
— Ile mamy jeszcze czasu?
— Dziesięć minut — powiedział Severus po rzuceniu szybkiego Tempusa.
— Hmm, może o czymś zapomniałeś? Mamy jeszcze wystarczająco czasu, aby aportować się… jakiś tuzin razy, zanim będziemy mieli najmniejszą szansę się spóźnić.
— Wygląda na to, że twój sarkazm uległ poprawie.
— Uczę się od mistrza — odparł Harry, spoglądając w dół ulicy. — Jak daleko jest do tej restauracji?
— Tylko jedną przecznicę.
Severus poprowadził go na zatłoczoną ulicę Londynu. Harry rozglądał się, przyglądając mijanym osobom. Zauważył, że aury mugoli były nieco słabsze niż czarodziei i czarownic. Był w stanie rozróżnić jednych od drugich. Nawet bez skrzydeł czuł, że się wyróżnia, zwłaszcza biorąc pod uwagę kolor jego włosów. W tym momencie minął ich punk z pofarbowanym na różowo irokezem.
Chociaż z drugiej strony…
— Jesteśmy na miejscu.
Harry oderwał się od swoich myśli i zobaczył szyld bardzo podobny do tego, który wisiał nad Dziurawym Kotłem. Każdy przechodzący obok mugol widzi pewnie stary magazyn, ale dla nich był to…
Gusto?
— „Smak” z włoskiego.
Harry był trzymany za łokieć, kiedy przechodzili przez drzwi i znaleźli się w pomieszczeniu o zupełnie innej atmosferze. Rozbrzmiewała cicha muzyka, a delikatne światło dodawało wystrojowi smaczku. Severus uśmiechnął się krzywo, widząc jego zachwyt i odwrócił się do kierowniczki sali.
— Stolik dla dwojga na nazwisko Snape — oznajmił.
Młoda czarownica spojrzała na listę, a potem na nich. Jej oczy rozbłysły zrozumieniem, ale nie powiedziała ani słowa, uśmiechając się i gestem nakazując, aby poszli za nią.
Kolacja przebiegała w dość miłej atmosferze. Spoglądano na nich co jakiś czas, a zwłaszcza w momencie, gdy Harry rozwinął swoje skrzydła i dwoje kelnerów upuściło swoje tace.
Byli w połowie głównego dania, gdy Harry zobaczył błysk i poczuł gorąco buchającego flesza. Odwrócił się lekko i ujrzał jak elegancko ubrany mężczyzna wyprowadza kogoś z pomieszczenia. Był to prawdopodobnie kierownik sali.
— Będą czekać na zewnątrz. Lubią polować stadnie — powiedział, kiedy odwrócił się do stolika i spuścił wzrok na swój makaron. Chociaż był to pomysł mężczyzny, Harry nie miałby mu za złe, gdyby Severus chciał wymknąć się niepostrzeżenie.
— Więc pozwól im wejść do środka.
Harry spojrzał na mężczyznę, który przyglądał mu się znad swojej porcji kałamarnicy — próbował przekonać go do spróbowania, ale z miernych skutkiem — i w jego oczach zabłysnął ogień.
Tak.
Wpuśćmy ich do środka.
Harry uśmiechnął się i uniósł do ust porcję makaronu z pewnością siebie, która nie miała nic wspólnego z jedzeniem i której nie umniejszył fakt, że wyglądał nieco zabawnie, próbując wciągnąć do ust długie nitki. Zaczął żywo opowiadać o treningach i Severus potrząsnął głową, uśmiechając się pod nosem i słuchając paplającego towarzysza.
Kilka kieliszków wina, deser i parę rozmów później, zapłacili rachunek i opuścili restaurację. Harry miał rację, ponieważ kiedy tylko wyszli, otoczyli ich dziennikarze, robiąc zdjęcia i zadając pytania. Harry’ego ciekawiło czy nie martwią się o to, że wszystko mogą zobaczyć mugole. Czy paparazzi byli na tyle sprytni, aby używać zaklęć? Razem z Severusem przepychali się przez tłum, starając się z całych sił ich ignorować. Udało im się przejść pół ulicy, zanim mężczyzna odwrócił się i rzucił na dziennikarzy szybkie zaklęcie uciszające.
— Dosyć tego! — powiedział głosem, który wprawiał każdego ucznia Hogwartu — i najwidoczniej sporą część dziennikarzy — w drżenie i dziwną potrzebę zmienienia spodni. — Chcemy ten wieczór spędzić w przyjemny sposób i nie mam zamiaru tolerować takiego zachowania. Chcecie informacji? Świetnie. Jesteśmy towarzyszami, kochamy się i mieszkamy razem. Proszę, teraz zróbcie z tym co chcecie, a jeśli ktokolwiek z was będzie nas śledził, nie zawaham się użyć odpowiedniego zestawu przekleństw, który sprawi, że pożałujecie, iż kiedykolwiek poznaliście świat magii.
Mężczyzna skinął krótko głową i chwycił swojego towarzysza za rękę, zabierając go od grupy dziennikarzy. Błysnęło kilka fleszy, ale ludzie nie poszli za nimi. Harry odwrócił się po raz ostatni i zobaczył, że większość z nich boi się poruszyć choćby o cal w obawie, że Severus spełni swoją groźbę. Spojrzał na mężczyznę.
— Mój bohater.
Severus parsknął.
— Byłem Śmierciożercą. Powinni wiedzieć, że ze mną się nie zadziera.
Harry chwycił go za rękę, splatając ich palce.
— Powiedziałeś im, że się kochamy.
— Myliłem się? — zapytał Severus, spoglądając na niego.
— Nie. Tylko teraz już się mnie nie pozbędziesz.
— Mam taką nadzieję.
Razem szli w dół ulicy, trzymając się za ręce. Minęli tylko kilka osób; było już dość późno i ulice opustoszały. Kiedy doszli do dużego parku, usiedli na ławce przy stawie z kaczkami, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Co jakiś czas któryś z nich nachylał się i skradał krótki pocałunek, ale tylko wtedy, gdy mieli pewność, że nikogo nie ma w pobliżu. Może już się nie ukrywali, ale to nie znaczy, że Harry przestał być nieśmiały, a Severus stał się fanem publicznego okazywania uczuć.
Kiedy aportowali się przed domem, Harry doszedł do wniosku, że jeśli tak mają wyglądać wszystkie randki, muszą wychodzić zdecydowanie częściej.

O O O O

— Cóż — zaczęła Hermiona, odkładając Proroka — kiedy w końcu przestaliście się chować…
— Hej! To nie jest tak, że wychodzimy codziennie. Zdarzyło się to tylko dwa razy. Po prostu ciągle drukują te cholerne zdjęcia! — bronił się Harry. — I jeśli macie zamiar się tak zachowywać, zawsze mogę zawrócić!
— Och, nie! Nie wywiniesz się od tego. — Ron chwycił jego ramię i poprowadził w stronę stołu, który chociaż raz nie był zastawiony jedzeniem.
— Dlaczego tutaj jestem? To wy bierzecie ślub.
— Tak, ale jako drużba i druhna… — Ron zaczął się śmiać, ale uciszyło go mordercze spojrzenie Hermiony. Kiedy miała pewność, że narzeczony więcej jej nie przerwie, kontynuowała: — Twoja opinia również jest brana pod uwagę.
— Hermiona próbuje powiedzieć, że jesteś naszym najlepszym przyjacielem i chce cię zanudzić weselnymi sprawami.
— Słucham? Harry jest twoim drużbą. Powinieneś pytać go o rady.
— Jakie rady? Którą szatę mam nałożyć? Hmm, pomyślmy, czarną… czy czarną? Co o tym myślisz, Dzwonku?
— Niebiesko-fioletową.
— Uciszycie się w końcu?
— Tak, proszę pani!
— Uspokoiłaś już chłopców? — zapytała Molly, kiedy weszła do pokoju i zajęła miejsca obok Hermiony.
— Mamo? Też bierzesz w tym udział?
— Tak, Ronaldzie. Ślub jest za cztery miesiące, musimy wszystko zaplanować!
Kobiety wdały się w radosną dyskusję na temat listy gości i kolorów i Harry natychmiast poczuł się znudzony.
Na tym polega zajęcie druhny?
— Równie dobrze możemy się zdrzemnąć, Dzwonku. To nie skończy się tak szybko.
— A co jeśli zapytają nas o zdanie? — mruknął Harry, opierając na stole ramiona i układając na nich głowę.
— Rób to co zawsze, gdy Hermiona jest w takim nastroju: uśmiechaj się i kiwaj głową.
— To nie zawsze działało. — Harry powrócił do czasów szkolnych i gniewnych tyrad Hermiony, kiedy Ron przestawał słuchać jej wykładów.
Rudzielec wzruszył ramionami.
— Więc radź sobie sam. Słuchaj o kolorach, a ja poratuję się quidditchem. — Odwrócił głowę w stronę kobiet, ale Harry widział, jak jego oczy zachodzą mgłą, gdy myślami znajdował się nad boiskiem.
Harry starał się nadążyć za tokiem rozmowy, ale było to trudne zadanie. Kobiety dyskutowały tylko o kolorach i imionach. O to chodziło w ślubie? Kolory i goście? Harry zdecydował, że śluby są dziwnie. Nigdy na żadnym nie był — co nie było dziwne biorąc pod uwagę z kim mieszkał — ale udało mu się obejrzeć kilka zdjęć i programów w telewizji, kiedy wuja Vernona nie było w zasięgu wzroku.
— Więc co o tym myślisz, Harry?
Harry zamrugał i zdał sobie sprawę, że zadano mu pytanie, a on nie miał cholernego pojęcia, o co chodziło.
Uśmiechnąć się i kiwnąć głową czy powiedzieć prawdę?
Ciężki wybór.
— Wybacz Hermiono, chyba odpłynąłem na chwilę. Mogłabyś powtórzyć?
Prawda zwycięża.
Hermiona fuknęła, ale zrobiła, jak prosił.
— Pytałam, czy podoba ci się kombinacja szałwii i śliwki.
— Pewnie tak, ale co to za kolory?
— Och, na Merlina! Zieleń i fiolet.
Harry wyobraził sobie tę mieszankę. Wyglądała dobrze, ale…
— A co z niebieskim i pomarańczowym?
— Pomarańcz na ślubie? — zapytała Molly sceptycznie.
Harry wzruszył ramionami.
— To ulubiony kolor Ron, a poza tym to barwy waszych aur.
Kobiety przyglądały mu się przez następnych kilka minut i Harry zaczął odczuwać dyskomfort. Po co w ogóle otwierał usta? Powinien posłuchać Rona i pozwolić swoim myślom odpłynąć. Przeskakiwał wzrokiem pomiędzy przyjaciółką i przybraną matką. Obie miały ten sam wyraz twarzy, który go przerażał.
W końcu Hermiona spojrzała na Molly.
— Pomarańcz i niebieski.
— Chyba nam się uda.
— Mówicie poważnie?
— Tak. Nikt poza nami nie będzie wiedział o aurach, ale nie ma to znaczenia. Chcę te kolory. — Hermiona uśmiechnęła się. — A ty co o tym myślisz, Ron?
Pan młody, który myślami wciąż znajdował się na boisku, uśmiechnął się i skinął głową. Harry prawie pomyślał, że mu się udało.
— Ronaldzie? Słuchasz nas w ogóle?
Uśmiech i skinienie głowy.
— Bliźniacy stoją za tobą z jednym ze swoich lepkich wynalazków.
Kolejny uśmiech i kiwnięcie.
— Ronaldzie Biliusie Weasley! — warknęła Molly, sprowadzając Rona na ziemię. — To twój ślub! Musisz wiedzieć, co się dzieje!
— Przepraszam, mamo — wymamrotał Ron swoim najbardziej zażenowanym głosem.
— Nie przepraszaj mnie tylko swoją narzeczoną.
— Przepraszam, proszę pani.
— Och, cicho już.
Rozmowa znów kręciła się wokół ślubnych detali i Harry podejrzewał, że Ron wytrzymał pięć minut zanim powrócił do krainy marzeń. Teraz kobiety omawiały muzykę i jedzenie, które będzie serwowane.
Śluby były dziwne.

