ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Al
2014-01-19, 03:35
[M] Hello
Autor Wiadomość
Tyone 



Absolwent Hogwartu


Wiek: 22
Dołączyła: 28 Gru 2010
Posty: 263
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-09-17, 22:44   [M] Hello

autor: Tyone
pairing: Sherlock Holmes/John Watson oczywiście, także John/Mary Morstan
rating: +12
ostrzeżenia: post reichenbach, chyba trochę AU... angielskiego sporo, w jakiej formie, zaraz zobaczycie (;-)), no i angst, ale o tym już raczej mówić nie muszę...

a/n: Napisałam to pod wpływem tumblra i chwili, więc proszę nie bić za mocno za ewentualne błędy, bo nawet nie przeczytałam tego drugi raz... Co powstało pod wpływem chwili, niech chwilą żyję, taka jest moja zasada. Mimo wszystko, mam nadzieję, że się spodoba... ;)

Hello


— John, dostałeś jakiś list, położyłam ci na biurku.

John ściągnął płaszcz i zawiesił go w hallu. Podszedł do Mary i pocałował ją łagodnie w policzek.

— Coś na obiad? — zapytał, przechodząc do swojego gabinetu.

— A co by jaśnie pan chciał? Golonkę, może udziec? — John prychnął pod nosem na własną głupotę. Na szczęście mam Mary, stwierdził ciepło w duchu, rozcinając białą kopertę, zaadresowaną do Johna Watsona - co zauważył z lekkim zaskoczeniem; nawet nie do doktora ani kapitana. Wyjął z koperty elegancką papeterię i przeczytał:

Klub "Upturn" ma przyjemność zaprosić Panią/Pana
Johna Watsona
Na wieczór karaoke otwierający sezon imprez "Scream&Shout4Me", których motywem przewodnim będą występy karaoke.
Upturn, 21.09., 8pm, Londyn
Do zobaczenia!
Ralph Martle,
Menadżer


— Co to jest? — usłyszał pytanie Mary tuż obok siebie. Szybko otrząsnął się z zamyślenia i złożył kartkę na pół, przeczesując włosy dłonią.

— Zaproszenie na jakąś imprezę karaoke. Nie wiem, skąd ci ludzie mają mój adres… — zaczął, ale Mary nie dała mu skończyć.

— Karaoke? Odjazd! — John spojrzał na nią spod zmarszczonych brwi. — Daj spokój, skarbie, nie bądź takim nudziarzem. Idziemy tam. Kiedy to? Czekaj, zadzwonię tylko do Hannah i George'a…

— Mary — zatrzymał ją, łapiąc jej nadgarstek. — Naprawdę musimy tam iść?

— Oczywiście, że tak! Nie pozwolę ci skapcanieć w tym mieszkaniu, po moim trupie. — Wyciągnęła zaproszenie z jego dłoni i wyszła do salonu, mrugając do niego zalotnie. John westchnął rozbawiony i usiadł za biurkiem, otwierając laptopa i odpowiadając na maile pacjentów.

*

Dwudziesty pierwszy września nadciągnął niebywale szybko. John zapomniał o ich wyjściu. Gdy wrócił z pracy, dopiero widok szykującej się Mary przypomniał mu o imprezie.

— Naprawdę musimy iść? — spróbował raz jeszcze, wzdychając, gdy Mary poprawiła kołnierzyk jego koszuli.

— Uspokój się. Strasznie zdziadziałeś.

— Jesteś kochana.

Przewróciła oczami.

— Nie mówię tego, żeby ci dopiec. — Tym razem to John przewrócił oczami teatralnie, ukrywając rozbawienie. — No, przynajmniej nie tylko dlatego. Musisz się gdzieś ruszyć, prawie nigdzie nie wychodzimy.

— Jak to nie? — oburzył się.

— Przypomnij mi, kiedy ostatnio gdzieś byliśmy — odparła wyzywająco.

John zmarszczył brwi. Na pewno gdzieś byli, przecież nie tak dawno temu widział George'a… ach, nie, to było w zeszłym miesiącu… ale później byli na kolacji z Hannah… nie, wtedy ją odwołali, pamiętał, miał ciężki przypadek toksoplazmozy i musiał zostać dłużej… coś musiało być, do cholery…

— Poddajesz się? — Założyła ręce na biodrach. John westchnął zrezygnowany. — Więc właśnie. Dlatego dzisiaj pójdziemy na tę imprezę, a ty będziesz się doskonale bawił, zrozumiano?

— Tak, proszę pani.

— No — Mary uśmiechnęła się i pocałowała go krótko. — Idealnie.

*

"Upturn" okazał się być przyjemnym, na pół eleganckim miejscem. Zdecydowanie nie był to typowy bar karaoke, taki, jakie John znał z amerykańskich filmów z lat 80-tych. Z zewnątrz do środka zapraszała ciepła brunatna cegła budynku. W środku klimat starej, nowocześnie odrestaurowanej fabryki został zachowany - nad dużymi ciemnobrązowymi skórzanymi kanapami i fotelami mlecznym światłem świeciły proste kwadratowe lampy ścienne, powodując, że cała sala sprawiała wrażenie jakby osnutej delikatną mgiełką. Z tyłu sali znajdował się duży, drewniany bar. Przód zajmowała sporych rozmiarów scena, na której stał tylko fortepian i jeden mikrofon. Scena oświetlona była mocniej, jednak nie rażąco, tylko tak, by kontrastowała z pozostałą częścią klubu. Z głośników brzmiała cicho muzyka jazzowa i John rozpoznał solo saksofonowe Biasa. Na ścianach zawieszone były kubistyczne i impresjonistyczne portrety znanych i cenionych muzyków, głównie jazzmanów, jak szybko zauważył. Uśmiechnął się sam do siebie, obejmując Mary w pasie.

Zebrani goście skupili się w niewielkich, co najwyżej kilkuosobowych grupkach, rozmawiając o sprawach przyziemnych i przyjemnych, a John poczuł, jak pozwala swojemu umysłowi rozluźnić się, wtopić w ten nastrój i wchłonąć jego pozytywną energię. Wzięli z Mary drinki dla siebie i zaprzyjaźnionej pary i usiedli w jednej ze skórzanych loży, po prawej stronie sceny.

Przywitali się z Hannah i George'em. George pracował z Johnem w klinice, więc wkrótce zaczęli omawiać jeden szczególny przypadek z kliniki, a Mary z Hannah narzekały na pracoholizm "niektórych" mężczyzn.

Przed ósmą światła przyciemniono, tak że w sali panował półmrok i nie mógł zobaczyć twarzy innych gości, jedynie rozmywające się, jak w mleku, sylwetki. Scenę otulało teraz ciepłe światło, wszystko zdawało się jakby przydymione, lecz jednocześnie niesamowicie - dla Johna - delikatne. Po cichu podziwiał gust właścicieli i talent dekoratora wnętrz. Po chwili na scenę wszedł mężczyzna około "trzydziestki", uśmiechnął się i ukłonił lekko, a po jego stroju i posturze John stwierdził, że musiał to być Martle.

— To menadżer — szepnął Mary do ucha, ściskając jej dłoń.

— Skąd wiesz?

John uśmiechnął się tylko, a Mary, widząc to, ścisnęła jego palce odrobinę mocniej.

— Witam państwa bardzo serdecznie — zaczął mężczyzna, a w sali rozległy się stonowane oklaski. John był zauroczony - tym miejscem, otoczeniem, nawet gośćmi. — Nazywam się Ralph Martle i to przeze mnie musicie tu teraz cierpieć, panowie. — Krótki męski śmiech na chwilę zagłuszył głos mężczyzny. — Oczywiście żartuję. — Przerwał na chwilę. — Cóż, długo mógłbym opowiadać o tym, dlaczego ten klub powstał, skąd wziął się pomysł, ile kosztowały te lampy… — Kolejna salwa śmiechu znów rozległa się w sali. — Zdaję sobie jednak sprawę, że państwo nie po to tu przyszli. Powiem więc tylko, że jesteśmy - ja i współwłaściciel klubu - niezmiernie szczęśliwi, że nasz pomysł stał się rzeczywistością, że stawili się państwo tutaj dzisiaj tak licznie oraz że - mam nadzieję - będą państwo miło wspominać dzisiejszy wieczór, i inne - tu żywię jeszcze głębszą nadzieję - wieczory. Uch — westchnął zestresowany, a goście pomogli mężczyźnie brawami. — Jeszcze raz… a może pierwszy raz, w każdym razie - dziękuję. Dobrze, dość powiedziałem, czas zacząć to, o czym państwu teoretyzowałem. A właściwie czymś, o czym nie mają państwo pojęcia, bo skrzętnie ukrywaliśmy tę wiadomość. — Odchrząknął. — Szanowni państwo, dzisiejszy wieczór otworzy genialny… — Urwał, uśmiechając się do publiczności. Gdzieś z tyłu rozległy się nerwowe oklaski. — Damien Rice!
John zaczął klaskać z publicznością, coraz bardziej pozytywnie zaskoczony. Uwielbiał muzykę Rice'a, słuchał go od lat, parę lat temu był nawet na jego koncercie, choć od tego czasu sporo się zmieniło, wciąż miło było usłyszeć ten irlandzki wokal, ciepły, a zarazem mocny jak dzwon. John rozluźnił się w kanapie, obejmując Mary ramieniem, i skupiając uwagę na scenie. Ze sceny zabrzmiała melodia "The Blower's Daughter" i goście przywitali Damiena gorącymi oklaskami.

— Witam państwa — powiedział, akompaniowany jeszcze głośniejszą owacją. Uśmiechnął się do zebranych ciepło. — And so it is… just like you said it would be. — John dopił drinka, zupełnie oczarowany nową, świeżą wersją ogromnego przeboju Rice'a. Kolejno później zagrał: "Nine crimes", "I remember", a swój krótki opening zakończył "Never", utworem, którego John nigdy nie spodziewał się usłyszeć na żywo, tym bardziej wprawiło go to więc w dobry nastrój. — I wept, you cried, you left, I died, you came, I think… but I never really know. Now I've served my time, I've watched you climb, the wrong incline… But you never really know… Dziękuję. — Sala wybuchła gromkimi, zdecydowanie żywszymi niż z początku oklaskami. Damien ukłonił się, lecz nie zszedł jeszcze ze sceny, czekając, aż oklaski ustaną. — A teraz, ponieważ Ralph zapłacił mi przed występem ekstra… — John parsknął śmiechem, podobnie jak znaczna część sali. — Chciałbym zapowiedzieć pierwszą uczestniczkę imprezy… Lisa Smith! — Na scenie pojawiła się drobna blondynka, witana żywymi oklaskami. Damien pocałował ją w policzek, ukłonił się raz jeszcze i zszedł ze sceny.

— Hm, jako że jestem pierwsza, chyba powinnam wyjaśnić państwu — palcami zrobiła znak cudzysłowu — reguły zabawy. Uczestnicy zgłaszają się przed wieczorem tematycznym, podają repertuar i… to tyle. — Publiczność roześmiała się. — Wiele do tłumaczenia nie ma. Tak więc… zaczniemy.

Lisa miała ciepły, bardzo kobiecy głos; śpiewała piosenki Norah Jones, w których brzmiała co najmniej bardzo dobrze. Jej występ trwał pół godziny, jednak John złapał się na tym, że miał ochotę słuchać jej jeszcze dłużej. Podczas występu Lisy wszyscy rozluźnili się, a emocje po niespodziewanym koncercie Damiena Rice'a opadły, tak że w sali można było usłyszeć ciche rozmowy, brzęk szklanek i rytm kroków. John wymienił kilka uwag z George'em i Mary, ale dopiero po występie kobiety, po którym było dziesięć minut przerwy, pozwolił sobie na dłuższą wypowiedź.

— Świetny głos — zaczął, odbierając od George'a piwo.

— I ciekawy repertuar, pasował jej — dodał mężczyzna, stukając swoją szklanką o szklankę Johna. — Kto teraz, kochanie? — zapytał Hannah.

— Nie mam pojęcia, ta dziewczyna nie powiedziała, a w programie też nie ma. Jest tylko "występ". — Zmarszczyła brwi.

John wzruszył ramionami, wracając do tematu leków, które powinni zastosować w leczeniu tego pacjenta. Nawet nie zauważył, kiedy światła znów przyciemniono, a na scenie ponownie pojawił się Martle.

— Teraz przed nami, proszę państwa, niezwykle ciekawy występ. Jeden utwór, lecz jakie przesłanie… "Hello".

— …i wtedy przeciwciała monoklonalne. Hmm, może to i jest jakiś pomysł — mówił John, a kiedy usłyszał oklaski, sam zaczął klaskać machinalnie. — Powinniśmy spróbować też…

— Szzz — uciszyła go Mary, kładąc dłoń na jego ramieniu. Salę przyciemniono jeszcze bardziej, tak że znów ludzie stali się jedynie sylwetkami, a ich ruchy teatrem cieni. Na scenę wyszedł młody mężczyzna we fraku. Ukłonił się krótko i zasiadł do fortepianu, akompaniując doskonale Johnowi znany przebój Lionela Richie.

— I wtedy dodamy sterydy — szepnął George'owi do ucha. — Nie powinno dać skutków ubocznych, ale… i tak to nasza ostatnia szansa.

— John — usłyszał głos Mary.

— Inaczej stracimy go w przeciągu miesiąca. Już nie jest dobrze, a co dopiero…

— John — powiedziała Mary głośniej i John wreszcie zwrócił uwagę na scenę.

Scenę, na której stał Sherlock. Ubrany w beżową koszulę rozpiętą pod szyją, czarny, idealnie skrojony garnitur, z czarującym, ale niepewnym uśmiechem na ustach.

Serce Johna zaczęło bić szaleńczo, a jego świadomość rozmyła się w nastroju tego miejsca, i był tylko on i Sherlock, stojący w świetle reflektorów scenicznych i - Boże, dopomóż - szukający wzrokiem jego. John chciał wstać, pokazać mu, gdzie jest, ale nie był w stanie się podnieść, nie mógł się poruszyć. Poczuł dłoń Mary na ramieniu i jej oddech przy swoim uchu, ale ani jej gesty, ani słowa, nie miały teraz żadnego znaczenia. Wreszcie poczuł go i jego spojrzenie spotkało Sherlocka, i coś w nim pękło, rozrywając go na kawałki.

Co tu robisz?

Poczekaj.

— Dobry wieczór państwu — usłyszał jego głęboki głos i poczuł dreszcz przechodzący wzdłuż jego kręgosłupa. To wszystko nie było realne, nie mogło być. Sherlock zginął trzy lata temu… A teraz stał przed Johnem, cały, na scenie, otulony melodią "Hello" i to nie było prawdziwe, nie mogło być. Krótkie brawa, ostatnia pętla, zaczął. — I've been alone with you inside my mind… And in my dreams I've kissed your lips a thousand times… I sometimes see you pass outside my door… — śpiewał czystym, melodyjnym, głębokim głosem, który przeszywał Johna, wypełniał i otaczał, zamykając w swoim objęciu. John nie poruszał się, wciąż przytrzymując spojrzenie mężczyzny. Sherlock również stał nieporuszony, ignorując wszelkie zasady ruchu scenicznego czy kontaktu z publicznością; jasne było, że ten występ przeznaczony był tylko dla jednej osoby - dla niego, Johna Watsona, którego Sherlock tak brutalnie zostawił trzy lata wcześniej. John chciał przymknąć powieki, czując napływające do oczu łzy, jednak powstrzymał się, wytrzymując jego wzrok, wytrzymując słowa piosenki, którą wybrał, by powiedzieć "przepraszam". — Hello…! Is it me you're looking for? I can see it in your eyes… I can see it in your smile… — zamrugał kilka razy, jakby odpędzając łzy. — You're all I've ever ever wanted… — zaśpiewał ciszej, jakby to wyznanie było wyjątkowo intymne, jakby nie było przeznaczone dla uszu innych ludzi. — And my arms are open wide. 'Cause you know just what to say, and you know just what to do, and I want to tell you so much… — Urwał, odsuwając się od mikrofonu, kołysząc lekko w takt muzyki. John wypuścił wstrzymany nie wiadomo kiedy oddech. — I long to see the sunlight in your hair. And tell you time and time again — jego głos zadrżał i złamał się — how much I care… Sometimes I feel my heart will overflow… Hello…! I've just got to let you know… — John poczuł płynącą po jego policzku łzę, ale już dłużej ich nie powstrzymywał. W spojrzeniu Sherlocka dostrzegł te same emocje, tę samą tęsknotę, i to kompletnie go złamało. — 'Cause I wonder where you are… — Głos mężczyzny wydał mu się nagle jeszcze bliższy. Sherlock śpiewał coraz mocniej i głośniej, przez jego głos przebijały się emocje żywsze, niż cokolwiek John w swoim życiu słyszał. Rozejrzał się krótko po sali, uświadamiając sobie, że była zupełnie cicha; jakby publiczność rozumiała, że ten występ nie jest jedynie interpretacją utworu, że znaczy coś znacznie, znacznie więcej. — And I wonder what you do. — Sherlock odwrócił głowę, biorąc oddech. — Are you somewhere… feeling lonely, or is, is someone loving you? — Podniósł wzrok i ich spojrzenia znów spotkały się, i John był pewny, że Sherlock wiedział; poczuł ukłucie w klatce piersiowej. — Tell me how to win your heart for I haven't got a clue… But let me start by saying… — Urwał i odsunął się od mikrofonu, ruszając się powoli i łagodnie w rytm fortepianowego solo, nie patrząc na publiczność, tak jakby nie istniała; przebiegł palcami po ustach, stając znów przed mikrofonem. — Hello, is it me you're looking for…? 'Cause I wonder, I wonder where you are, and I wonder what you do — ostatnie sylaby przerodziły się niemal w krzyk; jego głos ciągle był jednak melodyjny i John zdał sobie sprawę, że Sherlock śpiewał bardziej emocjonalnie od Damiena Rice'a. — Are you somewhere feeling lonely — zaśpiewał wyżej — or is someone loving you? — jego głos znów złamał się na słowach, złamał serce Johna, złamał w nim wszystko, w co do tej pory wierzył. — Please tell me how to win your heart, for I haven't got a clue, I haven't got a clue…! — Muzyka ucichła i był tylko Sherlock, jego szaleńczy oddech i pełne pasji i bólu spojrzenie, uniesione dłonie, które teraz powoli opadły po jego bokach. — But let me start by saying… I love you — wyszeptał i zszedł ze sceny, a publiczność wybuchła brawami dopiero po kilkunastu sekundach, jakby nie do końca przekonana, że to, co właśnie ujrzała, czego doświadczyła, było prawdziwe.

John zerwał się z miejsca i podbiegł do sceny, a gdy tylko Martle zauważył go, podszedł do niego i wskazał mu drzwi bez słów. John spojrzał na niego tylko i kiwnął głową, znikając za drzwiami do backstage'u. Znalazł Sherlocka siedzącego na jednym z krzeseł, z łokciami opartymi o kolana i twarzą ukrytą w dłoniach.

— Sherlock… — wyszeptał, choć sam nie był pewien, co miał powiedzieć.

Mężczyzna przez chwilę nie odpowiadał, w ogóle się nie poruszył; wreszcie wstał i ciągle stojąc do Johna tyłem, odpowiedział na niezadane pytanie:

— Wiem, John — wyszeptał. — Nie potrzebuję twoich zapewnień dzisiaj ani jutro. Wiem, że to potrwa. — Odwrócił się, zagryzając wargę. — Ale, proszę, powiedz mi, powiedz mi… Wrócisz?

John podszedł do niego bliżej, przełykając ślinę ciężko, prostując rękę i stając na palcach, tak by ująć jego twarz jedną dłonią.

— Nigdy nie odszedłem.

*
____________________
In this universe, it’s not possible. The world keeps swirling and the stars will never let them fall into the same orbit.
 
 
Saraknya 



Order Merlina II klasy


Dołączyła: 10 Gru 2009
Posty: 1137
Skąd: z zapiecka
Wysłany: 2013-09-21, 17:29   

Tekst przeczytałam wcześniej, ale jakoś nie miałam głowy do komentowania. Za to przyczepiła się do mnie piosenka i nie dawała spokoju. W końcu poddałam się, przyciągnęłam swoje szacowne dupsko, odpaliłam piosenkę i przeczytałam miniaturkę jeszcze raz. I poraziło mnie! Wzruszyłam się, popłakałam i zasmarkałam klawiaturę :'( Ten tekst trzeba czytać słuchając "Hello"! Ta piosenka już nigdy nie będzie taka sama. Jest po prostu stworzona dla Sherlocka i Johna. Co prawda śpiewający Sherlock, który przy całej sali pełnej ludzi odkrywa swoje uczucia jest dla mnie konceptem ciut dziwnym. Tłumaczę to sobie tym, że może doszedł do wniosku, że jak się już kajać to z rozmachem ;)
Nie mam nic do Mery, ale te sceny czułości... brrr... i wrrr... John jest Sherlocka i łapy precz od niego!
____________________


 
 
euphoria queen 


Order Merlina II klasy
Miss McKay


Wiek: 29
Dołączyła: 13 Sty 2011
Posty: 2471
Skąd: Mroczny Las
Wysłany: 2013-10-05, 17:00   



Czy mnie się wydaje czy Mary tutaj jest największą shiperką Johnlocka?
Normalnie jak widzę, że coś jest post!Reichenbach to od razu się boję i jakieś dreszcze mam na plecach. A czytanie tekstu, który jest twojego autorstwa zawsze mi się kojarzyło z pewną formą masochizmu. No ale w końcu to o mnie coś świadczy, bo cały czas jednak czytam i komentuję.
Chciałabym powiedzieć, że zaprezentowałaś nam happy end. I w zasadzie z czystym sumieniem mogę, ale oczywiście ilość emocji pomiędzy sprawia, że dalej mi łapki drżą [może to Parkinson, a może odruch Pawlowa na twoje teksty]. Generalnie czasami mam ochotę sobie zaspoilerować twoje miniatury, ale nigdy nie mogę się na to zdobyć. Wiem, że najpierw coś mi rozszarpie duszę nie tylko ze względu na twoją niepowtarzalną zdolność do obnażania ludzkich emocji, ale przede wszystkim przez niepewność, która nam towarzyszy. Bo to jest tak, że nigdy nie wiadomo czy dasz nam happy end. A jeśli już tak czy będzie on gorzki.
Okropne, fatalnie i masakrycznie chcę drugą część. Brakuje mi jej tutaj. Niby wiem, że to Johnlock, ale chcę konkretów. Chcę Johna całującego Sherlocka i mówiącego, że z Mary są tylko przyjaciółmi. Wiem, że to zakończenie jest idealne, bo zostawia naszej wyobraźni pole do popisu. Bo nie daje nam wszystkich odpowiedzi, ale nudzić będę i tak.

Dziękuję za kolejną świetną miniaturę :*
Pozdrawiam
eu
____________________
euphoria jedynie na ao3
 
 
 
Martynax 



Opiekun Puchonów
It Is What It Is


Wiek: 23
Dołączyła: 07 Lip 2013
Posty: 2789
Skąd: Lodz
Wysłany: 2013-10-28, 12:23   

Obiecałam, że skomentuję wszystkie twoje teksty i obietnicy zamierzam dotrzymać. Czas na pierwszy z komentarzy ;)
Nie będę ci pisać, że masz cudowny i lekki styl pisania bo to wiesz, tak samo jak nie trzeba ci mówić, że twoje operowanie słowem jest na najwyższym poziomie i bawisz się czytelnikiem jak marionetką. W subtelny sposób podpowiadasz mu co powinien myśleć i czuć... uważam, że to niesamowita umiejętność.
Kiedy zaczęłam to czytać i widziałam, że jest post reichenbach to mi odrobinę ulżyło bo zakiełkowała we mnie nadzieja, że nikt nie umrze choć zawsze jest możliwość, że uśmiercisz ich ze starości, bądź za pomocą jakiejś wyniszczającej choroby i sama nie wiem co jest gorsze: ta powolna śmierć czy samobójstwo Sherlocka? Oba łamią serce...
Nigdy nie byłam fanką Lionela Richie (Richiego?^^) bo wole trochę żywsze kawałki niż np. Hello ale po prostu kiedy włączyłam sobie tę piosenkę i wczułam się w tekst i słowa... to na sam koniec występu Sherlocka musiałam wziąć chusteczkę, wysmarkać nos i otrzeć łzy z policzków bo opisałaś to w tak cudowny sposób, że każde pojedyncze słowo uderzało wprost w moje serce, więc składam przed tobą pokłony :*
Mam wrażenie, że Mary kibicuje parze Sherlock/John i jest w stanie zrezygnować z Watsona bez żadnych wyrzutów i scen ale może źle to dobieram.
Końcówka również powala na kolana i nie mam pojęcia jak ja bym się zachowała kiedy miłość mojego życia popełniłaby na moich oczach samobójstwo, a trzy lata później okazałoby się, że stoi przede mną i wyznaje mi miłość za pomocą piosenki "Hello" - co swoją drogą jest wspaniałym sposobem na wyznanie miłości.
Tyone napisał/a:
— Wiem, John — wyszeptał. — Nie potrzebuję twoich zapewnień dzisiaj ani jutro. Wiem, że to potrwa. — Odwrócił się, zagryzając wargę. — Ale, proszę, powiedz mi, powiedz mi… Wrócisz?

John podszedł do niego bliżej, przełykając ślinę ciężko, prostując rękę i stając na palcach, tak by ująć jego twarz jedną dłonią.

— Nigdy nie odszedłem.

To ogrzało mi serducho i wierzę, że ta para będzie już na razem na wieczność albo chociaż do naturalnej, niezakłóconej chorobami śmierci ;)
Dziękuję :*:*
____________________

 
 
Ew 



Szara Eminencja


Wiek: 24
Dołączyła: 01 Lip 2010
Posty: 2557
Wysłany: 2013-11-11, 02:09   

Po pierwsze i najważniejsze - wszystko co jest pisane pod wpływem tumblra jest dla mnie tak naprawdę święte, więc tego się trzymajmy, dobra? Inspiracja tumblrem to tak jak inspiracja jakąś boską mocą.
A teraz Ew się wypowie jeszcze przed końcem przeczytania tego, bo już zaczęłam płakać. Tak kochanie, doczytałam dopiero do momentu pojawienia się Sherlocka i już mam łzy w oczach, już mam ochotę wyć i Cię przeklinać, a jednocześnie Cię utulać, kupić czekoladę/kawę/piwo/cokolwiek i ogólnie wielbić ponad wieki. Aleeee żeby nie było, że się skupię jedynie na tym fragmencie, to muszę Ci powiedzieć, że nie spodziewałam się czegoś takiego. Mówię oczywiście o całej reszcie przed tym. Do tej pory jakoś zawsze jak czytałam coś Twojego to miałam takie porównanie do Tolkiena. Czyta mi się niebotycznie trudno i ciężko, ale i tak przeczytam, bo to jest cudowne. Tutaj było lekko. Dobra, może nie do końca, ale inaczej i na pewno lżej. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale na pewno inaczej i tak, zastanawiałam się nad tym co się stało, ale to na pewno boskość tumblra tak na Ciebie wpłynęła xD
Trochę nie wiem jak mam się ustosunkować do Mary, ale w sumie ani mnie tutaj nie przeszkadza, ani nic, więc chyba jest tylko otoczką dla Johna. W sumie na pewno chodziło o to, żeby dojść do tego momentu, do którego właśnie zmierzam z piosenką w słuchawkach i chusteczkami w dłoni.

I wiedziałam, że będą potrzebne, a jakże by inaczej. Więc niech bogom będą dzięki, bo to jednak mogę polegać nadal na tym, że sobie spokojnie popłaczę na Twoich tekstach. Że moje emocje będą wyglądać mniej więcej jak szmata do podłogi po kilku użyciach w Hogwarckich lochach. I nie, skąd, wcale się nie katowałam chyba z pięć razy ciągle tą sceną, nie mam pojęcia skąd to komu przyszło do głowy. Że niby jestem masochistką?
Odwaliłaś kawał dobrej roboty. Duch tumbla natchnął Cię w dobrą stronę i o Merlinie wszechmogący czy może być jeszcze smutniej? Dobra, wiem, że może i w sumie o tym marzę, ale nie teraz. Potrzebuje kilku minut na odetchnięcie, wysmakranie się i przyniesienie nowych zapasów chusteczek, żeby przeczytać to jeszcze kilka razy i żeby się tym porozkoszować.

Dziękuję, skarbie :*
____________________

Come for the accents, stay for the existential crisis.

 
 
 
Neko-wa 



1-klasista


Dołączyła: 03 Lut 2014
Posty: 11
Skąd: 221B Baker Street
Wysłany: 2014-02-05, 21:28   

Tyone!
Ty chcesz mnie zabić, prawda? Czytam ten tekst kolejny raz i znowu ryczę... Powinnas dostać karnego Andersona za wywoływanie feelsów.
Szkoda, że ten tekst jest taki krótki. Aż prosi się o ciąg dalszy przez zakończenie. Albo chociaż o kawałek w stylu "x czasu później".
Ale dzięki. Idę sobie pochlipać. I może przeczytać Alone on the water znowu.
____________________
- Do you ever wonder if there's something wrong with us?
- All lives end. All hearts are broken. Caring is not an advantage, Sherlock.

 
 
Raven_86 



Absolwent Hogwartu


Wiek: 31
Dołączyła: 16 Gru 2011
Posty: 250
Wysłany: 2014-11-19, 16:21   

O Boże... Zabiłaś mnie. Wyobraziłam sobie jak Sherlock śpiewa głosem Bena Cumberbatcha i normalnie odpłynęłam.
Właściwie jedyną rzeczą, której tu nie lubię jest Mary. Ale to nic nowego, bo tej postaci zwyczajnie nie lubię. Tu drażniła mnie tym naciskaniem na Johna. I choć ostatecznie Watson był zadowolony z wyjścia, to jednak wyglądało to trochę tak, jakby był bezwolną laką w rękach Mary. Ale to może dlatego, że nie potrafię na nią spojrzeć obiektywnie. Po prostu nie lubię i naprawdę rzadko kiedy autor przedstawi ją tak, bym przełknęła jej pojawienie się.
Choć ostatecznie, to chyba ona będzie żałowała tego wyjścia, co? Bo dobrze się domyślam i John ją zostawi dla Sherlocka?
Przyłączam się do prośby euphorii o drugą część. Niby zakończenie jest dobre, bo choć sugeruje jak się ta historia kończy, to jednak wolałabym aby została postawiona kropka nad i.
Pozdrawiam i życzę więcej tak wzruszających pomysłów.
____________________
Jeśli zajrzę na forum przed Nowym Rokiem to będzie cud...
 
 
 
Wirwanna. 



skrzat domowy
Wolny Skrzat


Wiek: 27
Dołączyła: 23 Sty 2008
Posty: 928
Wysłany: 2014-11-27, 00:11   

Na początku czepnę się. Angielskiego, a jakże. Ja wiem, że ta piosenka ma sto lat, każdy pewnie pewnie choć raz w życiu bujał się do niej an dyskotece, lub nucił razem z Lionelem. Ale jednak, nie wszyscy znajdą ang tak dobrze, by rozumieć każdą linijkę i słowo, a tutaj, gdy przekazujesz coś konkretnego tymi słowami, gdy ma to przesłanie - to minus. To brak, to ograniczenie własnego opowiadania. Ja dałam radę, ale nie każdy, a sięganie po tłumaczenie w trakcie czytania już w ogóle jest słabe. No, tak to widzę.

Co do treści zaś. Urzekło mnie. Jechałam autobusem i pewnie dziwnie wyglądałam, wpatrując się w coś z rozrzewnieniem na twarzy, ale nikomu nic do tego. Lektura tej miniatury była przyjemnością. Świetnie wyważone opisy, dobra gra emocji i zakończenie w punkcie, w którym nie warto było dalej ciągnąć - brawo.
W.
____________________

"Tylko ci, którzy boją się prawdy, powinni wystrzegać się Węża"

"Będziesz tu bezpieczny" tł. anga971
 
 
Disharmony 



skrzat domowy


Wiek: 20
Dołączyła: 30 Lip 2011
Posty: 628
Wysłany: 2015-01-11, 09:36   

Nie ma po prostu nic bardziej podłego, niż usuwający się komentarz, no ale nic, jakoś dam radę ;)

Przede wszystkim dla mnie ten fick ma dwie części - przed pojawieniem się Sherlocka i po pojawieniu. Mam wrażenie, że początek, do momentu, gdy 'nachodzi' - lekka zmiana klimatu i tak dalej, tekst jest napisany tak, jakbym go dostała, wchodząc w pierwszy lepszy ff. Jednak w momencie, gdy już Sherlock stoi na scenie, jest to takie bardziej... Twoje. Po prostu wszystko, zupełnie zmenia się klimat i moje postrzeganie tego tekstu.

To w ogóle sprawiło, że że sobie nieco popłynęłam, ale dlaczego nie? Można by sądzić, że życie z Mary jest takie.. bezbarwne, jak i początek tego tekstu. Po prostu, życie jak życie - pierwszego lepszego obywatela, w którego codzienności nic się nie dzieje. Kiedy jednak już dochodzi do przełomu, wszystko się zmienia, mam wręcz wrażenie, że nawet John się zmienia, gdy obudzono jego tęsknoty.

Tak, zdecydowanie wolę tę część od Sherlocka ^^ Jest taka bardziej Twoja, zupełnie, jakby bez Holmesa to nie miało żadnego sensu i dopiero jego osoba go naadała, co przełożyło się na cały tekst ;)

I tak, zdecydowanie podoba mi się wizja śpiewającego SHerlocka, a ta piosenka i głos Bena? Kiedy już zaczęłam wyobrażać sobie to, co się musiało dziać między nimi, gdy SHerlock tak śpiewał, te emocje, ich ogrom <3

I sama końcóweczka, dająca nadzieję na kopa dla Mary <3

Dziękuję, że mogłam to przeczytać :D

A.
____________________
~ I will be the Shadow ~



~ To your Light ~



 
 
Myst 



skrzat domowy
z wyboru


Wiek: 24
Dołączyła: 10 Mar 2012
Posty: 320
Skąd: ...
Wysłany: 2015-02-02, 20:09   

Zadziwiająca jak jedno wyjście do klubu karaoke może odmienić życie człowieka. Muszę przyznać, że pomysł na powrót Sherlocka był co najmniej widowiskowy. Wszystko zostało przygotowane i zapięte na ostatni guzik, tak, aby John mógł wysłuchać występu Sherlocka, a jego występ wręcz druzgocze publiczność. I nie tylko publiczność. John jest równie przejęty pojawieniem się znikąd jego dawne przyjaciela jak i przesłaniem, które niesie z sobą wyśpiewana piosenka. Najwidoczniej Holmes wybrał idealny sposób na powrót, skoro John tak łatwo mu wybaczył. Niemniej zastanawiam się, jak to ma dalej wyglądać, skoro John ożenił się z Mary.

Ogólnie tekst ma specyficzny klimat i jak nie przepadam za wplataniem tekstów piosenek do ff, tak tutaj to nawet pasowało. Muszę przyznać, że wybrałaś idealną piosenkę dla Sherlocka.

Pozdrawiam i weny życzę, M.
____________________

to grant another chance
means give the opportunity
to correct past mistakes
 
 
carietta 



Order Merlina II klasy
puckurt is everything


Wiek: 26
Dołączyła: 19 Lip 2009
Posty: 1293
Skąd: Podlasie
Wysłany: 2016-07-06, 12:00   

Śpiewający Sherlock? Z jednej strony trudno mi to sobie wyobrazić, ale z drugiej... z drugiej to mega pasuje, bo muzyką i piosenkami można wyrazić wiele i chyba to idealne zagranie dla takiej osoby jak Holmes. Co zresztą widać na załączonym obrazku.
Zacznę od początku - mega podoba mi się dynamika pomiędzy Johnem a Mary. To jak ze sobą rozmawiają, żartują, ten upór Johna, gdy kobieta chce go wyciągnąć na imprezę "bo przecież ostatnio gdzieś byli..." Taa, na poważnie to on chyba wychodził te parę lat temu. No w każdym razie nawet jeśli nie koniecznie widzę ich jako parę to podoba mi się ta przyjaźń jaka ich łączy.
Tworzysz też bardzo nastrojowe opisy. Bardzo podobał się wystrój, który stworzyłaś dla klubu, przyciemnione światła i w ogóle, i myślę, że to w głównej mierze wpłynęło na to, jak odebrałam występ Sherlocka. A występ zapiera dech w piersiach, nawet czytając :). Piosenka rzeczywiście cudownie dobrana do okoliczności, jakby pisana pod johnlocka.
Trochę żałuję, że nie pociągnęłaś tego dalej, nie pokazałaś głębszej reakcji zarówno Johna i Sherlocka, ale to ostatnie zdanie w idealny jednak sposób zamyka miniaturę. Chyba żaden nigdy nie odszedł, ech. Kończę, bo robię się sentymentalna, cudny tekst.
Pozdrawiam!
____________________
 
 
 
redhairphoto



1-klasista


Dołączył: 24 Lis 2016
Posty: 7
Wysłany: 2016-12-29, 13:49   

To było ... strasznie wzruszające, nigdy wcześniej nie pomyślałabym, ze ta piosenka tak świetnie do nich pasuje. Trafiłam na ten tekst przez przypadek i bardzo się ciesze :D

Proszę o rozwinięcie komentarza, w tej chwili nie spełnia warunków regulaminu.
T.
Ostatnio zmieniony przez Tina 2016-12-29, 23:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
prodigiosare


1-klasista


Dołączył: 14 Lut 2017
Posty: 7
Wysłany: 2017-05-22, 17:51   

Zdecydowanie mi się podoba, cała relacja jest świetnie zbudowana



Proszę o poprawę komentarza.

Pozdrawiam, Martynax
Ostatnio zmieniony przez Martynax 2017-05-23, 08:25, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
harriettaks



Wiek: 27
Dołączył: 12 Kwi 2017
Posty: 2
Wysłany: 2017-09-27, 20:11   

To było zawsze oczywiste, że Sherlock w końcu wyląduje na scenie, jak na rasową drama queen przystało!
 
 
harriettaks



Wiek: 27
Dołączył: 12 Kwi 2017
Posty: 2
Wysłany: 2017-09-27, 20:39   

To było zawsze oczywiste, że Sherlock w końcu wyląduje na scenie, jak na rasową drama queen przystało!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 27


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową