ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Martynax
2017-02-18, 16:03
Ew vs Martynax vs lilyan
Autor Wiadomość
Martynax 



Opiekun Puchonów
It Is What It Is


Wiek: 22
Dołączyła: 07 Lip 2013
Posty: 2789
Skąd: Lodz
Wysłany: 2017-02-10, 13:31   Ew vs Martynax vs lilyan


Ew vs Martynax vs lilyan


- tytuł: dowolny
- termin: 09.02.2017
- fandom: Harry Potter
- długość tekstu: od 1k w górę, nie więcej niż 5k
- gatunek tekstu: dowolny
- rating: od +12 w górę
- pairing: drarry
- co musi pojawić się w tekście: przyjaźń Blaise/Draco, nauczyciele, jakaś zagadka, Puchar Domów
- co nie może się w nim pojawić: wymazanie tego, że Draco był Śmierciożercą i bezmyślny, homofobiczny Ron
- zgoda moderatora: obecna

Oceniamy do 17.02.2017 wedle następujących kategorii:
1. Ogólne wrażenie
2. Wywiązanie się z tematu
3. Styl i poprawność
4. Punkty specjalne (np. za jakiś urzekający moment itp.)


Przyznając w każdej kategorii TRZY PUNKTY!!!


Oznacza to, że mamy trzy punkty na każdą kategorię do przyznania trzem osobom. (np.: jeśli pierwszemu walczącemu przyznamy 1,1 pkt, to drugiemu możemy przyznać jedynie 1 pkt, a trzeciemu 0,9 pkt)

W razie wątpliwości proszę zapoznać się z
Regulaminem

Uprasza się o sumowanie punktów dla każdego tekstu. Ułatwia mi to podliczanie pojedynku.


TEKST A

Irytkowa pomoc



— Panie Creevey, chyba się pan domyśla, z jakiego powodu pana wezwałam?

Twarz McGonagall była nieczytelna, ale jej ton nie zapowiadał niczego dobrego. Colin spuścił wzrok na swoje złączone na kolanach dłonie; fotel, na którym siedział, stał się nagle wyjątkowo niewygodny.

— W związku z pewnymi podejrzeniami zmuszona jestem do skonfiskowania taśmy fotograficznej pańskiego aparatu. — Po tych słowach McGonagall wyciągnęła dłoń i spojrzała na Colina wyczekująco.

Chłopiec przełknął ciężko i drżącymi palcami otworzył aparat, jednak zanim zdążył wyjąć z środka taśmę, kominek zapłonął na zielono, a na tle ognia pojawiła się twarz Snape'a.

— Jest mi bardzo przykro, że ci przeszkadzam, Minerwo — zaczął Snape głosem, w którym nie było grama skruchy — jednak przyłapałem jednego z twoich podopiecznych na przebywaniu w moim prywatnym magazynku i w związku z tym muszę cię poprosić o jak najszybsze przybycie do mojego gabinetu.

Colin wiedział, że taka szansa zdarza się raz na sto lat. W chwili gdy McGonagall odwróciła się w kierunku kominka, chłopiec szybko wyjął taśmę z aparatu, zwinął ją w kulkę i ukrył w pierwszym miejscu, jakie przyszło mu do głowy. Kiedy wzrok nauczycielki z powrotem go przyszpilił, Colin mógł tylko uśmiechnąć się przepraszająco i wzruszyć ramionami, w duchu gratulując sobie sprytu. McGonagall zerknęła na pusty aparat, a następnie znów na twarz Colina, a jej nozdrza zadrżały niebezpiecznie.

— Niech pan nie myśli, że się panu upiekło — powiedziała twardo. — Proszę się stawić w moim gabinecie równo o dwudziestej.

Colin skinął głową, grzecznie się pożegnał i opuścił pokój lżejszy o połowę; McGonagall natomiast zniknęła chwilę później w zielonych płomieniach. Lewitujący pod sufitem Irytek zachichotał pod nosem.

Skoro tak bardzo ukryć coś chcemy, na pomoc Irytka liczyć możemy — zanucił wesoło, chwytając Puchar Domów, do którego Colin wrzucił nieopatrznie swoją taśmę, i zniknął. W Hogwarcie przecież znajdował się pokój nadający się idealnie do tego, by coś w nim schować.

***


kilka godzin później

— Panie psorze, panie psorze!

Snape zatrzymał się, po czym westchnął głośno. Odwrócił się na pięcie i stanął twarzą w twarz (albo raczej twarzą w pierś) ze zdenerwowanym olbrzymem.

— Cóż się stało, Hagridzie? — spytał ze sztuczną troską; czuł się niekomfortowo, gdy musiał zadzierać głowę, by spojrzeć na swojego rozmówcę.

— Pani psor McGonagall każe wszyskich zwołać! — wysapał olbrzym, żywo gestykulując wielkimi rękami.

— Z powodu...?

— Ktoś, cholibka, zajumał Puchar Domów!

— Proszę? — dopytał Snape, pewny, że się przesłyszał.

— Puchar Domów! Był w gabloterii u psor McGonagall i tera go ni ma!

Snape przytaknął i zacisnął wargi.

— Zaraz tam będę.

***


w tym samym czasie

— Draco — zaczął konwersacyjnie Blaise, przeciągając samogłoski — pamiętasz, jak wspominałem, że szukam nowego wzoru na tapetę do sypialni?

Draco zmierzył przyjaciela badawczym spojrzeniem.

— Tak? — zaryzykował.

— Chyba właśnie go znalazłem — odparł Blaise, rozciągając usta w szerokim uśmiechu; opierał się o drzwi do dormitorium, sugestywnie wachlując się bardzo podejrzanie wyglądającą fotografią.

Draco odchylił się na krześle, odkładając esej z zielarstwa na bok. Przywołał na twarz wyraz uprzejmego zainteresowania i gestem dłoni zachęcił Blaise'a do kontynuowania wypowiedzi.

— Muszę ci powiedzieć — podjął Blaise, a jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, co wydawało się fizycznie niemożliwe — że nawet nasi mali Gryfoni potrafią człowieka czasem pozytywnie zaskoczyć.

— Doprawdy?

— Nawet sobie nie wyobrażasz.

Draco oblizał nerwowo wargę, przyglądając się upiornemu uśmiechowi, jaki zdobił twarz jego najlepszego przyjaciela. Miał przejebane. Blaise nie cieszyłby się tak z byle czego.


— Otóż tak się składa — Blaise zrobił krok do przodu — że drogą nielegalnego handlu nabyłem skarb równy wartością różdżce samego Merlina. — Kolejny krok. — Kto by się spodziewał, że mały Creevey będzie w posiadaniu takiego rarytasu?

— Dobra, Blaise — rzucił Draco, gdy chłopak znajdował się niecały metr od niego — przejdź do rzeczy.

Blaise zachichotał diabolicznie, a następnie odwrócił fotografię przodem do Dracona i poruszył nią drażniąco jak płachtą przed bykiem. W momencie w którym Draco dostrzegł, co się na niej znajduje, skoczył do przodu, ale Zabini zrobił zgrabny unik, krzycząc „ole!”. Z gardła Dracona wydobył się zwierzęcy ryk; chłopak rzucił się w pościg za przyjacielem i dopadł go tuż przed drzwiami.

— Możesz tę zabrać! — wydyszał Blaise, przygnieciony do ziemi ciałem Dracona. — Mam setki odbitek. Setki, Draco, setki! Wystarczy, by wytapetować cały dom!

Draco jęknął, pokonany, i zwalił się z przyjaciela, po czym położył się obok niego na podłodze.

— Kto? — zapytał jedynie, układając w głowie plan krwawego morderstwa.

— Mówiłem, że mały Creevey — odparł z uśmiechem Blaise. — Musisz przyznać, że ma oko do dobrego kadrowania.

Draco ukrył twarz w dłoniach i wyjęczał coś niezrozumiałego.

Jak? — rzucił po chwili przez zaciśnięte zęby.

— Pewnie Jęcząca Marta dała mu cynk — powiedział jak gdyby nigdy nic Blaise. — Mówią, że ma u niego spore zniżki. — Ponownie wyszczerzył się do trzymanej fotografii. — Cóż, różdżka sama wybiera swojego czarodzieja — dodał po chwili, wymownie zerkając na krocze Dracona — ale trzeba przyznać, że twoja to wyjątkowo zaszalała.

Siła uderzenia Dracona pozbawiła Blaise'a tchu; fotografia wypadła chłopakowi z ręki i wylądowała na progu pokoju. Gdyby ktoś wszedł w tej chwili do dormitorium, pierwszą rzeczą, jaką by zobaczył, byłby nagi Harry Potter siedzący w wannie prefektów i jasna głowa Dracona Malfoya wyłaniająca się spod powierzchni wody.

***


tego samego dnia przed północą

— Zabiję gnojka! — rzucił Draco, wpatrując się niedowierzająco w fotografię. — Jakim cudem go nie zauważyliśmy?

— Tak jakby byliśmy zajęci czym innym — odparł Harry, przygryzając wargę; na jego twarz wkradł się zdradliwy rumieniec.

— Przysięgam na Merlina, kiedy tylko go spotkam, wsadzę mu ten pieprzony aparat w... — Draco nie dokończył, bo jego kolejne słowa zostały stłumione przez miękkie usta Harry'ego.

— Zajmę się tym — obiecał chłopak, czule gładząc jego policzek. W oczach Harry'ego pojawiło się to znajome ciepło, które zawsze przyspieszało bicie serca Dracona i sprawiało, że rosła w nim nadzieja na przyszłe dni.

— No ja myślę — fuknął, choć jego złość znacznie zmalała.

Stali na środku Pokoju Życzeń, otoczeni dziesiątkami przedmiotów ukrywanymi w pomieszczeniu na przestrzeni setek lat. Popołudniowe światło wlewało się do wnętrza poprzez ogromne okno, rozświetlając kąty i nadając całości eterycznego piękna.


— Jak idzie praca? — spytał po chwili Harry, wskazując ruchem głowy Szafkę Zniknięć stojącą pod przeciwległą ścianą.

— Muszę utrzymać ich w przeświadczeniu, że wciąż dla nich pracuję, ale od miesiąca nie udało mi się wysłać nic większego niż jabłko. — Draco zwiesił ramiona i skrzywił się, spoglądając na Szafkę.

— Chyba ważne, że cokolwiek im wysyłasz.

— Jeśli nie dowiodę postępów, zaczną szukać innej drogi, by dostać się do zamku, a wtedy cały plan Dumbledore'a legnie w gruzach.

Draco opadł ciężko na najbliższe krzesło, ponownie rozmyślając nad możliwymi opcjami. Harry zamyślił się na chwilę, po czym rzucił:

— Może musisz coś zmienić?

— Co masz na myśli?

— Zawsze stawiasz tam jakiś przedmiot, a może potrzebny jest... ruch? — Machnął ręką w powietrzu. — Flitwick wspominał kiedyś na lekcji, że ruch uaktywnia większość zaklęć.

— Bo jeszcze ci uwierzę, że słuchasz na zajęciach — sapnął Draco ze śmiechem.

— Nie zaszkodzi nam chyba spróbować, co? — powiedział zaczepnie Harry. — To nie tak, że masz jakiś inny plan.

Draco wzruszył ramionami.

— Tylko niczego nie zepsuj — polecił.

Harry wyszczerzył się i złapał pierwszą lepszą rzecz, jaka nawinęła mu się pod rękę, a następnie cisnął ją w stronę otwartej Szafki. Z cichym pyknięciem przedmiot zniknął, zanim dotarł do tylnej ściany.

— Nie wierzę, że ci się udało — rzucił Draco niedowierzająco, ale zaraz potem uśmiechnął się szeroko i zerwał z krzesła. Chwycił twarz Harry'ego w obie dłonie i obdarował go głębokim pocałunkiem.

***


kilka minut później

Kąciki ust Lucjusza zadrżały niespokojnie, gdy ten czekał, aby usłyszeć powód tak nagłego wezwania przez Czarnego Pana. Wzrok mężczyzny zatrzymał się na stojącym na biurku przedmiocie; Lucjusz przekrzywił głowę, dokładnie przyglądając się obiektowi, ale nie było miejsca na pomyłkę – to musiał być Puchar Domów. Nieco skonfundowany swoim odkryciem, ponownie spojrzał w kierunku odwróconego tyłem fotela.

— Panie? — zapytał nieco wystraszony tym, czego się spodziewać.

Fotel obrócił się, a postać siedzącego na nim Czarnego Pana wyłoniła się z mroku. Lucjusz zamarł, dostrzegając na twarzy mężczyzny wielkie limo w kształcie loga Hogwartu.

— Lucjuszu — zaczął grobowym głosem Czarny Pan. — Musimy poważnie porozmawiać o twoim synu.

TEKST B
Dla ukojenia nerwów


Draco jęknął cicho, przeciągając się, i zmarszczył z niezadowoleniem nos, kiedy wystawił nogę za łóżko i natychmiast dostał gęsiej skórki. Kochał lochy Hogwartu, ale zima bywała w nich nie do zniesienia. Mamrocząc pod nosem, rzucił na siebie czar rozgrzewający i skierował się do łazienki, mając nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie lepszy od wczorajszego. Wczoraj został zmuszony do odjęcia punktów swojemu własnemu Domowi i do przydzielenia dwóch szlabanów, co nie zdarzyło mu się od początku jego nauczycielskiej kariery. Nie, żeby miał jakiś szalenie długi staż, ponieważ uczył dopiero od pięciu lat, ale i tak liczył się sam fakt; do tej pory udawało mu się tego unikać.

Dwadzieścia minut później był gotów na śniadanie i kroczył korytarzami Hogwartu z podniesioną głową, starając się nie krzywić na pierwszorocznych uczniów, którzy plątali mu się pod nogami, mamrocząc pod nosami: „przepraszam, profesorze Malfoy”, a w większości przypadków nie mówiąc absolutnie nic. Czasami Draco miał problemy ze zrozumieniem wyboru swojej własnej kariery zawodowej, a potem przypominał sobie, że McGonagall była jedyną osobą, która przyjęła jego zgłoszenie do pracy bez wyrazu pogardy na twarzy, gdy był absolutnie zdesperowany, aby zrobić coś ze swoim życiem. Żeby pokazać, że się zmienił i nie chce spędzić reszty życia zamknięty w dworze Malfoyów, korzystając z rodzinnej fortuny. Jego rodzice i on wyszli tak naprawdę bez szwanku po wojnie — mogli zatrzymać swój dom, pieniądze i różdżki. Dostali jedynie zakaz opuszczania kraju na cztery lata i zostały na nich nałożone zaklęcia monitorujące, które miały powiadomić Ministerstwo Magii, gdy użyją jakichś zakazanych zaklęć lub czarnej magii.

Draco nie lubił się nad sobą użalać, ponieważ dokonał takich wyborów a nie innych podczas wojny, ale życie byłego śmierciożercy nie należało do najprostszych, nawet gdy udało mu się uniknąć Azkabanu. Rok po zakończeniu wojny, znudzony i przerażony tym, jak miało wyglądać jego życie, zaczął szukać pracy. Nie było to zbyt łatwe, skoro nie zdał owutemów i miał tylko do dyspozycji swoje SUMy, a na ramieniu Mroczny Znak. I, jakby świat zewnętrzny nie był wystarczająco skomplikowany, jego ojciec nie przestawał gadać o tym, jak bardzo nie przystoi Malfoyowi, aby szukał pracy w miejscu innym niż Ministerstwo Magii. Draco nie był już wtedy głupi i naiwny, wiedział, że nie ma najmniejszej szansy uzyskania tam jakiejkolwiek posady — stanowiska zajmowali tam bohaterowie, a nie czarne charaktery. Jednak i tak złożył aplikację, aby dostać się na szkolenie aurorów — był pewien, że nie do końca o to chodziło jego ojcu, ale wtedy miał to gdzieś — po czym po liście odmownym, podpisanym zamaszyście przez Gawaina Robardsa, który powrócił na stanowisko Szefa Biura Aurorów, po tym, jak Voldemort zabił Scrimgeoura, kompletnie dał sobie z tym spokój. W głębi duszy wiedział, że nie było opcji, aby wpuścili śmierciożercę do swoich szeregów, ale i tak poczuł ukłucie żalu, gdy wrzucał list do kominka.

Dlatego, gdy ukończył dziewiętnaście lat, udał się prosto do Hogwartu, szukać pracy na stanowisku profesora transmutacji — wiedział, że obecna wtedy nauczycielka odeszła, aby móc założyć rodzinę. Transmutacja, eliksiry, OPCM i zaklęcia były przedmiotami, z których na SUMach otrzymał Wybitny, co powiększało jego szanse znacznie bardziej niż żałosny Zadowalający, który uzyskał z opieki nad magicznymi stworzeniami. Posada nauczyciela transmutacji została niestety zajęta, ale McGonagall powiedziała mu, aby wrócił za rok i dokształcił się w tym czasie z zakresu eliksirów, a będzie mógł objąć stanowisko po Slughornie. I właśnie to Draco zrobił; użył pieniędzy ojca, aby sprowadzić do kraju najlepszego mistrza eliksirów z Francji i zapłacił mu za szkolenie. Tuż przed objęciem stanowiska w Hogwarcie zdał z obecnym wtedy siódmym rokiem OWTM z eliksirów na ocenę Wybitną i, z błogosławieństwem swojej matki, zostawił za sobą dwór i zamieszkał w szkole.

Pierwszy rok był koszmarny. Wyjce i listy od rodziców przychodziły do niego i do McGonagall non stop — domagali się jego zwolnienia, argumentując to tym, że jest niebezpieczny i tylko zaszkodzi ich dzieciom. Gazety rozpisywały się o tym przez dobrych kilka miesięcy, napastując w Hogsmeade uczniów i wypytując ich jakim jest nauczycielem, oraz podłapując wszystkie plotki na jego temat. W pewnym momencie Draco był gotów ustąpić i pogodzić się z tym, że w powojennej rzeczywistości nie ma dla niego miejsca (planował odczekać jeszcze rok i opuścić kraj na rzecz Ameryki, gdzie nie wisiałoby nad nim piętno śmierciożercy), ale jako że McGonagall była Gryfonką, to cechowała się niezwykłą upartością. Im bardziej publika naciskała, aby go zwolnić, tym bardziej kobieta zapierała się, że Draco jest odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku. Mimo młodego wieku Draco naprawdę znał się na eliksirach i nikt nie mógł zarzucić mu w tym względzie niekompetencji. Starał się nie faworyzować Ślizgonów i wszystkich uczniów traktować tak samo. Zdarzali się co odważniejsi, którzy pluli mu pod nogi — zwykle osoby ze starszych klas, których rodziny ucierpiały przez śmierciożerców — i wyzywali go, ale nigdy nie posunęło się to dalej, niż mógłby znieść.

Teraz, w wieku dwudziestu pięciu lat, Draco był szanowanym i lubianym profesorem. Wraz z nauczaniem starał się o tytuł mistrza eliksirów, pracując nad skomplikowanym eliksirem, który miał pomóc w leczeniu efektów ubocznych czarnomagicznych zaklęć, które atakowały układ nerwowy. Draco wiedział sporo o czarnej magii dzięki swojej szalonej ciotce, Bellatriks Lestrange, która lubowała się w zaklęciach sprawiających fizyczny ból. Wyszkoliła go w rzucaniu Cruciatusa i Imperiusa, a także w innych zaklęciach tnących, oszpecających i łamiących kości. Wiedział, że niektóre z tych klątwy pozostawiały aurorów z drżeniem rąk, które nigdy nie ustępowało, z tikami oczu i bólami tych części ciała, w które trafiała klątwa. Święty Mungo był w stanie postawić na nogi prawie każdego, ale efekty uboczne nigdy nie ustępowały. Draco był coraz bliżej dopracowania eliksiru, musiał jedynie wymyślić, czym zamienić sproszkowany kręgosłup skorpeny, którego właściwości były niezbędne, a który wchodził w reakcję z wątrobą dwurożca.

Był już przed Wielką Salą, kiedy nagle po korytarzu rozniósł się przeraźliwy wrzask, który postawił wszystkie włoski na jego ciele na baczność. Obrócił się z lekko dramatycznym zawirowaniem szat i ruszył pospiesznym krokiem w kierunku wejścia do szkoły skąd dobiegł hałas. Większość osób była na śniadaniu, więc bez problemu dostrzegł Puchonkę z trzeciego rocznika, która z paniką biegła w jego kierunku.

— Panno Wilson — powiedział Draco, kiedy znalazł się tuż przed nią. — Co się stało?

Dziewczynka sapała ciężko, jakby przebiegła kilka kilometrów, policzki miała czerwone od mrozu, a dół szaty zmoczony od śniegu.

— Profe… profesorze — wysapała, a jej oczy wpatrywały się panicznie w jego własne. — Emma… ona… nie rusza się… w śniegu… tuż na dziedzińcu…

Draco wiedział, że nie uzyska od niej nic więcej, dlatego nakazał jej biec po panią Pomfrey i sam ruszył pospiesznie na dziedziniec, gdzie, jak podejrzewał, znajdowała się jej przyjaciółka z Ravenclawu, Emma Walker.

Uczennica leżała w śniegu, a jej oczy były szeroko otwarte i wypełnione takim przerażeniem, że dostał dreszczy. Jej usta zrobiły się sine, choć nie mogła leżeć na mrozie dłużej niż kilka minut, a obok jej dłoni leżała czarna, połyskująca szczotka do włosów. Draco pochylił się, mrużąc oczy i dosłownie widział, jak szczotka pulsuje od zgromadzonej w niej czarnej magii. Widok ten przypomniał mu o przeklętym naszyjniku, którym kiedyś próbował zabić Albusa Dumbledore’a i skrzywił się, czując wstyd i żal. Jednak jego przeszłość nie była teraz najważniejsza, musiał skupić się na pannie Walker.
Za nim zbierał się już spory tłum – plotki rozchodziły się po Hogwarcie szybciej niż sądził – więc szybko złapał szczotkę przez rękaw szaty i rzucił zaklęcie lewitujące na uczennicę.

— Odsunąć się! — krzyknął głośno, przechodząc między uczniami i kierując się w stronę skrzydła szpitalnego.

Miał wrażenie, że korytarze rozciągały się przed nim, wydłużając mu drogę. Bał się myśleć, co klątwa zrobiła z dziewczynką, której oddech był ledwie słyszalny, a oczy wypełnione strachem. Na miejscu czekała już pani Pomfrey i dyrektor McGonagall, a tuż za nimi stała panna Wilson; Draco przemknęło przez myśl, że jeśli ta zacznie się odrobinę mocniej trząść, to upadnie.

— Na Merlina — wyszeptała McGonagall, przyglądając się, jak Draco delikatnie układa Krukonkę na łóżku.

Pomfrey bez chwili zawahania zaczęła rzucać na pacjentkę diagnostyczne zaklęcia, a z każdym z nich jej twarz nabierała coraz pochmurniejszego wyrazu.

— To bardzo czarna magia — powiedziała, po czym zacisnęła na sekundę usta, ukazując swoje niezadowolenie. — Nie poradzę sobie z tym sama. Potrzebny jest uzdrowiciel urazów pozaklęciowych ze Świętego Munga.

— Skontaktuje się z kimś — obiecał jej Draco, przechodząc przez skrzydło szpitalne, aby dostać się do kominka w gabinecie pielęgniarki. W dłoni cały czas ściskał zaklętą szczotkę do włosów.

Odłożył przedmiot na podłogę i wrzucił proszek Fiuu do kominka, gdzie wykrzyknął adres swojego najlepszego przyjaciela.

— Blaise! — wydarł się, mając nadzieję, że mężczyzna nadal jest w mieszkaniu i nie poszedł jeszcze do pracy. Draco miał problem ze spamiętaniem jego grafiku. — Blaise!

— Idę — odkrzyknął z głębi mieszkania głęboki głos. — Czemu tak się drzesz od rana, przecież ci mówiłem…

Kiedy tylko Blaise znalazł się w zasięgu jego wzroku, Draco mu przerwał:

— Uczennica w Hogwarcie została przeklęta czarną magią. Musisz natychmiast się tu zjawić.

— Będę za dziesięć minut — odparł Blaise, nie pytając o nic więcej. Wiedział, że Draco nie kontaktowałby się z nim w ten sposób, gdyby to nie było poważne.

Blaise Zabini szkolił się na uzdrowiciela w Egipcie, gdzie silne, czarnomagiczne artefakty każdego dnia były powodem śmierci i nieszczęścia wielu czarodziejów. Szpitale w Egipcie specjalizowały się uzdrawianiem ofiar czarnej magii i cieszyły renomą na całym świecie właśnie z tego powodu. Blaise dopiero pół roku temu powrócił do kraju, gdzie z miejsca został przyjęty do Świętego Munga; tacy uzdrowiciele jak on byli na wagę złota.

Draco wycofał głowę z kominka, podniósł szczotkę z powrotem z podłogi i ruszył do miejsca, gdzie pani Pomfrey cały czas próbowała wszystkimi siłami powstrzymać działanie klątwy. McGonagall i trzeciorocznej Puchonki nie było w zasięgu wzroku.

— Blaise Zabini zjawi się tutaj za dziesięć minut — powiadomił kobietę Draco, a po chwili ciszy dodał: — Szkolił się na uzdrowiciela w Egipcie.

Pomfrey skinęła sztywno głową, rzucając zaklęcie za zaklęciem, ale nic zdawało się nie działać. Nogi i ręce Krukonki wykręciły się pod dziwnym kątem, przywodząc na myśl połamaną lalkę, a głowa była odrzucona do tyłu, eksponując bladą kolumnę szyi.
Nie wiedząc, co zrobić, Draco stał obok pielęgniarki, przyglądając się jej działaniom i samemu obmyślając eliksiry, które mógłby podać — jednak nie wiedząc, co dokładnie powodowała klątwa, nie był w stanie zrobić praktycznie nic. Miał swoje podejrzenia, ale jeśli były prawdziwe, eliksiry i tak nic by nie zdziałały.

Drgnął, kiedy nagle drzwi skrzydła szpitalnego otworzyły się zamaszyście, a do środka weszły w pośpiechu cztery osoby: dyrektor McGonagall, Harry Potter, jego partner Daniel Bones — siostrzeniec zmarłej Amelii Bones — oraz Blaise Zabini.
Mężczyzna posłał Draco lekki uśmiech, nim stanął obok szkolnej pielęgniarki i zaczął mówić do niej przyciszonym głosem.

— Profesorze Malfoy — powiedziała nagle dyrektorka, przyciągając jego uwagę i przywołując go do siebie gestem ręki.

Potter i Bones stali obok niej, obserwując go niczym jastrzębie i Draco opanował chęć poprawienia swoich szat. Potter wyglądał jeszcze przystojniej, niż kiedy ostatni raz widzieli się przelotnie na ulicy Pokątnej. Miał na sobie brązowy trencz, charakterystyczny dla autorów, a pod spodem czarny, dopasowany garnitur — jego wiecznie poczochrane włosy nadawały mu młodzieńczego wyglądu, a zielone oczy przyciągały wzrok zza okrągłych okularów. Draco nie mógł powiedzieć, że przyjaźnił się z Potterem, ale starali się zachowywać względem siebie cywilizowanie; cała ta sprawa oczywiście nie przeszkadzała Draco w podkochiwaniu się w nim. Czasami czuł się, jakby należał do cholernego fanklubu Pottera, kiedy w zaciszu swoich kwater przeglądał jego zdjęcia w Proroku Codziennym, starając się nie myśleć o głupim drżeniu swojego serca. Wmawiał sobie, że wcale nie miało to nic wspólnego z tym, że chłopak uratował mu życie i przemówił na jego korzyść na rozprawie w ministerstwie, przez co Draco postrzegał go odrobinę jako rycerza w lśniącej zbroi.

— Panowie — powiedział, kiwając im uprzejmie głową.

— Malfoy — odpowiedzieli jednocześnie; Bones wykrzywił w jego kierunku wargę i zmrużył oczy.

— Musisz złożyć zeznania — powiadomił go Potter, po czym machnął ręką w stronę szczotki. — I oddać nam to do badania.

Draco zerknął na szczotkę, którą wciąż ściskał przez rękaw szaty i pogratulował sobie w duchu, że przez przypadek jej nie dotknął; przez chwilę zapomniał, że w ogóle trzymał ten przedmiot w dłoni.

— Nie mam teraz zbyt wiele czasu — powiedział Draco, zerkając na duży zegar, wiszący nad wejściem do skrzydła szpitalnego. — Za dziesięć minut zaczynam pierwszą lekcję.

— Są teraz ważniejsze rzeczy niż lekcje, Malfoy — powiedział Bones, mierząc go nieprzychylnym spojrzeniem.

Draco nie miał pojęcia, dlaczego mężczyzna wykazywał w stosunku do niego taką niechęć, skoro ich drogi nigdy wcześniej się nie przecięły. Jednak zanim miał szansę odpowiedzieć, McGonagall oznajmiła:

— Zastąpię pana na pierwszych zajęciach, profesorze Malfoy. Proszę iść z aurorami.

— Oczywiście — odpowiedział jej Draco, po czym ruszył za mężczyznami w stronę gabinetu
Pomfrey.

Po drodze zerknął kątem oka na Blaise’a, który z zamkniętymi oczami szeptał po łacinie i wykonywał delikatne ruchy różdżką nad ciałem młodej Krukonki.
W środku rozsiadł się wygodnie na fotelu przy biurku i położył na jego środku przeklętą szczotkę. Potter zajął miejsce naprzeciwko niego, a Bones założył ramiona na piersi, stając tuż za nim i nie spuszczając z Draco wzroku.

— Chcielibyśmy, abyś opowiedział nam o wszystkim, co widziałeś i słyszałeś — powiedział Potter po chwili niezręcznej ciszy, gdy żaden z nich się nie odzywał.

— Wydaje mi się, że przesłuchujecie nieodpowiednią osobę — powiadomił go Draco, opierając się wygodnie. — Panna Wilson będzie w stanie powiedzieć wam dużo więcej na ten temat. Ja jedynie przyniosłem pannę Walker do skrzydła szpitalnego i podniosłem z ziemi zaklętą szczotkę.

Potter ułożył ręce na biurku i zaczął stukać palcami w dębowe drewno, jakby pomagało mu się to skupić. Draco nie mógł nie zauważyć drżenia jego lewej ręki, mimo tego, że cały czas starał się nią ruszać.

— Czy przy pannie Walker było coś jeszcze? Zauważyłeś jakieś ślady obok niej? Jakąś postać w pobliżu?

— Czy wiecie ile uczniów przechodzi od rana przez dziedziniec? — zapytał Draco ich obu, unosząc do góry brew w aroganckim geście, które nie mógł się pozbyć, nie ważne, jak bardzo próbował. — Oczywiście, ze wokół niej były inne ślady. Nikogo nie widziałem, a jedynym przedmiotem, który był przy uczennicy była ta szczotka. Od razu rozpoznałem czarną magię. Przypuszczam, że to klątwa Morfeusza, która zamyka ofiarę w świecie koszmarów, naprawdę paskudna.

Bones prychnął pogardliwie.

— Przypuszczam, że możemy wierzyć śmierciożercy w tej sprawie — powiedział. — Profesjonalista wie, o czym mówi.

— Daniel — syknął Potter, odwracając się do swojego partnera z niezadowolonym wyrazem twarzy. — To nie jest…

— Dobrze, że chociaż ja się znam na twoim fachu — wciął mu się w słowo Draco, zwracając się do aurora, który właśnie go obraził. — Ty nie wyglądasz, jakbyś miał pojęcie o czymkolwiek związanym z czarną magią. Słyszałem, że przyjęli cię w szeregi aurorów, tylko przez wzgląd na to, że dzielisz więzy krwi z Amelią Bones.

Co było prawdą. Prasa poświęciła temu trochę czasu, informując publikę o tym, że Bones nie zdał jednego z testów kwalifikujących, ale i tak go przyjęli, przydzielając mu za partnera Pottera, który najwyraźniej miał go podszkolić. Sam Potter szykował się do objęcia stanowiska Szefa Biura Aurorów, więc pracowanie z nim sprawiało, że nazwisko Bonesa dość często pojawiało się w ustach czarodziejów, gdy ci rozmawiali o kolejnej dobrze poprowadzonej sprawie.

— Jak śmiesz… — zaczął Bones, wyciągając różdżkę, ale Potter natychmiast podniósł się z fotela, zasłaniając Draco własnym ciałem.

— Jeśli nie umiesz się kontrolować, wyjdź stąd — powiedział ostro. — Przyjdę do ciebie za dziesięć minut, poczekaj przed wejściem do skrzydła szpitalnego.

Drugi mężczyzna zaklął cicho, ale nie śmiał się kłócić z Wybrańcem. Rzucił Draco ostatnie nienawistne spojrzenie, po czym wymaszerował z gabinetu, trzaskając za sobą ostentacyjnie drzwiami.

— Przepraszam za niego — powiedział natychmiast Potter, znów siadając na krześle.

— O co mu chodzi? — zapytał Draco, przyglądając mu się uważnie.

Potter westchnął i znów zaczął stukać palcami o biurko.

— Jego dziewczyna była torturowana i zabita przez śmierciożerców na jego oczach — wyjaśnił. — No i jego ciotka, Amelia Bones, zginęła z ręki Voldermota. Przypuszczam, że dlatego nie żywi do ciebie zbyt ciepłych uczuć.

— Rozumiem — powiedział Draco, kiwając głową. Znał wiele osób, które nie lubiło go tylko dlatego, że był kiedyś śmierciożercą i nie miało dla nich znaczenia to, że został ułaskawiony przez ministerstwo i nigdy nie spotkał żadnego członka ich rodziny. Obwiniali go o wszystkie krzywdy, które zostały im wyrządzone w czasie wojny. — Powracając do tematu, to naprawdę nie jestem w stanie pomóc.

Potter kiwnął głową.

— Domyśliłem się, ale procedury wymagają rozmowy z każdą osobą zamieszaną w przestępstwo — powiadomił go, po czym niespodziewanie posłał mu rozbawiony uśmiech. —
Ta trzecioroczna Puchonka chyba jest twoją fanką.

— Och? — zapytał Draco, kompletnie zbity z tropu.

— Kiedy powiedzieliśmy jej, że najpierw porozmawiamy z tobą, zaczęła nas zapewniać, że profesor Malfoy nie zrobił nic złego i mówić o tym, jak cudownym nauczycielem jesteś — wyjaśnił Potter, a jego zielone błyszczały rozbawieniem. — Chyba myślała, że jesteś o coś oskarżony, po tym, jak Daniel wymamrotał pod nosem, że to pewnie twoja sprawka.

— O matko — prychnął Draco, nie mogąc się powstrzymać. Wiedział, że panna Wilson często wodziła za nim oczami i rumieniła się na jego widok, ale w życiu nie przypuszczałby, że ta zacznie go bronić w takiej sytuacji. — Cóż mogę powiedzieć. Jestem ulubionym nauczycielem wielu osób w tej szkole. Eliksiry cieszą się wielką popularnością.

— Gdyby Snape wyglądał tak, jak ty, pewnie też chodziłbym chętniej — rzucił Potter, po czym potrząsnął głową.

Draco rozchylił zaskoczony usta, nie wiedząc, co na to odpowiedzieć. Potter posłał mu lekko zakłopotany uśmiech, jakby sam nie wierzył w to, co właśnie powiedział, po czym podniósł się z krzesła i przemienił kartkę papieru w aksamitną chusteczkę; owinął nią szczotkę i schował do wewnętrznej kieszeni swojego płaszcza. Przez cały ten czas jego lewa ręka drżała dostrzegalnie.

Mężczyzna miał właśnie wyjść z gabinetu, kiedy Draco poderwał się na nogi i w przypływie impulsu powiedział:

— Zaczekaj.

Potter obrócił się w jego stronę z uprzejmym zainteresowaniem.

— Od kiedy twoja lewa dłoń drży? — zapytał Draco.

Potter zerknął na swoją rękę, a potem z powrotem na niego.

— Nie sądziłem, że to aż tak widoczne — powiedział. — Um, od kilku miesięcy. Byłem na
misji i trafiło mnie paskudne zaklęcie parzące. Przez dwa tygodnie nosiłem bandaże, ale
mówią, że nie da się nic z tym zrobić.

— Być może będę mógł pomóc — zaoferował Draco, przeklinając się w myślach. Co on sobie w ogóle myślał. Eliksir nie był gotowy, a nawet gdyby był, to jeszcze nie przeprowadził na nim pełnych badań.

— Och? — westchnął Potter.

— Tworzę pewien eliksir, jako część zdobywania tytułu mistrza eliksirów — wytłumaczył, prostując ramiona. — Zajmuję się efektami ubocznymi czarnomagicznych zaklęć i staram się stworzyć eliksir, który zregeneruje uszkodzone nerwy.

— To niesamowite! — powiedział z entuzjazmem Potter. — Nawet nie wiesz, jak coś takiego ułatwiłoby życie aurorów. Nie jestem w stanie zliczyć ile osób cierpi na drżenie rąk i nóg, na bóle pleców i…

— Nie ekscytuj się tak — ostudził jego entuzjazm Draco, unosząc dłonie do góry. — To jeszcze nic pewnego, ale jeśli chciałbyś być moim szczurem doświadczalnym, to zapraszam. Gwarantuję, że na pewno ci się nie pogorszy.

— W porządku — oznajmił po chwili zastanowienia Potter, wzruszając ramionami. — Skoro gorzej i tak nie będzie, a mam szansę na poprawę, to czemu nie. To drżenie jest wkurzające, kiedy próbuję pić herbatę lewą ręką i jednocześnie pisać raport prawą.

— Za około dwa tygodnie wyślę do ciebie sowę — powiedział Draco. — Muszę jeszcze dopracować kilka rzeczy.

— W takim razie do zobaczenia. — Potter pomachał mu lekko, nim wyszedł z gabinetu, zostawiając Draco z szybko bijącym sercem.

~~*~~


— Czyli wreszcie zwabiłeś Pottera do swojej jaskini? — zapytał go Blaise kilka godzin później, gdy siedzieli przy kominku w kwaterach Draco.

Draco praktycznie zakrztusił się swoją herbatą.

— Ciężki dzień w pracy chyba zaszkodził twoim procesom myślowym — odpowiedział, odstawiając filiżankę na spodek. — Lepiej powiedz mi, co z panną Walker.

— Subtelna zmiana tematu — prychnął Blaise, unosząc w rozbawieniu jedną brew. — Z medycznego punktu widzenia nic jej teraz nie zagraża. Razem z panią Pomfrey udało nam się zatrzymać klątwę i wyciągnąć ją z koszmarów, nim na dobre uwięziły ją w jej własnym umyśle. Gdybym przybył kilka minut później, nie dałoby się już nic zrobić. Spotkałem się z tą klątwą na samym początku mojej treningu na uzdrowiciela, tamtej biednej duszy niestety nie udało się uratować.

— Ciekawe, kto jest za to odpowiedzialny — wymamrotał pod nosem Draco. — Kto chciałby tak strasznego losu dla małej dziewczynki?

— Rozpracowanie tego, to już robota aurorów — powiedział Blaise, wzruszając ramionami. — Słyszałem od Pomfrey, że ta mała Puchonka wyznała, że szczotkę przyniosła standardowa sowa, którą możesz wypożyczyć na Pokątnej. Ktokolwiek to zrobił, pewnie szybko zostanie złapany. Poza tym jestem pewny, że dowiesz się wszystkiego z samego źródła.

— Nie zamierzam napastować moich uczennic o informacje! — oburzył się Draco.

Blaise wywrócił na niego oczami, machając na dodatek dłonią, jakby odganiał natrętną muchę.

— Miałem na myśli zbliżającą się wizytę Pottera — wyjaśnił, patrząc na niego sugestywnie, jakby spodziewał się, że wydarzyło się między nimi coś więcej i Draco podzieli się z nim jakimiś pikantnymi szczegółami.

— Jesteś szalony, Blaise — powiedział. — Zamieniłem z nim kilka zdań i zaproponowałem mu pomoc z drżeniem dłoni.

— Słyszałem, że odpowiednie skupienie i wykonywanie precyzyjnych ruchów dłonią pomaga z…

— Zamknij się — jęknął Draco, zakrywając twarz. — Nie mam pojęcia, dlaczego się przyjaźnimy.

Blaise parsknął, jakby torturowanie Draco przynosiło mu wiele radości (i pewnie tak było), po czym łaskawie zmienił temat na najświeższe plotki z życia z Pansy Parkinson, która właśnie wyszła za mąż po raz drugi w swoim dwudziestopięcioletnim życiu.

~~*~~


Dwa tygodnie minęły Draco szybciej, niżby sobie tego życzył. Kiedy nie uczył i nie miał dyżurów, zajmował się ulepszaniem eliksiru. Wreszcie udało mu się zamienić sproszkowany kręgosłup skorpeny na łuski węża morskiego, co kompletnie zmieniło konsystencję eliksiru i teraz Draco miał do czynienia z maścią. Z maścią, która pachniała silnie szlamem i jodem, ale za to miała przepiękny morski kolor.

Draco musiał ustalić jeszcze dokładny czas warzenia i zmienić proporcje składników, ale nie mógł tego określić, jeśli nie znał dokładnego działania obecnej maści. Właśnie dlatego był tak podekscytowany na wieczorne przybycie Pottera — a przynajmniej to sobie wmawiał.
Cztery minuty po dziewiętnastej w pomieszczeniu rozległo się głośne pukanie, które natychmiast wprawiło jego serce w stan lekkich palpitacji. Rozejrzał się szybko po salonie, czy nie ma bałaganu — oczywiście nie było, ponieważ każdy Malfoy wie, jak utrzymać odpowiedni porządek — po czym otworzył drzwi przed lekko pochmurnie wyglądającym Potterem.

— Co? — zapytał go bezpośrednio, po czym skrzywił się lekko; to tyle, jeśli chodzi o jego nienaganne maniery.

Mężczyzna zdawał się nie zwrócić na to żadnej uwagi; wyminął go i wszedł do środka, zdejmując z ramion ciężki, zimowy płaszcz. Miał na sobie czarne spodnie i dopasowany sweter w kolorze butelkowej zieleni.

— Po drodze minąłem klepsydry i nie mogę uwierzyć, że Puchoni prowadzą w punktacji — powiedział, a wyraz autentycznego szoku na jego twarzy wywołał u Draco uśmiech. — Jak tak dalej pójdzie to zdobędą Puchar Domów!

— Spokojnie, Potter — powiedział, nie mogąc przestać się uśmiechać. — Mamy dopiero koniec lutego, jestem pewien, że kilka następnych meczów quidditcha odmieni sprawę. Myślę, że pocieszy cię fakt, że Gryffindor na razie prowadzi.

— Chociaż tyle — wymamrotał Potter pod nosem, podciągając rękawy swetra.

Po wymieniu się kilkoma uprzejmościami i przygotowaniu herbaty, Draco postanowił na małym stoliku słoiczek z maścią.

— Nie jest jeszcze w stu procentach gotowa — powiedział, kiedy zobaczył, jak wzrok Pottera rozbłysnął. — Nie gwarantuje, że poczujesz jakąś różnicę, ale musimy przeprowadzić testy, żebym mógł dopracować formułę.

— Spoko — oznajmił Potter, podając mu swoją dłoń i wychylając się lekko w jego stronę. — Rób, co musisz.

Draco wziął głęboki oddech, żeby odrobinę się uspokoić, po czym odkręcił słoiczek i zmarszczył nos.

— Możesz też popracować nad zapachem — powiedział mężczyzna, odwracając głowę lekko w bok, jakby myślał, że dzięki temu uniknie wąchania maści. — Nigdy nie rozumiałem, czemu wszystkie eliksiry muszą śmierdzieć i paskudnie smakować.

— Nie marudź — skarcił go Draco, po czym umoczył palce w maści i zapytał: — Które dokładnie miejsca były poparzone?

— Wszystko od czubów palców aż po łokieć — wytłumaczył Potter, podwijając rękaw swetra aż za przedramię.

Kiedy Draco lepiej się przyjrzał, faktycznie było widać, że skóra wciąż miała lekko zaróżowiony, podrażniony kolor i mógł się założyć, że Potter nie stosował się do zaleceń uzdrowicieli, bo inaczej po miesiącu po poparzeniach nie powinno być już śladów.

Z ostatnim głębokim wdechem na uspokojenie nerwów zrobił to, o czym do niedawna mógł tylko marzyć. Ujął dłoń Pottera w swoją własną i delikatnie, poczynając od czubków palców, zaczął wmasowywać w nią maść; każdym palcem zajmował się osobno, rolując go między swoimi własnymi, co było dziwnie intymne. Kiedy zaczął wykonywać lekko posuwiste ruchy, Potter odchrząknął znacząco, a na jego ustach błąkał się głupi uśmiech.
Draco wywrócił na niego ostentacyjnie oczami, starając się nie zarumienić i, żeby się rozproszyć, zapytał:

— Powiesz mi, kto wysłał tę zaklętą szczotkę do włosów?

— Myślałem, że już wiesz — powiedział Potter, brzmiąc na zaskoczonego.

— Słyszałem tylko szczątki historii — wyznał szczerze. — Nie miałem za bardzo czasu zajmować się plotkami w ostatnim czasie.

— To był ojczym dziewczynki — wytłumaczył Potter, kiedy Draco smarował maścią zewnętrzną część jego dłoni. — Kiedy była w domu w trakcie przerwy świątecznej, znalazła zdjęcie jego i jego kochanki, które trzymał w swojej szafce. Bał się, że mimo gróźb i tak wyda go swojej mamie, więc postanowił sprezentować jej koszmary do końca życia. Na szali stał ogromny majątek, który posiada pani Walker.

— Jak go złapaliście? — zapytał z zaciekawieniem Draco, spoglądając w zielone oczy Pottera.

— Po pierwsze użył sowy z Pokątnej, więc dostaliśmy jego opis od pracownika sowiarni i udało nam się dotrzeć do osoby, która mu sprzedała i zaklęła szczotkę. Reszta nie była taka trudna, zwłaszcza, że Emma Walker wyznała nam swoje obawy.

Draco mruknął potwierdzająco i pogratulował zamkniętej sprawy, po czym energicznymi ruchami dokończył nakładanie maści i szybko poszedł umyć ręce. Kiedy wrócił podniósł pergamin i pióro, gdzie zapisał dokładny czas nałożenia maści i swoje uwagi. W kontakcie ze skórą po dziesięciu minutach maść zmieniła kolor na ciemny brąz, a zapach kompletnie się zneutralizował. Po piętnastu minutach utworzyła się skorupa, a po dwudziestu zaczęła pękać. Wreszcie po równych trzydziestu minutach sama zaczęła odpadać, ukazując uleczoną skórę Pottera.

— No i? — zapytał Potter, gapiąc się na niego, jakby Draco znał wszystkie odpowiedzi na problemy tego świata.

— To ty mi powiedz — odparł Draco. — Czujesz jakąś zmianę?

Potter zmarszczył brwi, po czym wypełnił pustą filiżankę strumieniem wody z różdżki i podniósł ją do góry. Obaj gapili się w powierzchnię wody, wypatrując drgań powodowanych przez rękę Pottera, ale nic się nie działo. Następnie auror położył dłoń płasko na stoliku, wpatrując się w nią niczym jastrząb i kiedy nic się nie wydarzyło, uśmiechnął się do Draco tak szeroko, że ten poczuł jak oddech zamiera mu w piersi.

— Nie wierzę! — wykrzyknął, podrywając się na równe nogi. — To naprawdę zadziałało!

Draco również wstał, ponieważ zaczęła w nim buzować tak ogromna energia, że nie mógł usiedzieć. Pracował nad tym eliksirem cztery lata i wreszcie widział jakieś efekty, być może miał tym odkryciem znów przywrócić nazwisko Malfoy do łask. Chcąc się przekonać, czy maść na pewno zadziałała, ujął dłoń Pottera w swoje własne i ścisnął ją delikatnie.

— Niesamowite — mruknął pod nosem.

— Kurewsko zajebiste — poprawił go Potter, śmiejąc się. — Jestem taki szczęśliwy, że mógłbym cię pocałować.

Draco tak szybko podniósł głowę, że coś strzeliło mu w karku.

— Um — stęknął niemrawo, nie wiedząc, co powiedzieć. A jako że zawsze ostatnie słowo musiało należeć do niego, wypalił: — Najpierw randka, potem pocałunki, Potter. Jestem gentlemanem.

Potter nagle spoważniał, przechylając lekko głowę w bok i obrzucając go uważnym spojrzeniem.

— Czy to propozycja? — zapytał cicho.

Draco oblizał nerwowo dolną wargę, zastanawiając się, czy było warto podjąć ryzyko czy nie. Wreszcie wydusił z siebie:

— Jeśli chcesz.

— To szalony pomysł — skwitował Potter, ale jego głos nie był niemiły; raczej brzmiał na zaintrygowanego. — Ale co mi tam. Draco Malfoyu, czy zrobisz mi tę przyjemność i umówisz się ze mną na kolację?

Żołądek Draco zacisnął się w ciasną kulkę.

— Jeśli nalegasz — odparł nonszalancko, chociaż miał wrażenie, że zaraz ugną się pod nim kolana.

Potter roześmiał się, odrzucając głowę do tyłu i wymamrotał pod nosem: Ślizgoni. Nagle obaj zamarli, kiedy poczuli drżenie dłoni Pottera.

— Cholera — sapnął ten, marszcząc brwi. — Myślałem, że zadziałało.

— Takie rzeczy wymagają cierpliwości — powiedział Draco, ponieważ spodziewał się, że nie skończy się na jednej próbie. — Już podczas nakładania zauważyłem, że muszę zmienić proporcję składników, no i przypuszczam, że maść będzie trzeba stosować kilka razy, nim drżenie ustąpi całkowicie.

— To ty jesteś ekspertem — odparł Potter, posyłając mu mały uśmiech. — Jest już dość późno, więc będę leciał. Od rana mam szkolenie rekrutów.

— Oczywiście. — Draco natychmiast puścił jego dłoń i cofnął się o krok.

Potter bez słowa poprawił swój rękaw i nałożył płaszcz. Draco obserwował go, jak kieruje się do drzwi, po czym zamarł lekko, gdy Potter odwrócił się do niego przez ramię.

— Wyślę ci sowę z miejscem i czasem kolacji — obiecał i puścił mu oczko, nim raźno wyszedł na korytarz i zamknął za sobą drzwi.

Draco mógł jedynie gapić się za nim z głupim uśmiechem.

TEKST C


Wśród nauczycieli od zawsze chodziły zakłady o to, który uczeń wyląduje w końcu w łóżku Harry’ego Pottera. Oczywiście nie był on wyjątkiem pod tym względem, ale jednak to jego życie było najbardziej obserwowane. Jedni powiedzieliby, że to nieetyczne, jak można nawet myśleć o obściskiwaniu się czternastolatków, inni za to prychali pod nosem i wkładali własne pieniądze w zakłady w nadziei, że to im się poszczęści. Przez lata suma zakładu była już znaczna.

Nikt nawet nie pamiętał kto to zaczął, jednak wszystko wskazywało na to, że profesor McGonagall była jednak zbyt entuzjastyczna jeśli chodzi o kolejne interakcje Harry’ego z kolegami z roku.

Wiele osób myślało o kimś bliskim dla Wybrańca. Dajmy na to o pannie Granger, która zdawała się być zawsze blisko niego, nie zważając na to jak wielkim idiotą czasami potrafił być. To ona, bez względu na to co mówiła opinia publiczna, trwała u jego boku, pomagając mu na każdym kroku. To, że jeszcze nie poddała się i nie obróciła na pięcie zostawaijąc Pottera jak i Weasleya na własną rękę było zagadką stulecia.

Kiedy Harry zaprosił Cho na Bal, Minerwa wpadła do pokoju nauczycielskiego zjeżona jak kotka, prychając na wszystkich i sycząc w stronę Umbridge bardziej niż zwykle, co już wtedy było dużym wyczynem. To nie mogło się po prostu zdarzyć. Wicedyrektor miała plany co do związku Harry’ego i wolałaby, żeby został on czysto Gryfoński. A Ronald; najmłodszy chłopiec Weasleyów naprawdę mógł wyrosnąć na przystojnego młodzieńca, biorąc pod uwagę jak