O O O O

Harry i Severus przedyskutowali pomysł wyjścia w Walentynki, ale szybko z niego zrezygnowali, dochodząc do wniosku, że wszędzie będzie pełno ludzi. Biorąc pod uwagę, że wychodzili już dwukrotnie — ku uciesze prasy — zadecydowali, że spędzą ten wieczór spokojnie. Ich druga randka odbyła się w kinie, co było pomysłem Harry’ego. Potter nigdy nie widział filmu na dużym ekranie i Severus z zaciekawieniem przyglądał się, gdy osiemnastolatek podskakiwał na ciekawszych momentach. Nie spotkali zbyt wielu dziennikarzy, ale jednemu czy dwóm udało się zrobić im zdjęcie, gdy wchodzili do domu. Ich wyjścia były głównym tematem już od dwóch tygodni. Po pierwszym artykule, który cytował wypowiedź Severusa o ich związku i groźbach skierowanych do dziennikarzy, spekulacje stały się codziennością. Od tego, który z nich nosi przysłowiowe spodnie, kto wykonuje obowiązki domowe i o co się kłócili.
Dzisiejszy dzień był jednak wyjątkowy!
I to dzięki… cóż, anonimowym listom wysłanym do redakcji Proroka i kilku innych gazet. Dotyczyły one tego, że media tracą tylko czas i powinny zająć się prawdziwymi wiadomości i zostawić parę w spokoju. Dzięki temu dzisiaj nie wydrukowano żadnego zdjęcia ani artykułu na ich temat.
Dumbledore był bohaterem.
I bliźniacy.
I Ron.
I Hermiona.
I Harry miał przeczucie, że kilka tych naprawdę paskudnych było autorstwa znanego mistrza eliksirów.
Uśmiechnął się i zamieszał zawartość rondla. Postanowił, że dzisiaj on coś ugotuje i mimo że to samo w sobie nie było niczym nowym, zdecydował się na jeden z trudniejszych przepisów, który zawierał jakieś osiem milionów instrukcji. Bez znaczenia. I tak wyjdzie wyśmienicie.
Miał nadzieję.
Czyżby pominął krok trzydziesty siódmy?
Nic dziwnego, że na początku przepisu napisano „najlepsze z użyciem magii”.
— Jak ci idzie, kuchmistrzu?
Harry zerknął przez ramią i zobaczył Severusa stojącego w drzwiach. Miał na sobie…
— Czy to moja koszulka?
— Nie. Myślisz, że jakiekolwiek twoje ubranie byłoby na mnie dobre? Wyglądałbym idiotycznie.
— Skąd to masz?
— Mam to od wielu lat. To zwykła, czarna koszulka, panie Potter. Nie widzę w niej nic dziwnego. Chyba że chciałeś z tego zrobić formalne spotkanie, wtedy będę musiał nalegać, abyś ty również się przebrał.
Harry uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, że ma na sobie jedną ze swoich ulubionych koszulek. Podarowali mu ją bliźniacy — miała czerwoną barwę Gryffindoru i napis: „Jestem Lwem. Usłysz mój ryk.” Na nią narzucony miał fartuch, który przewiązał w pasie, a jego skrzydła były rozwinięte. Nie wiedział o tym, ale wyglądał uroczo. Chciał coś powiedzieć, kiedy oślepił go błysk.
Co to było?
Brzmiało prawie jak… aparat fotograficzny.
Ale ich bariery ochronne nie pozwalały na robienie zdjęć z zewnątrz, czyli znaczyło to…
Harry spojrzał na Severusa, który wciąż stał drzwiach z dumnym uśmieszkiem na ustach. I aparatem w dłoniach.
— Powiedz, że właśnie nie zrobiłeś mi zdjęcia.
— Nie powiem.
Cóż, trzeba było się jakoś mu odwdzięczyć. Skoro nie miał aparatu, Harry postanowił wykorzystać najbliższą rzecz.
Mąkę.
Wykorzystując swój refleks szukającego, odwrócił się błyskawicznie i chwycił garść mąki, rzucając ją na starszego mężczyznę. Na szczęście blat kuchenny przy piekarniku znajdował się niedaleko drzwi.
Biały proszek trafił prosto w Severusa, który zakaszlał i prychnął.
— Zapłacisz za to — powiedział spokojnie, kiedy odłożył aparat na stół. Harry przełknął ciężko, widząc uśmieszek i morderczy błysk w oku towarzysza.
Uciekać!
Chwycił woreczek mąki i pobiegł do salonu, śledzony przez Severusa, który również chwycił jedną z torebek. Harry oczywiście dowiedział się o tym dopiero, gdy odwrócił się i został trafiony…
— Cukier puder?
Znowu został obsypany. Zaśmiał się i chwycił garść mąki, rzucając ją na ślepo i mając nadzieję, że trafił swojego towarzysza. Cóż, jego albo kanapę.
Wkrótce powietrze zgęstniało od fruwającego proszku i wszystko było nim pokryte. Harry z Severusem stali naprzeciwko siebie, szczerząc się szeroko. Obaj również byli pokryci białym proszkiem. Mężczyzna podszedł do niego i objął, głośno całując te różowe usta, które teraz pokryte były jasnymi smugami.
Odsunęli się od siebie po dłuższej chwili.
— Potrzebujemy jeszcze kilku składników i możemy robić za ciasteczka.
— W rzeczy samej. Coś się chyba pali.
Chwilę zajęło Harry’emu przyswojenie sensu zdania zanim w jego głowie zapaliło się ostrzegawcze światełko.
— Cholera! Obiad! — krzyknął, wyrywając się z objęć mężczyzny i biegnąc do kuchni, aby uratować kurczaka.
Severus zaśmiał się i powoli ruszył za nim. Patrzył, jak Harry gorączkowo ratuje palące się jedzenie. Wciąż był pokryty mąką i cukrem. Severus wziął do ręki aparat i niezauważony zrobił kolejne zdjęcie. Opuścił urządzenie, aby spojrzeć na swojego towarzysza, który właśnie odwrócił się w jego stronę z uśmiechem na ustach.
— Ha! Chyba mi się udało! — oznajmił, machając drewnianą łyżką. Zachichotał tryumfalnie i powrócił do przygotowywania posiłku, nucąc pod nosem i podskakując od nadmiaru energii.
W tym momencie Severus podjął decyzję.
Poprosi Harry’ego o rękę.
Nie wiedział jeszcze tylko jak to zrobi.
____________________
 
 
 
Alexandrine 



Order Merlina II klasy
Morderczy Demon


Wiek: 24
Dołączyła: 17 Paź 2009
Posty: 1135
Wysłany: 2012-07-17, 19:00   

Taaaaaaaaaaaaaaaak! Oświadcz się! Poproszę w najbardziej ślizgoński i snapeowaty sposób jaki znajdziesz, proooooooooooooooooszę <3 *wzdycha ochy i achy*


Cieszę się, że się pogodzili, że zamieszkali razem, że Severus chciał z nim wyjść, do czarodziejskiego społeczności. Uwielbiam jego groźby, po prostu kocham to. "Mała kulka energii" - określenie idealnie pasujące do Harrego ; )
Liścik Rona, tak samo, genialny ; )

Kurcze, nie wiem co mogę napisać, odzwyczaiłam się od pisania komentarzy. Genialny tekst z genialną tłumaczką ; * Uwielbiam Cię za tłumaczenie tego ; * Jeden z nielicznych (albo jedynych) tekstów +12 na który wyczekuję. Dziękuje ; *

To już 9 rozdział, jak ten czas szybko leci. Co ja będę czytać, na co wyczekiwać, jak to się skończy?

Alex
____________________



Kobiety z pigułek konstruują bomby.
 
 
 
Lilka
[Usunięty]



Wysłany: 2012-07-18, 12:04   

No Carrie, słonko. Postarałaś się i wrzuciłaś rozdział. I za to Ci cześć i chwała. Aczkolwiek rozdział wydał mi się stanowczo przesłodzony. Snape wrócił do Harry'ego. Niby jest nadal kanoniczny, złośliwy, wredny, a jednocześnie jest czuły, troskliwy i dba o swojego wróżka. A Harry? Jak zwykle dobrotliwy, mało domyślny. Opis bitwy na jedzenie był w sumie przedni. Bardzo zabawnie musiał wyglądać Sev w mące i tych wszystkich ingrediencjach kuchennych.
Ja tam widzę go w karmelu z wisienką na głowie i pełnym bitym śmietany :P
W sumie w tej scenie pokazałaś ich "człowieczeństwo" i wewnętrzne Dziecko, które siedzi w każdym z nas.
Kończ to dzieło i twórz następne, o Wielka!
 
 
carietta 



Order Merlina II klasy
puckurt is everything


Wiek: 26
Dołączyła: 19 Lip 2009
Posty: 1293
Skąd: Podlasie
Wysłany: 2012-07-20, 14:47   

Rozdział X — Pytanie i Odpowiedź


Severus wolałby układać cukierki dyrektora w kolejności alfabetycznej niż przebywać w tym miejscu.
Wolałby pozwolić Trelawney na wróżenie mu z ręki.
Wolałby pomóc Hagridowi nakarmić zwierzęta.
Do cholery, Severus wolałby zatańczyć kankana w czerwonej sukni i w towarzystwie piosenkarzy niż być w tym miejscu.
Na Grimmuald Place pod numerem 12.
Przed Syriuszem Blackiem i Remusem Lupinem.
Tak, kankan brzmiał zdecydowanie bardziej kusząco.
Wiedział, że nie musiał tego robić. Nie tylko ze względu na to, że w dzisiejszych czasach takie tradycje zostały zapomniane, nawet jeśli były poprawnym i odpowiedzialnym podejściem do sytuacji. Nie znaczyło to również, że swoją przyszłości powierzał psiemu animagusowi.
Uroczo.
Kiedy miesiąc temu po raz pierwszy zdecydował, że poprosi Harry’ego o rękę, w głębi serca zdawał sobie sprawę, że taki dzień nadzieje. Severus podchodził z szacunkiem do czarodziejskich tradycji. Najpierw musi poprosić o zgodę rodzinę Harry’ego, zanim uklęknie przed nim na jedno kolano.
Więc teraz siedział na zakurzonym krześle, popijając przeciętną herbatę i niezręcznie przeskakując wzrokiem pomiędzy swoimi dwoma szkolnymi rywalami. Chciał to wszystko załatwić już jakiś czas temu, ale zarówno wilkołak jak i pies wykonywali swoje misje i dopiero teraz znaleźli razem wolną chwilę. Zafiukał do Lupina, ponieważ rozmowa z nim była łatwiejsza i zaangażował to małe spotkanie. Lupin wydawał się być zaskoczony tym, że chce się z nimi spotkać bez towarzystwa Harry’ego, najprawdopodobniej przewidując tym samym kłótnię, ale teraz wpatrywał się w Severusa denerwującym wzrokiem, który mówił, że wilkołak dokładnie wie, o co chodzi.
Animagus po jego prawej wyglądał na zdezorientowanego jak zawsze. Zaskoczenie go będzie najlepszą częścią tego wszystkiego.
Prawie.
Kiedy ta dwójka była na misjach, był gotowy się z nimi zmierzyć. Teraz szukał każdej wymówki, aby to ominąć.
— Mój Boże, Black, czy w ogóle wiesz na czym polega sprzątanie? To miejsce wygląda równie okropnie jak za czasów zebrań Zakonu.
Wiedział, że to było słabe zagranie. Mężczyzna był tu trzymany jak jeniec po swojej ucieczce z Azkabanu. Severus sam nie chciałby tutaj mieszkać. Syriusz zarumienił się nieznacznie i otworzył usta, ale Lupin natychmiast położył mu dłoń na ramieniu, nie pozwalając dojść do słowa.
— Syriusz zostaje tutaj pomiędzy krótkimi przerwami podczas misji. Może powiesz nam co cię tutaj sprowadza, profesorze Snape?
— Tak. Oczywiście, ale… — Cholera, to było trudne — mówcie mi Severus.
Mężczyźni unieśli brwi, zaskoczeni. Nie tego się spodziewali. Do cholery, Severus sam się tego nie spodziewał, ale kiedy chcesz poprosić o rękę czyjegoś chrześniaka, być może powinniście mówić sobie po imieniu. Syriusz założył ręce na piersi, wpatrując się w niego podejrzliwie.
— Świetnie! Czego chcesz Smar… Au! — Na szczęście Remus wiedział, że położenie ręki na ramieniu to czasem za mało i uderzył Syriusza w tył głowy. — ŚWIETNIE! Czego chcesz, Severusie?
Moje imię jeszcze nigdy nie brzmiało tak obco w niczyich ustach.
— Przyszedłem, aby zgodnie z tradycją, poprosić was o rękę waszego syna chrzestnego.
No i proszę. Zrobione. Po miesiącu czekania i dwóch okropnych dniach przygotowywania się, po tym, kiedy już zaangażował spotkanie, wszystko było skończone. Lupin wyglądał tak, jakby dokładnie tego się spodziewał. Odchylił się na krześle, wyglądając na jedynie trochę zamyślonego.
Black wyglądał jakby przełknął garść jaj bahanek.
— CO TAKIEGO!? — wrzasnął, zrywając się na równe nogi.
Severus nie spuszczał z niego wzroku, starając się zachować spokój.
— Chcę poślubić Harry’ego. Przyszedłem prosić ciebie i wi… Lupina o wasze błogosławieństwo.
— Proszę, mów mi Remus.
— Lunatyku, nie możesz podchodzić do tego poważnie.
— Mogę i tak właśnie robię. Powiedz mi, Severusie, dlaczego chcesz poślubić Harry’ego.
— Dlaczego?
— Nie wierzę! — parsknął Syriusz i zaczął krążyć dookoła pokoju. Wywoływało to u Severusa duże poczucie dyskomfortu, ale prędzej ogoli sobie głowę niż pozwoli psu się o tym dowiedzieć. — Odpowiedź brzmi nie! Absolutnie nie! Nie pozwolę, żeby ten człowiek został częścią rodziny! Prędzej wypiję środki do czyszczenia niż będę tu siedział i tego słuchał. Ten facet…
Severus zaczynał się denerwować. Może i tego wymagała tradycja, ale nie zamierzał wysłuchiwać obelg. Harry’ego nie łączyły z tą dwójką żadne więzy krwi. Severus widział jego prawdziwą rodzinę, których nie obchodził los nastolatka.
— Kocham go.
Syriusz zatrzymał się gwałtownie, słysząc ciche wyznanie.
— Słucham?
— Kocham go. Chcę wziąć z nim ślub, ponieważ go kocham i chcę spędzić z nim resztę życia. Jesteśmy towarzyszami. To jedyne rozsądne wyjście.
— Powiedziałbyś wszystko, żeby tylko nas przekonać — oznajmił Black, podchodząc do mistrza eliksirów i patrząc mu w oczy.
— Możesz wierzyć w co chcesz, a ja mogę zaopatrzyć cię w najlepsze środki czyszczące, ale mówię prawdę. Jestem towarzyszem twojego chrześniaka. Kocham go i chcę przypieczętować nasz związek.
Syriusz przyglądał mu się przez moment, zanim odwrócił się w stronę Remusa.
— To nie jest Snape, Lunatyku! Nie istnieje cień szansy, że nietoperz wie cokolwiek o miłości! On nie potrafi kochać! Do tego potrzebne jest serce!
Severus miał powyżej uszu udawania spokoju. Wstał i spojrzał Blackowi w oczy.
— Zapewniam cię, psie, że mam serce! Twój cholerny chrześniak się o nie postarał!
— Ty…
Odpowiedź została ucięta, kiedy Remus podniósł się ze swojego miejsca i wyciągnął dłoń do Severusa.
— Masz moje błogosławieństwo.
— Co?
— CO?! Lunatyku…
— Zamknij się i zacznij myśleć, Łapo! Kilka miesięcy temu sam mówiłeś, że Harry musi walczyć o miłość. Jak myślisz, co się tutaj, do cholery, wyprawia? — Jego dłoń wciąż była wyciągnięta i Severus chwycił ją, potrząsając.
Kiedy opuścili ręce, Remus spojrzał wyzywająco na Syriusza. Widać było, że Black nie czuł się dobrze w tej całej sytuacji, zamykając i otwierając usta w ostatniej próbie znalezienia argumentów.
— Nie chcę twojej przyjaźni, Black. Chcę twojego błogosławieństwa na wspólne życie z Harrym. Na uszczęśliwienie go. — Koniec. Severus nie miał nic więcej do powiedzenia. Jeśli ten człowiek dalej będzie się sprzeciwiał, Snape wyjdzie i poślubi Harry’ego mimo wszystko.
Syriusz w końcu zamknął usta i zmierzył Snape’a wzrokiem. W końcu wydał z siebie zdesperowany dźwięk, który mógłby być połączeniem jęku i warknięcia. Zamrugał, próbując zmusić swoje ciało do reakcji, aż w końcu jego dłoń wystrzeliła w kierunku Severusa.
Snape przyglądał się mu, jakby to była najdziwniejsza reakcją, jaką kiedykolwiek widział. Biorąc pod uwagę całą sytuację, prawdopodobnie tak było.
— Tak jak powiedziałeś… Nie oznacza to, że jesteśmy przyjaciółmi, ale Harry jest z tobą szczęśliwy. Więc masz… moje błogosławieństwo. I… do cholery, mów mi Syriusz.
Severus powoli ujął wyciągniętą dłoń. Cała sytuacja była nieco dziwna.
— Dziękuję… Syriuszu. — Severus nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek wypowie te słowa. Nigdy. Nie wyobrażał sobie momentu, w którym mógłby wypowiedzieć imię animaga poprzedzone podziękowaniem. Gdyby kiedyś ktoś mu coś takiego powiedział… no cóż, na pewno wybuchnąłby śmiechem. I to bardzo głośnym. Nawet w miejscu publicznym.
Puścili swoje dłonie, jakby się oparzyli.
— Tak, no cóż. Dziękuję… Remusie i Syriuszu… za herbatę, ale muszę już wracać do szkoły na kolację.
— Oczywiście — powiedział Remus, prowadząc Severusa do kominka. Syriusz był krok za nimi, nie odzywając się.
Snape wziął garść proszku i wrzucił go w płomienie, zabarwiając je na zielono. Już chciał w nie wkroczyć i przenieść się do szkoły, kiedy zatrzymała go dłoń na ramieniu. Odwrócił się i spojrzał w twarz Lupina, który uśmiechał się krzywo, ale jego oczy wyrażały radość.
— Powodzenia!
Severus skinął głową i wszedł w płomienie, wykrzykując cel podróży.
Tak…
Zdecydowanie wolałby zatańczyć kankana.
Ale otrzymał potrzebne błogosławieństwo, a żadne skoki i kopnięcia by mu w tym nie pomogły.
Chyba.

O O O O

— Przypomnij mi, dlaczego tutaj jestem, Hermiono? — zapytał Harry, próbując rozluźnić mięśnie pleców. Od ponad godziny miał schowane skrzydła i nie wyglądało na to, żeby sytuacja miała w najbliższym czasie ulec zmianie.
— Ponieważ obowiązkiem druhny jest pomoc w wybraniu sukni ślubnej. Ślub już za dwa miesiące.
Przyjaciele przechadzali się po mugolskim butiku w Londynie. Hermiona przeglądała suknie, a Harry starał się ignorować posyłane mu przez innych spojrzenia. Kiedy weszli, sprzedawczyni zapytała go oschle czy jest panem młodym i wyglądała tak, jakby miała mu skręcić kark, gdyby tylko odpowiedział twierdząco. Hermiona odparła radośnie, że Harry jest jej druhną i teraz wszyscy spoglądali na niego dziwnie. Poprawił kołnierz, próbując zakryć czarne wzory. Usłyszał już kilka pochlebnych komentarzy o tym, jaki jest słodki i wyglądało na to, że wszyscy myśleli, że jest najlepszym przyjacielem-gejem. Nie, żeby nie była to prawda.
Hermiona zdecydowała, że założy mugolską suknię, podczas gdy Ron będzie ubrany w szatę. Jego matka nalegała na tradycyjny czarodziejski ubiór, co oznaczało… brak spodni. Ron o mało nie zemdlał i prawie zamordował Harry’ego, gdy ten skomentował, że oboje państwo młodzi będą ubrani w suknie. Sam Harry nie wiedział, co nałoży w wielki dzień. Pozostawił tę sprawę Hermionie.
— Co myślisz o tej? — zapytała Hermiona, wskazując suknię na jednym z manekinów.
— Szczerze?
— Tak.
— Jest biała.
— Harry!
— Hermiono! Jestem najmniej modną osobą jaką znasz. Wiem, że Ginny jest w szkole, ale nie sądzisz, że byłaby o wiele lepszym towarzyszem zakupów?
— Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Harry. Miałam nadzieję, że myślisz o mnie podobnie.
— Wiesz, że tak.
— I wychodzę za mąż za człowieka, którego uważasz za brata.
— Tak…
— Więc zapytam jeszcze raz: co sądzisz o tej sukni?
Harry westchnął i tym razem przyjrzał się uważniej.
— Jest ładna… ale ma za dużo pereł. Nie będą ci pasować.
Hermiona uśmiechnęła się lekko.
— W porządku, szukajmy dalej.
Trochę później mieli ramiona pełne sukien i sprzedawczyni, już nieco milsza, zaprowadziła ich do przymierzalni. Harry poczuł się jakby wkroczył do domu śmiechu. Po jednej stronie znajdowały się kabiny, gdzie można było się przebrać, a po drugiej stronie rząd luster. Bardzo, bardzo wielu luster. Było to nieco przerażające, ponieważ nikt nie potrzebował tylu luster. Kilka kobiet posłało mu podejrzliwe spojrzenia. Czy gdzieś znajdował się znak „Mężczyznom wstęp wzbroniony”, którego nie zauważył?
Powoli się wycofaj…, pomyślał i właśnie zaczynał to robić, kiedy poczuł nacisk na plecach i odwrócił się.
— Teraz nie ma już odwrotu, panie druhno — powiedziała sprzedawczyni.
Harry zastanowił się, ile jeszcze razy zostanie mu ta funkcja wypomniana, ale wspomnienie o tym widocznie rozluźniło towarzystwo.
Może powinienem nosić specjalną tabliczkę na szyi.
— Dobrze! — oznajmiła Hermiona z delikatnie udawanym podekscytowaniem, kiedy powiesiła suknie i popchnęła Harry’ego na jedno z krzeseł. — Zostań tutaj, a ja zacznę się przebierać. Masz być brutalnie szczery, rozumiesz?
— Brutalnie, jasne! Będę brutalnie brutalny — odparł Harry, siląc się na powagę.
— Świetnie. — Panna młoda odwróciła się i zniknęła w przebieralni.
Minęło kilka minut zanim odezwała się zza zamkniętych drzwi.
— Jak idą treningi?
Harry ucieszył się z tego małego rozproszenia myśli.
— Dosyć dobrze. Moody zmniejszył ilość niezapowiedzianych ataków, a z racji tego, że zbliżają się egzaminy, mam więcej korepetycji. Powiedział mi też na czym będzie polegał mój test końcowy.
— Tak? Kilka walk ze strasznymi istotami? A może będziesz musiał stawić czoła przeszkolonym aurorom?
— Nie, żadne z powyższych.
— Więc co będziesz musiał zrobić?
— Będę musiał poprowadzić lekcję.
Hermiona uchyliła drzwi i wystawiła głowę.
— Słucham?
— Każe mi poprowadzić lekcję z siódmym rokiem. Powiedział, że nastąpi to gdzieś w okolicach maja.
— Więc nie jest tak źle!
— Ha! Nie jest źle? Gdybym mógł to z chęcią wybrałbym Aurorów.
— Jaki wybierzesz temat?
— Nie mam cholernego pojęcia.
— Cóż, myślę, że poradzisz sobie świetnie! A teraz powiedz mi co sądzisz o tej sukni.
— Hmm… jaki był zamysł?
— Elegancko i tradycyjnie.
— Wyglądasz jak beza.
Hermiona obróciła się kilkakrotnie przed lustrem. Pierwsza suknia była morzem tiulu.
— Jest lekko bufiasta, nie sądzisz?
— Lekko?
— No dobrze, bardzo.
— Przymierz inne.
Hermiona wróciła do przymierzalni. Tym razem to Harry narzucił temat rozmowy.
— Jutro jest ostatni mecz Armat, prawda?
— Tak, przyjdziesz?
— Pewnie. Ron będzie grał?
Rudzielec dużo trenował, ale nie zagrał jeszcze w żadnym meczu.
— Tak. Ponieważ to ostatni mecz, mają zagrać wszyscy rezerwowi. Jeśli Ron ma wskoczyć na wyższą pozycję, chcą zobaczyć do czego jest zdolny na boisku.
— Na pewno pójdzie mu świetnie.
— Jeśli nie zwymiotuje w powietrzu. Co powiesz na tą?
Hermiona wyszła z kabiny i Harry zastanowił się, czy do ubrania tak dużej ilości materiału używała pomocy magii. Musiała. Harry wątpił, czy kobiety potrafiły się wcisnąć w te suknie same.
— Ronowi się spodoba.
Czarownica obróciła się i natychmiast zrozumiała, o czym mówi jej przyjaciel.
— Łał, to się nazywa obniżone plecy.
— Następna?
— Następna.
Wiele sukien później Hermiona w końcu znalazła tą perfekcyjną. Harry nie mógł być szczęśliwszy, ponieważ spędzili w sklepie ponad dwie godziny. Wiedział, że przyjaciółka była wybredna, ale to graniczyło z absurdem. Kiedy wyszli na zewnątrz, Harry poczuł się jak wolny człowiek. Skręcili w boczną alejkę, gdzie Hermiona zmniejszyła suknię i włożyła ją do torebki. Wtedy Harry popełnił błąd, pytając:
— Więc gdzie teraz?
— Teraz idziemy ubrać ciebie! — odpowiedziała wesoło Hermiona i chwyciła go za rękę, aportując się.

O O O O

Severus siedział przy biurku, oceniając prace. Koniec roku był dla niego zawsze czymś słodko-gorzkim. Z jednej strony cieszyła go wizja letniej ciszy i spokoju, ale miesiąc poprzedzający wakacje był pełen koszmarnego czytania i oceniania, co wprowadzało mężczyznę w okropny nastrój. W ostatnich tygodniach dwukrotnie pokłócił się z Harrym. Za każdym jednak razem czuł się szczerze winny i szybko przepraszał swojego towarzysza. Dla nich obu był to stresujący okres, ponieważ Harry zbliżał się końca treningu.
Właśnie w tym momencie zdawał swój ostatni egzamin — prowadził wykład na temat wampirów z siódmym rokiem. Ukryty żart sytuacyjny nie umknął Snape’owi i łapał się na myśleniu o tym, jak często Harry musiał porównywać go do wampira podczas własnej kariery szkolnej.
Kiedy Harry wspomniał o egzaminie po raz pierwszy, Severus pomyślał, że Moody jest dla niego zbyt pobłażliwy. Jednak im bliżej egzaminu, tym bardziej Harry się denerwował i Snape musiał zmienić zdanie. Nogi chłopaka trzęsły się niemal bez przerwy, nie potrafił zamilknąć i Severus przestał liczyć ile razy Harry najadł się atramentu. Snape zdał sobie sprawę, że Moody znalazł idealnie słaby punkt chłopaka. Harry był urodzonym wojownikiem i walka nie była dla niego żadnym problemem. Publiczne wystąpienie były czymś zupełnie innym. Harry nienawidził zwracać na siebie uwagi. Jako nauczyciel będzie w jej centrum, skupiając na sobie trzydzieścioro uczniów. Jeśli poradzi sobie z tym, da radę z całą resztą.
Z zamyślenia wyrwało go pukanie.
— Wejść! — krzyknął, wracając do oceniania. Przypuszczał, że jakiś uczeń przyszedł z pytaniem dotyczącym końcowych egzaminów. Jednak okazało się, że to…
— Severus, mój chłopcze!
Albus.
— Jak się dzisiaj miewasz? — zapytał dyrektor, siadając na krześle, które stało na przeciwko profesorskiego biurka. Było to trochę dziwne, ponieważ zazwyczaj to Severus znajdował się w tamtym miejscu.
— W porządku, Albusie. Co mogę dla ciebie zrobić?
— Czy nie mogę po prostu odwiedzić mojego ulubionego nauczyciela eliksirów?
Jedyny nauczyciel eliksirów w Hogwarcie uniósł wzrok i spojrzał w lśniące, niebieskie oczy.
— Nie, nie możesz. Nie, kiedy twoje oczy migoczą w ten sposób. Czego chcesz?
Starszy mężczyzna zaśmiał się.
— Jak się układają sprawy pomiędzy tobą a Harrym? — zapytał, a iskierki w jego oczach nabrały mocy.
— Świetnie, czemu pytasz?
— Bez powodu. Pomyślałem, że może jest coś, o czym chciałbyś mi powiedzieć, a co dotyczy waszej przyszłości.
Severus zmrużył oczy. Czy on wiedział? Nie, nie mógł. Powiedział o tym tylko psom, a pierścionek kupił kilka dni temu. Chyba że…
— W porządku, który kundel ci powiedział?
— Powiedział mi co, przyjacielu? — zaśmiał się Albus.
— Wiesz co. To, że chcę poślubić Harry’ego — wyszeptał Severus na wypadek, gdyby byli podsłuchiwani.
— Chcesz poprosić Harry’ego o rękę?! Gratulacje!
— Och, nie udawaj zaskoczonego, stary głupcze!
— Zapewniam cię, że nie udaję.
— Więc skąd…
— Wiedziałem, że coś się święci i miałem swoje podejrzenia, które właśnie potwierdziłeś.
Severus siedział oniemiały. Sam wszedł w zastawioną pułapkę. Albus zaśmiał się po raz kolejny, widząc minę młodszego mężczyzny.
— Zdecydowałeś już kiedy?
Severus potrząsnął głową.
— Cóż, powodzenia w takim razie — powiedział dyrektor, wstając i ruszając w stronę drzwi. — Jednak nie czekaj zbyt długo. Do widzenia, Severusie.
— Zaczekaj.
— Słucham?
— Jak ty to robisz?
Albus uśmiechnął się krzywo.
— Trzeba mieć zawsze szeroko otwarte oczy.
Po chwili już go nie było.
Mistrz eliksirów wpatrywał się przez chwilę w drzwi, a potem odłożył pióro i potarł twarz obiema dłońmi. Rozległo się pukanie.
— Czego znowu chcesz, starcze?
— Nie mogę uwierzyć, że masz czelność wypominać mi wiek, wujku Severusie.
Na dźwięk głosu uniósł szybko głowę i zobaczył w drzwiach swojego chrześniaka.
— Draco. Nie, żebym nie cieszył się z twojej wizyty, ale co tutaj robisz?
— Miałem chwilę wolnego czasu więc postanowiłem odwiedzić swojego ojca chrzestnego.
— Ty nie pracujesz, Draco. Wątpię, żebyś miał jakiś „czas wolny od pracy”.
— Nie znaczy to, że nie jestem zajętym człowiekiem — odparł blondyn z wyższością.
— Oczywiście. Wybacz mi, proszę. Teraz powiedz mi, po co przyszedłeś? — zapytał. Zawsze był z chrześniakiem blisko, ale chłopak nie był znany ze składania wizyt.
Draco przeszedł przez pokój i usiadł na tym samym krześle, na którym jeszcze przed chwilą znajdował się Albus.
— Więc… zamierzasz oświadczyć się Potterowi?
Chwila. Co?
— Co?
— Oświadczyć się? Związać się węzłem małżeńskim? Przyczepić sobie kulę u nogi? Pasuje tutaj wiele tandetnych eufemizmów, które powstały na przestrzeni lat.
Albus i jego przeczucia to jedno, ale wiedza Draco to co innego.
— Skąd…
— Jesteś moim dłużnikiem. Któregoś dnia byłem na Pokątnej i widziałem jak wychodzisz ze sklepu jubilerskiego. Nierozważnie, wujku Severusie. Wszedłem tam chwilę później, żeby usłyszeć o wszystkim od sprzedawcy.
Oczy Snape’a rozszerzyły się. Zapomniał o tym. Wszedł do sklepu czarodzieja i kupił pierścionek. Był tak zaabsorbowany wybraniem odpowiedniego, że zupełnie zapomniał o tym, że sprzedawca natychmiast powiadomi o wszystkim prasę.
— Nie ma strachu. Wszystkim się zająłem.
— Naprawdę?
— Tak. Upewniłem się, że nikomu nie pisnął słówkiem i wymazałem mu pamięć z ostatnich kilku godzin. Uważam, że powinienem dostać za to nagrodę, chociaż martwi mnie to, że mnie nie rozpoznał. Jestem w końcu Malfoyem.
— Jestem nieco zdziwiony, że w ogóle mi pomogłeś.
Może bardziej niż nieco. Zdziwienie graniczyło z całkowitym niedowierzaniem.
Blondyn odchylił się na krześle.
— Muszę przyznać, że zaskoczył mnie fakt, iż ty i wróżek jesteście towarzyszami. Nieco dziwnie i niespotykanie. Jednak muszę chłopakowi pogratulować. Byłem pewien, że prędzej mugol obejmie stanowisko Ministra Magii niż ty publicznie przyznasz się, że jesteś zakochany.
— Nie wyjaśnia to powodu twojej pomocy. Zwłaszcza, że nie ma tu dla ciebie żadnej korzyści.
W odpowiedzi Severus otrzymał jedynie wzruszenie ramion. Po kilku minutach milczenia Draco znów się odezwał.
— Może po prostu jestem miłą osobą. Pomyślałeś o tym? — Spojrzał na swojego ojca chrzestnego, który nie potrafił ukryć sceptycyzmu. — Najwyraźniej nie. Posłuchaj. — Nachylił się na krześle. — Tak jak wspomniałem wcześniej, nigdy nie wpadłem na to, że kiedykolwiek przyznasz się do odczuwania czegoś takiego jak miłość, a zrobiłeś to i na dodatek przed tłumem obcych ludzi. Nigdy nie byłeś szczęśliwy. Może kiedy komuś groziłeś, ale to i tak nie było prawdziwe szczęście. Nawet teraz, kiedy się krzywisz, nie ma w twoich oczach złości. Dziwnie się na ciebie patrzy z uśmiechem w oczach. To jedna z tych rzeczy, które przyprawiają mnie o dreszcze.
Severus spojrzał na Draco z nieco innej perspektywy.
— To całkiem dorosłe spostrzeżenia.
Malfoy uśmiechnął się krzywo.
— Miło, że w końcu zauważyłeś. Niestety muszę już iść. Wpadłem tylko powiedzieć, że jesteś moim dłużnikiem. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale upomnę się o spłatę. — Draco wstał i ruszył w stronę drzwi. Severus ruszył za nim, ale nie mógł się powstrzymać od pytania:
Dlaczego tutaj jesteś, Draco?
— Czy nie podałem ci już powodu?
— Draco…
— Nowa nauczycielka magicznej muzyki, panna….
— Chedonét?
— Tak. To kobieta dobrego pochodzenia i kultury. Jestem w trakcie zalotów.
— Jest od ciebie pięć lat starsza.
— Wiek to tylko liczby.
— W takim razie przyda ci się twój urok wili.
— Jestem urażony tym, iż uważasz, że nie potrafię zdobyć kobiety w naturalny sposób. Zażywam swój eliksir — powiedział Draco zranionym tonem, unosząc dłoń do piersi. Blondyn rzadko kiedy pozwalał sobie na takie swobodne zachowanie, ale Severus był jedyną osobą, z którą mógł o wszystkim porozmawiać. Dodatkowo, uwielbiał go drażnić.
— Mówisz poważnie?
— Nic na to nie poradzę: ludzie robią dziwne rzeczy dla miłości.
— Ty nie jesteś zakochany.
— Jeszcze nie. Dobranoc, wujku Severusie.
Starszy mężczyzna potrząsnął głową.
— Dobranoc, Draco.
— Och, i postaraj się nie zrobić z siebie kretyna, kiedy już go o to zapytasz. W końcu jesteś powiązany z Mafloyami. Ciekawe, czy po wszystkim będę musiał zacząć nazywać wróżka wujkiem.
— Wyjdź, Draco.
— Cóż za okropne maniery.
Kiedy chłopak zniknął, Snape wrócił do biurka i przyjrzał się pracom. Nie miał ochoty na ich ocenianie, ale podniósł pióro oraz jeden z pergaminów, starając się wrócić do odpowiedniego nastroju i oparł się o biurko. Właśnie znów zaczynał pisać, kiedy drzwi otworzyły się hukiem. Już miał zrugać intruza, bo naprawdę miał dosyć tych wszystkich niezapowiedzianych wizyt, ale kiedy podniósł wzrok, zobaczył parę zielonych oczu, które były bardzo, bardzo blisko.
I zbliżały się z każdą sekundą.
BUM!
— CZY ZAWSZE MUSISZ MNIE PRZEWRACAĆ?
— JESTEM MISTRZEM!
Hej, chwila moment. Severus zamrugał ze swojego miejsca na podłodze.
— Już otrzymałeś wyniki?
— No tak. To znaczy, profesor Moody musi zgłosić to do Ministerstwa, ale powiedział, że zdałem i jestem mistrzem Obrony! — oznajmił Harry radośnie, leżąc na Severusie.
— Cóż, w takim razie musze ci pogratulować.
Mistrz eliksirów przyciągnął go do pocałunku, a kiedy kilka chwil później sytuacja zaczęła być nieco intensywniejsza, wyciągnął różdżkę i zamknął porządnie drzwi.
Teraz nikt im nie przeszkodzi, do cholery.

O O O O

— Proszę, Dzwonku, jesteś moim drużbą! Powinieneś zajmować się takimi rzeczami!
— Nie sadzę, żeby zabicie cię było jednym z obowiązków drużby, Ron.
— Ale chcę, żebyś to zrobił! Spójrz co mam na sobie. To byłoby morderstwo z litości — powiedział rudzielec smutno, obracając się i przyglądając swojemu odbiciu w lustrze. Dzisiaj był wielki dzień. Ślub. I Ron się denerwował. Od dwóch godzin błagał Harry’ego, aby go po prostu zabił.
— Nie jest tak źle.
— Nie jest źle? Mam na sobie sukienkę!
— Nie sukienkę tylko tradycyjną szatę czarodziejów. Duża różnica.
— Żadna różnica! Pomiędzy nogami mam przeciąg, którego nie powinienem czuć!
Harry nie potrafił powstrzymać chichotu, ale natychmiast spoważniał widząc mordercze spojrzenie przyjaciela. Odkaszlnął i spróbował nieco załagodzić całą sytuację.
— Przecież nikt tego nie widzi i masz je zakryte. To nowe i modne szaty… a przynajmniej tak twierdzi Hermiona, więc nie masz co się martwić.
— Łatwo ci mówić! Ty masz na sobie coś przynajmniej w połowie normalnego!
Harry przewrócił oczami, chociaż w duszy podobał mu się strój. Hermiona zdecydowała, że powinni uszanować swoje pochodzenie. Skoro była mugolakiem — wybrała mugolską suknię. Ron, jako czarodziej czystej krwi, miał tradycyjny strój czarodziei. Więc dziewczyna uznała, że Harry powinien być połączeniem obu stylów.
Udało mu się znaleźć czarodziejską szatę, która nie zakrywała całych nóg, ale była ucięta z przodu i nieco wydłużona z tyłu, co dawało efekt fraku. Do tego eleganckie, mugolskie spodnie, biała koszula i krawat. Wydawało mu się, że wygląda to świetnie, dodając do efektu pokrywające jego kark wzory. Cieszył go również fakt, że gdyby było mu zbyt gorąco, może zdjąć wierzchnią szatę. Przywilej, na który nie mógł pozwolić sobie pan młody.
Obaj chłopcy mieli też przyczepione do klap pomarańczowe lilie. Harry, ponieważ spełniał dwie funkcje, miał obok lilii niebieską ostróżkę. Hermiona zdecydowała, że skoro kwiaty miały pasować do ich aur, logiczne było, że jej bukiet miał składać się z niebieskich, a Rona z pomarańczowych dodatków. Ronowi się to nawet podobało, a jasny pomarańcz przy jego klapie wydawał się nawet jaśniejszy w połączeniu z jego włosami. Lilie i wszystkie rodzaje niebieskich kwiatów znajdowały się w wazach na dole Nory oraz w każdej wazie stojącej na stołach. Były to jedyne kolory, ponieważ reszta dekoracji była biała.
— Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę…
— Wiedziałeś, że ten dzień nadejdzie, już kiedy się jej oświadczałeś.
— No tak, ale nie zdawałem sobie sprawy, że będzie tyle ludzi.
— Większość z nich to twoja rodzina.
— Nie znaczy to, że ich wszystkich znam. Moja rodzina jest ogromna i czasem mam wrażenie, że jestem spokrewniony ze wszystkimi czarodziejami. Zaraz chyba zwymiotuję.
— O nie! Nie masz powodu, żeby się denerwować! Byłeś w stanie zagrać przed tysiącami ludzi w zeszłym tygodniu. Gdzie twoja odwaga?
— Na miotle czuję się nieco pewniej.
Harry nie odpowiedział, ale nawet wolno kojarzący Ron, wiedział o czym myśli.
— No dobrze, więc na miotle też się denerwuję, ale to jest poważne! Chodzi o moje życie!
— O quidditchu też tak mówiłeś.
— Hermiona jest ważniejsza od gry. Chcę, żeby ten dzień był idealny.
Harry uśmiechnął się i poklepał go po plecach.
— I właśnie dlatego sobie poradzisz!

O O O O

Ron stanął na przedzie alei, która znajdowała się na tyłach ogrodu Nory. Zajęło im to wiele czasu, ale w końcu udało się odgnomić i wypielić całe miejsce. Wszędzie były rozstawione kwiaty, wypełniając powietrze przyjemnym zapachem. Pan młody wiercił się nieco nerwowo, ale wyglądał już zdecydowanie spokojniej. Wpatrywał się w dół alei, którędy za chwilę miała iść jego przyszła małżonka. Zaczęła grać muzyka i Ron zobaczył czarną czuprynę.
Harry czuł się nieco głupio idąc przed Hermioną, ale skoro pełnił dwie funkcje, ustalono, że przejdzie aleję razem z przyjaciółką, ale resztę ceremonii będzie stał przy Ronie. Szedł powoli, trzymając ręce za plecami tak jak pokazała mu Molly. Jego skrzydła były na wierzchu, ale trzymał je złożone na plecach, nie chcąc zwracać uwagi. Uśmiechnął się do przyjaciela, który trząsł się lekko i stanął tuż przy nim.
Jeśli trzęsiesz się teraz, poczekaj, aż zobaczysz pannę młodą pomyślał Harry radośnie, upewniając się po raz setny, że ma w kieszeni pierścionki.
W końcu na wzgórzu pojawiła się panna młoda prowadzona przez jej ojca…
I Harry usłyszał, że Ron przestał oddychać.
Suknia, która wybrała Hermiona była olśniewająca. Była w kolorze kości słoniowej, obszyta koronką i przewiązana w pasie z nieco pełniejszym i poszerzanym dołem. Jej włosy były uczesane w luźny kok z kilkoma pasemkami otulającymi twarz. Za prawym uchem miała wetkniętą ostróżkę, która występowała również w jej bukiecie wraz z niebieskimi orchideami i hortensją.
Szła powoli, uśmiechając się cały czas. Harry zerknął na przyjaciela, a na jego twarzy również zobaczył ogromny uśmiech. Oczy Rona błyszczały z podziwu.
Tak, poradzą sobie świetnie.
Muzyka ucichła, kiedy panna młoda i ojciec dotarli do końca alei. Hermiona wyglądała jakby miała pęknąć z podekscytowania i Harry pomyślał, że po raz pierwszy to nie on jest najbardziej pobudzony w tym towarzystwie.
— Gotowy? — zapytała cicho. To przywróciło Rona do rzeczywistości i spojrzał na swoją przyszłą małżonkę.
— Jak nigdy w życiu — wyszeptał.
Razem odwrócili się do uśmiechającego się ciepło człowieka, który miał udzielić im ślubu.
— Drodzy zebrani…

O O O O

Severus, lekko znudzony, rozejrzał się po zebranych na weselu gościach.
No dobra, bardzo znudzony.
Słyszał wymianę przysiąg i pierścionków, ale nie pamiętał większych szczegółów. Natomiast udało mu się zapamiętać emocje na twarzy Harry’ego. Jego strój widział już wcześniej, ale nigdy na nim i musiał przyznać, że było mu w nim zdecydowanie do twarzy.
A szczęście, które błyszczało w jego oczach przekonało Severusa do jednej rzeczy.
Zrobi to dzisiaj.
Powoli wsunął dłoń do kieszeni, upewniając się, że pudełko z pierścionkiem wciąż tam jest.
Nie wiedział co go opętało, ale nosił je wszędzie ze sobą od zeszłego miesiąca. Rozejrzał się w poszukiwaniu młodszego towarzysza.
Harry znajdował się przy nowożeńcach, witając wszystkich gości. Severus spokojnie czekał, aż Harry znajdzie dla niego wolną chwilę. Chłopak był cały w skowronkach i przez cały czas otaczała go masa ludzi. Severus zdusił w sobie ukłucie zazdrości, wiedząc, że to z nim Harry wróci później do domu. Poza tym, odkąd wszyscy wiedzieli, że są towarzyszami, nikt nie odważył się go zaczepiać.
Mądrze, pomyślał Severus. Bo pewnie bym ich zamordował/
W końcu nadeszła pora pierwszego tańca i pokrojenia tortu. Kiedy wszyscy jedli, Harry do niego podszedł.
— Dobrze się bawisz?
— Tak dobrze, jak można się bawić w morzu rudzielców — odparł sucho Snape, przyglądając się jak dwóch kuzynów Rona obrzuca się ciastem. Zerknął w bok, gdzie Fred i George robili dokładnie to samo.
— Och, wiem, że ich lubisz. Nie chcesz się przyznać, bo to zniszczy ci reputację.
— Skoro tak twierdzisz.
Harry zamruczał radośnie, obserwując wszystkich.
— Słyszałem, że to ty zaproponowałeś dobór kolorów.
— Pasują do ich aur.
— Ach, a tak z ciekawości…
— Wszystko wygląda jak kalejdoskop mieszających się kolorów — przerwał mu z Harry, odwracając się do Severus. — Wystarczająco naukowo? — zapytał z uśmieszkiem.
— Mogę z tym żyć.
— To dobrze.
Razem obserwowali gości, podczas gdy Harry jadł swój tort, a Severus popijał szampana. Co jakiś czas chłopak uśmiechał się i machał do kogoś, a mężczyzna krzywił się i piorunował wzrokiem. Więcej niż raz udało mu się skrzyżować wzrok z Albusem i ostatnim razem mężczyzna miał czelności do niego mrugnąć i unieść oba kciuki. Severus rozejrzał się czy nikt tego nie widział i upewnił się, że Harry był zajęty rozmową z przyjaciółką, zanim posłał dyrektorowi mordercze spojrzenie. Albus zaśmiał się i wrócił do konwersowania z Hagridem i McGonagall.
Draco — który został zaproszony przez Hermionę, jeśli można to osądzać po minie młodego Weasley’a — również napotkał jego spojrzenie i posłał mu krzywy i pewny siebie uśmieszek. Severus nie wiedział, czy powodem było to, że chrześniak widział w jaki sposób spoglądał na Harry’ego, czy fakt, że jego partnerką była panna Chedonét. Znając Draco, była to kombinacja obu sytuacji.
Jakiś czas później Harry odsunął się od niego, żeby stanąć przy dwójce przyjaciół. Uniósł różdżkę, a po sali rozległo się dzwonienie. Wszyscy ucichli, skupiając na nim uwagę.
— Cóż jako drużba i druhna w jednym, moim obowiązkiem jest wzniesienie toastu. Nie jestem dobry w publicznych przemowach, więc będzie to szybkie. Ronie, Hermiono. Jesteście moją prawdziwą rodziną. Razem się wychowaliśmy i latami przyglądałem się, jak tańczycie wokół siebie, aż w końcu zrozumieliście to, co wszyscy wiedzieli od początku. Jesteście dla siebie stworzeni. Widzę, jak bardzo jesteście szczęśliwi i wiem, że to szczęście będzie wam towarzyszyć do końca życia. Za młodą parę! — zakończył, unosząc kieliszek. Goście podziękowali mu oklaskami i wypili wzniesiony toast.
Harry wrócił do Severusa.
— Strasznie się cieszę, że mam tylko dwójkę przyjaciół, którzy wzięli ze sobą ślub. Nienawidzę przemawiać.
— Byłeś świetny — zapewnił go Severus i zanim zdążył pomyśleć nad tym co robi, nachylił się i pocałował go lekko w usta. Kiedy się wyprostował, zobaczył na twarzy Harry’ego rumieniec.
— Musiałeś zbyt dużo wypić, jeśli całujesz mnie publicznie — wymamrotał, pociągając łyk własnego szampana i starając się zwalczyć zaczerwienienie na policzkach.
Musimy nad tym popracować, bo inaczej ceremonia będzie nieco niezręczna pomyślał Severus, milcząc i obserwując towarzysza oraz resztę gości.
Dużo później ceremonia dobiegała powoli do końca. Ron i Hermiona zostali wysłani do Londynu, aby spędzić tam noc, ponieważ następnego ranka wybierali się świstoklikiem do Europy zachodniej, gdzie przez dwa tygodnie będą świętować swój miesiąc miodowy. Był to prezent od rodziców Hermiony, co okazało się prawdziwą niespodzianką.
Harry i Severus aportowali się do domu, kiedy upewnili się, że Molly nie potrzebuje pomocy przy sprzątaniu. Kobieta praktycznie ich przegoniła, dając im wcześniej jedną z ładnych ozdób, które stały na wszystkich stołach.
— Co za uroczy wieczór — powiedział Harry. Podwórko oświetliło się automatycznie i wszedł do środka, przechodząc przez salon do kuchni, gdzie postawił ozdobę na własnym stole. Wrócił do salonu i dopiero wtedy zorientował się, że jest sam.
Dziwne.
Wyjrzał przez drzwi wejściowe i zobaczył, że Severus stoi na zewnątrz…
Spoglądając w niebo.
Ciekawe jak dużo dzisiaj wypił pomyślał, idąc powoli w stronę towarzysza.
Był to przyjemny, letni wieczór. Niebo wciąż miało nieco granatowy kolor, a wkoło latało kilka świetlików, kolorując scenerię jasnymi punkcikami.
Harry również spojrzał w górę, ale nie zobaczył niczego specjalnego. Widać było dopiero zarys księżyca i tylko kilka gwiazd. Był to całkiem ładny widok, ale…
— Severusie? — zapytał Harry, odwracając wzrok od nieba i spoglądając na starszego mężczyznę. Przyglądał mu się dłuższą chwilę, patrząc jak lekki wiatr bawi się jego czarnymi włosami, aż w końcu Severus odezwał się:
— Los nigdy nie był dla mnie łaskawy.
Świetnie… ale dokąd to zmierza? pomyślał, ale nie odezwał się, mając nadzieję, że Severus rozwinie myśl.
— Na początku wierzyłem, że los jest okrutny, albo w ogóle nie istnieje. Stałem się cynikiem i pogardzałem możliwościami życia. W końcu i tak nie miałem z niego nic wartościowego, co później nie zostało mi okrutnie wyrwane. Uważałem, że rutyna i izolacja uchroni mnie przed przeznaczeniem. Każdego kto próbował to zakłócić uważałem za wroga, ale wtedy… — Severus w końcu spuścił wzrok i spojrzał mu w oczy. — Ale wtedy los nas połączył. I mogłem to przeklinać w przeszłości, ale nigdy nie wyprę się tego, że jesteś najlepszą osobą, którą ten cholery los mi podarował. Dzięki tobie znowu jestem człowiekiem. Zachowuję się głupio i dziecinnie; czuję się jakbym znowu miał osiemnaście lat, a nie wielkimi krokami zbliżał się do czterdziestki. I najdziwniejsze w tym jest to, że podoba mi się to. Bardzo. W zasadzie wydaję mi się, że to kocham. Kocham te wszystkie dziwne sytuacje, które pojawiły się w moim życiu z twojego powodu. Twoje życie jest tak przepięknie dziwne, że wydaje się całkowicie logiczne. Prawie jak dzieło współczesnej sztuki. Szalone pociągnięcia pędzla, które tworzą trudną do wytłumaczenia całość, ale wciąż zapierają dech w piersiach. Kocham cię. Chcę spędzić z tobą resztę życia. Chcę trwać z tobą w tej perfekcyjnej dziwaczności i ogłosić to całemu światu.
Severus sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe pudełko. Otworzył je powoli i wyjął ze środka srebrny pierścionek ozdobiony tym samym wzorem, który pokrywał skrzydła i ciało Harry’ego. Zbliżył się do towarzysza i pokazał mu pierścionek.
— Wyjdziesz za mnie?
Harry spojrzał na pierścionek. Poczuł się jak gdyby wskoczył do myślodsiewni, bo wspomnienia z ostatnich dwóch lat jego życia wirowały szaleńczo. Otrzymanie spadku. Odkrycie, że Severus jest jego towarzyszem. Poznanie mężczyzny. Pierwszy pocałunek. Pierwsza kłótnia. Ich pierwszy raz w łóżku. Wyznanie miłości Severusa. Harry poczuł się przytłoczony ilością i intensywnością emocji. Wrażenie graniczyło niemal z bólem.
Zbyt długo się zastanawia pomyślał Severus, wpatrując się w Harry’ego, który nie odrywał wzroku od pierścionka. Czyżbym się pomylił, myśląc, że Harry chce podjąć tak poważny krok? Starał się odpędzić uczucie zdenerwowania, ale w końcu nie wytrzymał, pytając:
— Harry?
— Tak.
— Wszystko w porządku?
— Tak.
— Chcesz wejść do środka?
— Tak.
Severus westchnął. Może to było za dużo dla Harry’ego. Gdyby wszystko rozegrało się w środku, Harry miałby szansę lepiej zebrać myśli. Chciał już ruszyć, kiedy zobaczył, że jego towarzysz wpatruje się w niego załzawionymi oczami.
— Harry?
— Tak.
— Co się stało?
— Tak.
— Nie tego…
Zamilkł, kiedy Harry stanął na palcach i pocałował go, długo i mocno. Gdy się odsunął ich oddechy były przyśpieszone.
— Moje odpowiedź — wyszeptał Harry, uśmiechając się. Jego skrzydła trzepotały tak szybko, że niemal unosiły go w górę. Wziął głęboki oddech. — Tak. Tak, wyjdę za ciebie.
Serce Severusa zabiło mocniej w piersi, kiedy słowa odbiły się echem w jego umyśle. Poczuł, że sam się uśmiecha, wsuwając pierścionek na palec młodszego towarzysza. Spojrzał Harry’emu w oczy, który wciąż wyglądał jakby miał się rozpłakać, a potem otoczył go ramionami, żeby znów mocno go pocałować.
I to więcej niż jeden raz.


Epilog — Łączniki

Witajcie.
Znów jesteśmy w tym samym miejscu.
Na końcu naszej opowieści.
Ale jak należy zakończyć sequel?
Zazwyczaj w sequelach bohaterowie stawiają czoła wyzwaniom. Trudnościom. Jest to moment, w którym bierzesz do ręki kulę ze śniegiem, potrząsasz nią i obserwujesz zamieć. To czas budowania charakteru… niezależnie czy dany charakter tego chce, czy nie.
Podczas opisywania wydarzeń, do pomocy użyłam znanych zabiegów literackich. Rozpoczęcie z wielkim hukiem; życie nie zawsze jest szczęśliwe i każdy ma jakieś problemy od czasu do czasu. Dlatego właśnie tak bardzo kochamy książki. Nie tylko zawierają w sobie nasze własne doświadczenia, myśli i marzenia, ale także inspirują nas do ich spełniania, używając do tego słowa pisanego.
I dlatego potrafię tę historię zakończyć tylko w jeden sposób.

O O O O

— To niedorzeczne.
— Zgadzam się. Teraz nie ruszaj się.
— Gdzie ty się tego nauczyłeś, tak w ogóle?
— Od Hermiony.
— Dlaczego, jeśli mogę spytać, pani Granger-Weasley cię tego nauczyła?
— Ponieważ niewygodnie jej było samej zaplatać sobie włosy, a Ron w życiu by tego nie zrobił.
Siedzieli na łóżku w ich pokoju, gdzie Harry próbował zapleść warkocz z długich do ramion włosów Severusa. Jego skrzydła były rozłożone, trzepotały wesoło i miały bardzo żywy kolor zieleni. Mistrz eliksirów cieszył się, że wokół nie było nikogo, kto mógłby być świadkiem takiego upokorzenia. Co by powiedzieli, gdyby zobaczyli okropnego nauczyciela, pozwalającemu swojemu wróżkowemu narzeczonemu i najnowszemu członkowi kadry nauczycielskiej w jednym zaplatać sobie włosy?
— Nie rozumiem dlaczego muszę to robić — powiedział Severus. Harry uśmiechnął się, słysząc słabo zamaskowane rozdrażnienie w jego głosie.
— Ponieważ Molly nalegała, żebyś je uczesał i chce zobaczyć, jak wyglądasz w warkoczu. Będziesz musiał to znosić tylko kilka minut w Norze, a potem znów je rozpuścisz.
— Dobrze. Wyglądam jak cholerny Lucjusz.
— Och, tak. Kropla w kroplę — odparł Harry. Severus tego nie widział, ale czuł, że jego towarzysz przewraca oczami.
— Mówię całkowicie poważnie!
— Możemy je zawsze ściąć.
— Dla twojego dobra uznam, że nigdy tego nie powiedziałeś.
Harry w ciszy czesał Severusa, próbując doprowadzić warkocz do perfekcji. Hermiona jest doskonałą nauczycielką i pamiętał podstawowe zasady, ale robił to tak dawno temu, że pierwsze efekty nie były zbyt imponujące i cieszył się, że Severus ich nie widział. Inaczej mógłby go zabić. Właściwie miło było bawić się włosami mężczyzny. Przeczesywał je palcami, pociągał za nie co kilka chwil, ale większość czasu spędził po prostu ich dotykając.
— Nie mam zamiaru tego zrobić.
Severus odczekał kilka chwil.
— Wiem, że często rzucasz luźne uwagi, Harry, ale akurat tę musisz rozwinąć.
— Połączyć nasze imiona. No wiesz, jako Potter-Snape.
— Och?
— Nienawidzę łączników. Towarzyszą mi od jedenastego roku życia i nie mam zamiaru dodać kolejnego.
— Więc pozostaniesz przy swoim nazwisku — odparł Severus neutralnie, chociaż tak naprawdę nie podobał mu się pomysł, że Harry nie chce przyjąć jego nazwiska.
— Nie…
— Więc w takim razie co zrobisz? — zapytał Snape już zirytowany, odwracając się w stronę Harry’ego.
Który uśmiechnął się psotnie i pocałował go.
— Hogwart będzie musiał się przyzwyczaić do posiadania dwóch profesorów Snape’ów.
Kąciki ust Severusa uniosły się.
— A jak nas odróżnią?
— To proste. Jeden będzie znany jako “Zły” Snape, a drugi jako “Dobry” Snape. — Harry chwycił ramiona mężczyzny, odwracając go do siebie tyłem i znów zaczął zaplatać warkocz.
— Dlaczego o tym nie pomyślałem? — zapytał sucho Severus, czując, że Harry zawiązuje wstążkę. To było już siódme lub ósme podejście. Miał nadzieję, że tym razem chłopak będzie zadowolony z efektu. On sam…
Harry wstał nagle. Nareszcie pomyślał mistrz eliksirów i sam również zaczął się podnosić. Jeszcze chwila i…
— Nie, nie. Zaczekaj moment. Nie skończyłem jeszcze. Zaraz wrócę — powiedział Harry na wydechu i wybiegł z pokoju.
Severus został na łóżku i wyjrzał przez okno, pozwalając myślom odpłynąć. Szkoła zaczęła się dwa miesiące temu. Pomijając nieco niepewne początki, Harry w pracy nauczyciela odnajdywał się jak ryba w wodzie i szybko stał się najpopularniejszym belfrem w Hogwarcie. Zaczął pomagać McGonagall przy sekcji quidditcha i wznowił Klub Pojedynków z większym powodzeniem niż ten kretyn Lockhart.
Ślub zaplanowali na ferie świąteczne, ponieważ wtedy obaj mieli czas na wspólny wyjazd. To już za dwa miesiące. Cóż, miesiąc, szesnaście i pół dnia, ale taka dokładność nie była potrzebna. W ogóle. Ani trochę.
Tak, wszystko układało się naprawdę wspaniale.
Klik.
Severus podskoczył, kiedy ciszę zakłócił trzask. Odwracając głowę, żeby zobaczyć źródło… stanął oko w oko ze swoim uśmiechniętym narzeczonym, który trzymał w rekach aparat fotograficzny.
Już od jakiegoś czasu robili sobie kompromitujące zdjęcia i wyglądało na to, że teraz wypadała kolej Harry’ego.
Severus podniósł się z łóżka i podszedł do niego.
— Posunąłeś się za daleko.
Uśmiech Harry’ego poszerzył się.
— Nigdy nie powiedziałem, który z nas jest dobry, a który zły.
— W rzeczy samej — odparł Severus, zabierając mu z ręki aparat i kładąc go na stole. Potem przysunął się jeszcze bliżej i pocałował Harry’ego, przesuwając dłonią po jego skrzydłach.
Chłopak westchnął zadowolony, kiedy pocałunek się pogłębił i obaj instynktownie znaleźli drogę do łóżka. Harry nie musiał nawet dopasowywać skrzydeł, aby się położyć, ponieważ to również zrobił instynktownie. Ach, plusy instynktu. A mówiąc o tym… Przerwali pocałunek, żeby nabrać powietrza. Severus uśmiechnął się krzywo, widząc rumieniec.
Do diabła z lunchem u Weasley’ów.
Severus zaczął rozpinać koszulkę, dając sobie tym idealny dostęp do klatki piersiowej Harry’ego. Zielone oczy były nieco zamglone i uśmieszek mężczyzny zamienił się w szczery uśmiech. W końcu koszulka została całkowicie zdjęta i jego usta wygięły się w nieco drapieżny sposób.
Ubrania są takie zbędne pomyślał, przesuwając dłonią po ciemnych wzorach na miękkiej skórze i słuchając cichych westchnień i chichotów Harry’ego. Ciekawe czy zgodziłby się, gdybym zaproponował, aby chodził po domu nago…
Zastąpił dłoń ustami, wytyczając wilgotną ścieżkę wzdłuż szczególnie zakręconego wzoru, który ciągnął się w dół brzucha chłopaka. Kiedy w końcu dotarł do paska dżinsów, Harry nagle odzyskał zdolność myślenia.
— Nie możemy, Severusie! Musimy zaraz wychodzić i zepsujesz sobie fryzurę!
Severus uniósł głowę, żeby na niego spojrzeć.
— Naprawdę straszliwie się tym przejmuję — powiedział i powrócił do przerwanej czynności.
— Ale…
Protesty ucichły, kiedy Harry się poddał. Nie, żeby strasznie protestował, ale przynajmniej spróbował. Poza tym, kiedy twój bardzo seksowny towarzysz robi z tobą takie rzeczy, no cóż, kim jesteś, aby mu odmówić?
Dżinsy i bielizna dołączyła do koszulki i po chwili obaj byli cudownie — zwłaszcza w ich opinii — nadzy, znów się całując.
Nic się nie stanie, jeśli trochę się spóźnimy… pomyślał Harry i sapnął, kiedy dłoń mężczyzny przesunęła się niżej.
— Kocham cię — wydyszał.
— Kocham cię — wyjęczał Severus w pobliżu jego ucha, co posłało cudowny dreszcz wzdłuż kręgosłupa chłopaka.
— Gotowy, mój Harry?
— Och…
— HAAAARRYYYYY!!
Och.
— Cholera!
Obaj podskoczyli na łóżku, jakby ktoś oblał ich nagle zimną wodą.
— Co to było, na natrysk Merlina? — zawołał Severus zirytowany. Głos roznosił się po domu, nawołując imię wróżka. Mężczyzna rozejrzał się i chwycił ubranie, gotów znaleźć jego źródło i upewnić się, że właściciel już nigdy go nie użyje.
— Natrysk Merlina?
— Mamy teraz ważniejsze sprawy do wyjaśnienia, Harry.
— Wściekasz się, kiedy używam dziwnych porównań, ale sam…
Severus nie słuchał go i wyszedł z sypialni. Harry chwycił swój szlafrok i ruszył za nim. Zeskakiwał ze schodów, zawiązując pasek, kiedy wszystko zrozumiał.
Severus wpatrywał się morderczym wzrokiem w kominek, gdzie widniała głowa Hermiony, która sama wyglądała na wzburzoną. Gdy zobaczyła Harry’ego, znów zaczęła mówić.
— Harry! Strasznie przepraszam, że wam przeszkadzam, ale to naprawdę ważne!
Zirytowanie chłopaka natychmiast zniknęło, kiedy usłyszał jej ton głos. Ignorując prychnięcie Severusa, poprosił o wyjaśnienie.
— O co chodzi? Co się stało?
— Ginny pokłóciła się z Ronem i zamieniła go w ptaka.
— Nie brzmi to zbyt…
— Potem zniknęła i nikt nie może jej znaleźć, a Ron odleciał i chyba znaleźliśmy go na jednym z drzew, ale nie jesteśmy pewni, bo nie chce się do nas zbliżyć i na dodatek jeden z rudzików cały czas się przy nim kręci i nie mogę pozwolić, żeby mój mąż został ojcem PISKLĄT! — wrzasnęła, szybkością mowy niemal prześcigając Harry’ego.
Harry próbował powstrzymać się od chichotania, ale mu nie wyszło.
— To nie jest śmieszne! Musisz przyjść i mi pomóc. Nie pytałabym, bo wiem… — Spojrzała na ich ubiór i widoczną malinkę na szyi Harry’ego. — No tak… ale Molly jest wściekła, a bliźniacy tylko się śmieją.
Harry westchnął. Zerknął na Severusa, który wciąż nie wyglądał na zadowolonego, ale skinął krótko i zwrócił się do dziewczyny.
— Potrzebujemy kilku minut na doprowadzenie się do porządku, pani Granger-Weasley.
— Tak, Miono, zrobimy co w naszej mocy!
— Dziękuję, dziękuję, dziękuję! — krzyknęła Hermiona i zniknęła.
Harry potarł twarz obiema dłońmi, podczas gdy Severus przyzwał ich ciuchy. Skończyli się ubierać i chłopak spojrzał na krzywą minę mężczyzny. Spróbował przygładzić swoje włosy, a potem podszedł do niego i przyciągnął do bardzo… miłego pocałunku.
— Później — wyszeptał niskim głosem, przez co Severus warknął i przyciągnął bliżej, zacieśniając uścisk na jego pasie.
— Wolałbym wcześniej.
— To tak jak ja.
— Zamorduję pana Weasley’a… albo pannę Weasley, kiedy tylko ich zobaczę.
— Czasami są przydatni.
Odsunęli się od siebie, przygotowując się mentalnie na ten cały chaos, który rozgrywał się w Norze.
— To nigdy się nie kończy, prawda? — zapytał Harry z westchnieniem.
Severus wziął garść proszku i wrzucił go w płomienie.
— Mam przeczucie, że to dopiero początek.
— Myślisz, że dasz radę wytrzymać z tym do końca życia?
Severus wyglądał, jakby zastanawiał się nad pytaniem, chociaż tak naprawdę znał odpowiedź. Nachylił się i pocałował Harry’ego krótko.
— Do końca moich dni. — Umilkł i wkroczył w płomienie. — Albo zginę, próbując.
Chłopak zachichotał. Uśmiechnęli się do siebie i Severus wykrzyczał cel podróży, znikając w zielonym błysku.
Harry nie przestawał się uśmiechać, kiedy ruszył za nim.
— Mogę z tym żyć.
Z nadzieją.
Z nadzieją, że życie nie przestanie nasz uczyć nowych rzeczy.
Nowe trudności, którym trzeba stawić czoła.
Nowe radości, które można z kimś dzielić.
Z nadzieją, że opowieść nigdy się nie skończy…



KONIEC
~*~
Nie mówcie, że nie spodziewaliście się takiego zakończenia ;). Tłumaczenie Wróżka było ciekawą przygodą. Obie części razem mają równo 345 stron, więc wyszła z tego porządna książką. Dziękuję Wszystkim, którzy znaleźli czas na skomentowanie i tym którzy wspierali mnie w czasie tłumaczenia. Dziękuję dziewczynom, które betowały i poprawiały moje wypociny. Wszystkie pozostałe błędy są moją winą!
Mam nadzieję, że miło się Wam czytało i zapamiętacie tę historię i kiedyś do niej wrócicie!
To wszystko dla Was, czytelnicy ;)
carietta
____________________
 
 
 
Lilka
[Usunięty]



Wysłany: 2012-07-20, 21:28   

I wszystko dobrze się skończyło :)
Snape i tańczenie kankana? Mhm, Carrie, nie kuś, diablico. Nie kuś.
Biedny Stary Nietoperz. Musiał nieźle się denerwować przed "ojcami" swojego narzeczonego. Już wiem jak wyglądałby bogin Snape'a. Remus i Syriusz. Albo pierścionek zaręczynowy. Ważne, że się odważył i się oświadczył.
Harry. Małe wredne ślizgoniątko. Jak można się śmiać z tragedii przyjaciela. Tragedia nazywa się czarodziejska szata wyjściowa. Do tego uczynny Malfoy. No proszę jak twoi bohaterowie ewoluowali.
Carr - dzięki za tłumaczenia oba i ..........pisz więcej, Słońce.
 
 
Alexandrine 



Order Merlina II klasy
Morderczy Demon


Wiek: 24
Dołączyła: 17 Paź 2009
Posty: 1135
Wysłany: 2012-07-20, 21:58   

Och, oczywiście, że do niej wrócę.. Carr! Kocham Cię! ; **

Wróżek, w obu częściach był cudownym opowiadaniem, na które czekało się z zapartym tchem. To jaki był tu Harry, Severus i cała reszta poszczególnych bohaterów daję nam niesamowitą mieszankę przygód. Uwielbiam tą opowieść, po prostu uwielbiam. Chciałabym czasem by Harry był taki w książce.. By miał swoje dziedzictwo, a nie Złego Czarnego Pana na karku. Mniejszy Harry, z zielonymi włosami, skrzydłami i fantazyjnym tatuażem, który chciałabym kiedyś zobaczyć (może ktoś narysuje fanart?).

Proszenie o błogosławieństwo dało nadzieję w nowe stosunki między Lunatykiem, Łapką a Severusem, oby. Mam ochotę ustawić ołtarzyk ku tej intencji. Ślub Rona i Hermiony, przygotowania do tego, sam Albus. Zabawne, nie powiem, że nie. "wyglądasz jak beza", "obniżone plecy" ; )


Podoba mi się mowa Severusa, jego oświadczyny.. Podoba mi się mowa pożegnalna autorki, to są słowa które mam ochotę gdzieś zacytować, pewnie na któreś z ścian mojego pokoju. Kocham takie małe fragmenty opowiadań, które mogę odnieść do własnego życia, z dumą je zacytować, bo są tak cudowne, że wręcz stają się kolejnym z moich życiowych cytatów.


Carr, dziękuje, po prostu dziękuje za tłumaczenie tych dzieł. Jesteś fantastyczną osobą i niech każdy o tym wie. Liczę na to, że kiedyś poznam Cię osobiście ; )

Alex
____________________



Kobiety z pigułek konstruują bomby.
 
 
 
Ew 



Szara Eminencja


Wiek: 24
Dołączyła: 01 Lip 2010
Posty: 2556
Wysłany: 2012-07-21, 17:37   

I oto nadszedł ten dzień kiedy skończyłam czytać Wróżka. Z jednej strony niezmiernie się cieszę, z drugiej zaś jest mi smutno, bo dopóki autorka nie skusi się na napisanie kolejnej części będę pozbawiona tego uroczego Harry'ego, nawet jeśli Severus w ostatnich rozdziałach stał się przesłodzony, że to czasami aż bolało.
Wróżek znajduje się w mojej czołówce ulubionych tekstów, a Ty carri, w czołówce najlepszych tłumaczy. Jak sama stwierdziłaś, Wróżek jest naprawdę obszernym tekstem, a Tobie wprost idealnie szło jego tłumaczenie. Rozdziały pojawiały się często. Zawsze były dopieszczone i z chęcią się je czytało.
Z sentymentem wspominam wspaniałe sytuacje z tego ficka. I chociaż znam go już prawie na pamięć to i tak uwielbiam do niego wracać, bo zawsze wywołuje u mnie uśmiech.
Wiedziałam, że to musi się dobrze skończyć, jednak takiej słodkości się nie spodziewałam. Sever mówiący 'kocham Cię' do Pottera nie jest jeszcze przerażający, jednak wszystko później zdecydowanie do przerażającego się zalicza. Jak to dobrze, że nawet przez tą słodkość Severus został sobą. Np podczas spotkania z Remusem i Syriuszem.
Oby Wróżek doczekał się kolejnego saquela, bo chętnie przeczytałabym jak wiedzie się chłopakom już po ślubie.

Wena
Ew
____________________

Come for the accents, stay for the existential crisis.

 
 
 
Agnes 



1-klasista


Wiek: 21
Dołączyła: 17 Wrz 2012
Posty: 6
Wysłany: 2012-09-18, 23:36   

Wróżka czytałam jakiś czas temu, jednak nadal chętnie powracam do obu części. Dużo słodkości, za którą nie przepadam, nie zmieniło mojego nastawienia do tego ficka. Wszystko jest tu świetnie opisywane. Tłumaczenie rewelacyjne, aż chce się czytać i czytać... :D Ff wywołuje u mnie różne emocje, nie mogłam się od niego oderwać. Uwielbiam go, tak samo sposób w jaki tłumaczysz... Na pewno przeczytam go jeszcze nie jeden raz.
____________________
Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwałę, a nawet powstrzymać śmierć, jeśli tylko nie jesteście bandą bałwanów, jakich zwykle muszę nauczać.
Severus Snape

Nie potrzebujemy edukacji
Nie potrzebujemy kontroli myśli
Żadnego mrocznego sarkazmu w klasie
Nauczycielu zostaw dzieciaki w spokoju
Hej, Nauczycielu zostaw te dzieci w spokoju!

Korn - Another brick in the wall
 
 
monalo4 



1-klasista


Dołączyła: 13 Kwi 2013
Posty: 6
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2013-04-13, 14:03   

Druga część jest jeszcze lepsza niż pierwsza. Mimo ich uporu i nerwów, a nawet mimo tego, że się rozstali. No bo w końcu i tak do siebie wrócili, a całe to zdarzenie było tak cudowne, jak tylko mogło być :) Świetne było patrzenie, jak obaj dopracowują relacje między sobą, stawiają czoła trudnościom i w końcu wyjawiają sobie swoje uczucia, co ze strony Severusa zasługuje przynajmniej na uznanie. Zwłaszcza moment, w którym udaje się na rozmowę z Remusem i Syriuszem - bardzo dojrzały.
Tak jak w pierwszej części, tu też podobają mi się wstawki narratorskie. I tu również przetłumaczony tekst świetnie się czyta.
Z chęcią wracam do tego opowiadania, gdy mam ochotę na coś lekkiego i przyjemnego :)

Dziękuję, Ew.
Ostatnio zmieniony przez Ew 2013-04-30, 14:10, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
zaciszna23 



1-klasista


Wiek: 18
Dołączyła: 18 Maj 2012
Posty: 11
Skąd: Olszyna
  Wysłany: 2013-06-29, 00:11   

Kocham to opowiadanie. Jest jednym z najlepszych jakie czytałam. Zawsze całkowicie rozwala mnie początek. I właściwie nigdy nie wiem o co chodzi. Huh, takie życie. Gdyby mnie ktoś spytał czy jest wystarczająco ciepło w taki dzień, to chyba bym go udusiła. I tak, zdecydowanie chyba nie dorosłam psychicznie by rozumieć te dziwne, charakterystyczne początki. Jednak nadal jest jednym z moich ulubionych. Sama nie wiem dlaczego. Może dlatego, że porusza do myślenia? Być może.

Dziekuje, Ew.
Ostatnio zmieniony przez Ew 2013-06-29, 19:00, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Paitee 



1-klasista


Wiek: 21
Dołączyła: 11 Cze 2013
Posty: 5
Wysłany: 2013-07-10, 14:05   

Uwielbiam ich historię - Harry'ego, wróżka i Severus'a jego towarzysza. Pomimo ich kłótni i innych spięć, a nawet rozstania. Ich późniejsze zejście było boskie.
Jednak najpierw wrócę do tego co było wcześniej... Zachowanie Syriusza podczas urodzin Harry'ego wzbudziło we mnie furię podobną może nawet do tej, którą odczuwali wówczas Severus i Remus. Natomiast smutek odczułam wtedy kiedy Ron powiedział wróżkowi o swoich zamiarach względem Hermiony. Zrobiło mi się przykro zielonookiego ;(. Związek jego przyjaciela ruszył do przodu pełną parą, a on i Sev byli w rozsypce. Później chwile po rozstaniu i samo rozstanie wywołało we mnie falę różnych sprzecznych emocji. Jednakże wszystko skończyło się happy endem. Było uroczo, puchato i wróżkowo ;)

Ogromne podziękowania dla tłumacza i bety, świetnie się spisałyście ;P
____________________
Twarz jest maską - zajrzyj pod nią.
 
 
Mada 



1-klasista


Wiek: 25
Dołączyła: 22 Lip 2013
Posty: 14
Skąd: Kraków
Wysłany: 2013-07-23, 14:46   

Koniec i ja znowu mam ten głupi uśmiech jak przy pierwszej części :). Szkoda, że nie ma kolejnych, zdecydowanie chciałabym jeszcze poczytać o Wróżku Harrym i zakochanym Severusie ;). Uwielbiam jak opowiadania się kończą tak sielankowo!
Chociaż, muszę przyznać, że fragmenty w których się kłócili aż mnie mroziły. Bałam się, że zrobi się z tego jakiś przygnębiający i wyciskający łzy angst... nie no, wcale nie. Wiedziałam, że to się MUSI dobrze skończyć :).

Podobnie jak po przeczytaniu pierwszej części - gratuluję talentu tłumaczce i autorce!
 
 
xmo 



Mag


Wiek: 32
Dołączyła: 07 Sty 2013
Posty: 407
Skąd: Hogsmeade
Wysłany: 2014-08-28, 21:05   

Niezaprzeczalnie, nieodwołalnie uwielbiam tego ficka :D pierwszy raz natknęłam się na niego co prawda gdzie indziej, ale za każdym razem gdy go czytam to z uśmiechem na ustach od początku do końca zarówno I jak i II część. Harry wróżek - pomysł genialny, jego charakter przedstawiony w tekstach mi się podoba. Silny, uparty, nieśmiały i mało kapujący wtedy kiedy trzeba :) a i Severus jest tu w odsłonie jaką lubię. Niestety nie mogę się wypowiedzieć co do tłumaczenia bo nie znam na tyle języka, ale dziękuję bardzo tłumaczce za podjęcie się zadania przedstawienie tego tekstu w naszym języku. Fik jest niesamowicie wciągający, napisany lekko i humorystycznie i ma tyle zwrotów akcji że w pewnym momencie zastanawiałam się co też nasi bohaterowie zmalują w następnym rozdziale. Jeszcze raz dziękuje za wybór tak ciekawego i zabawnego ficka do tłumaczenia. Pozdrawiam
____________________
 
 
euphoria queen 


Order Merlina II klasy
Miss McKay


Wiek: 29
Dołączyła: 13 Sty 2011
Posty: 2471
Skąd: Mroczny Las
Wysłany: 2014-11-08, 13:46   



Pamiętam, że gdzieś komentowałam tego ficka na bieżąco i dlatego teraz się trochę mniej wstydzę. Ale tylko trochę mniej xD Generalnie pamiętam też super nadzieję, którą nosiłam w sobie, że autorka jednak dopisze nam jakąś scenę erotyczną, bo ta więź i chemia pomiędzy Harrym i Severusem była tutaj tak genialnie nakreślona, że głębszy kontakt to po prostu błagał o opisanie. Nie wiem czemu człowiek przy tak genialnych opowiadaniach zawsze kończy cierpiąc, bo chyba jest to jakaś taka chora prawidłowość. A co gorsze... bez tej super ekstra nakreślonej sceny +18 ich związek wcale nie wydaje się mniej kompletny, co jest po prostu świetne.

Kocham tutaj totalnie postacie drugoplanowe, które dzielnie wspierają Harry'ego. Przy idiotyzmie, który odprawiają Potter i Snape, chyba tylko pozostali tak naprawdę zachowują zdrowy rozsądek.

Dziękuję za świetne tłumaczenie i generalnie genialnego creature ficka!

Pozdrawiam jak zawsze
eu
____________________
euphoria jedynie na ao3
 
 
 
Molyy 



3-klasista


Wiek: 26
Dołączyła: 29 Kwi 2015
Posty: 31
Wysłany: 2016-07-24, 02:24   

Tak szczerze to zastanawiam się jak wyglądał Harry z tymi skrzydłami cóż słodki elf nie wróżka z niego na pewno! oj śmiać mi się chce z porównań do Dzwoneczka i Piotrusia Pana! Ich rozstania i powroty były niesamowite;-) druga część wspaniała! ;-) Był moment kiedy chciałam przekląć Snape'a i w sumie warczałam na niego krzycząc coś o idiotach i kiedy płakałam z Harrym i ściskało mi się serce i śmiałam się jak wariatka... Dziękuję Ci za poświęcony czas za ten tekst za twoją pracę i serce włożone w tłumaczenie! Tekst naprawdę świetny! Myślę że jeszcze do niego kiedyś wrócę tak na poprawę humoru bo tekst naprawdę świetny! Pozdrawiam! ;-)
Ostatnio zmieniony przez Tina 2016-07-26, 20:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Dziecko222 



Wiek: 21
Dołączyła: 21 Lut 2016
Posty: 2
Wysłany: 2016-10-06, 18:26   

Naprawdę mam sentyment do tego opowiadania. Czytam je już kolejny raz i zawsze mocno się w nie wczuwam. A przecież znam już zakończenie.
Wróżek Harry jest naprawdę zadziornie uroczy. A Severus uparty ale nie mniej kochany.
Mam tylko malutki niedosyt, bo jak czytałam to poraz pierwszy to liczyłam na opis ślubu, wesela i w końcu podróży z nocą poślubną.
Ale i tak uwielbiam te opowiadanie. :D
 
 
Drarrysnarry 


2-klasista


Wiek: 20
Dołączyła: 21 Gru 2016
Posty: 22
Wysłany: 2017-05-26, 02:05   

Wow. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Zawsze będę miała ogromny sentyment do tego opowiadania. Jest zdecydowanie fantastyczne. Rzadko kiedy ktoś potrafi tak dobrze napisać opowiadanie. Gratuluję Ci tak dobrze przetłumaczonego tekstu. Naprawdę musiałaś się napracować aby znaleźć odpowiednie słowa i zdania, które nie różniłyby się za bardzo od oryginału.

Co do treści Wróżka, to jestem pod wrażeniem. Nie spotkałam się jeszcze z wątkiem, w którym Harry był jakąś magiczną kreaturą. Bardzo ciekawa historia. Czasami śmieszna, czasami smutna, czasami wzruszająca. Idealna.

Moje ulubione momenty to zdecydowanie pierwsze rozdziały, w których Syriusz dowiaduje się, że Severus Snape jest życiowym towarzyszem jego chrześniaka.
Kolejnym ulubionym momentem jest kłótnia Harry'ego z Severusem. Jest genialnie napisana i wymusza na czytelniku czytania dalej, aby dowiedzieć się co się stanie dalej.

Tak jak myślałam po pierwszej części Wróżka, to opowiadanie jest genialnie i bije wszystkie inne na głowę. Zdecydowanie się nie zawiodłam i na pewno wrócę tutaj i przeczytam je jeszcze raz, od początku, aby wywołać ponownie te fantastyczne uczucia towarzyszące mi podczas mojej przygody z tym opowiadaniem.

Pozdrawiam, Drarrysnarry.
 
 
miczuxx 


1-klasista


Wiek: 18
Dołączyła: 27 Maj 2017
Posty: 19
Wysłany: 2017-05-28, 17:03   

O matko, w momencie kłótni Harry'ego z Severus'em aż się popłakałam XD To opowiadanie jest cudowne, osobiście kocham gdy postrach Hogwartu okazuje się być towarzyszem życiowym Potter'a. Opowiadanie bez przykrych momentów, bez dreszczyku niepewności i adrenaliny to nie opowiadanie. A gdy to wszystko jest to chcę się czytać jeszcze i jeszcze, aż nie wiadomo kiedy dochodzisz do epilogu i jest już koniec.

Pierwszy raz spotkam się z Harry'm który jest wróżkiem i to chyba było najlepsze i urocze za razem. Sevi też był mega słodki. Zwłaszcza gdy obrzucali się mąką i cukrem pudrem xd Mile mnie to zaskoczyło.

Pozdrawiam :P
____________________

 
 
RogaczŁapa


1-klasista


Dołączył: 10 Maj 2017
Posty: 8
Wysłany: 2017-05-28, 17:43   

Jeśli chodzi o tekst to jest on bardzo przyjemny. Co prawda nie przepadam za tak częstymi kłótniami, zwłaszcza że Sev zamyka się przed Harrym ale cały fick jest bardzo miły. Lubię nieśmiałego Harry'ego, ale najlepiej jeśli jest on połączony ze stanowczym Mistrzem Eliksirów. Tekst jest napisany bardzo przystępnym językiem i musze przyznać że sam pomysł na zrobienie Harry'ego wróżkiem jest dość zabawny.
____________________
Rogacz&Łapa
 
 
Ktostaki09 



Dołączyła: 06 Kwi 2017
Posty: 1
Wysłany: 2017-06-12, 00:15   

Nie jestem osobą, która często komentuje.... Cóż, cokolwiek, więc będę zmuszona prosić o wybaczenie błędów, które popełnienię, pisząc... To coś. :oops:
Nie zgodzę się z kimkolwiek kto stwierdzi, że to tłumaczenie jest źłe, nudne, głupie czy jakikolwiek inny niepochlebny epitet by tu wstawił, nie zważając na jego argumenty.
Ten tekst zawładnął moim sercem już przy pierwszych akapitach, więc kiedy dowiedziałam się, że jest druga część, byłam wniebowzięta i bez zwłoki zabrałam się za czytanie jej.
Cieszę się, że autorka nie "zmiękczyła" Severusa, tak jak robią to niektórzy.
Hermiona również została tą pomysłową Panną-Wiem-To-Wszystko, jednocześnie nie będąc za bardzo przemądrzałą.
Ron... Podoba mi się taki. W chwilach, kiedy większość tchórzy, jest (zazwyczaj) odważny, a kiedy przychodzi zrobić coś co robi większość z nas zdać jakiś test, wziąć ślub- błaga, żeby go zabić.
Syriusz to uprzedzony dupek, ale szczęście Harry'ego jest dla niego najważniejsze, więc jest dobrze. :-D
Remus... To nadal ten wilkołak, którego znamy i kochamy.
Albus... To Albus, jego nie ogarnę.
Molly jest zdecydowanie dobrą, upierdliwą, bardzo miłą matką.
Z Arturem miałam za mało doczynienia w obu częściach, ale jest to dosyć właściwe, biorąc pod uwagę fakt, że pracuje w Ministerstwie.
Reszta nadal jest taka sama.
To chyba tyle... Tłumacz dalej, naprawdę dobrze ci to wychodzi. ;-)
Ktostaki09
____________________
Taki sobie zwyczajny człowieczek :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 2,29 sekund. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową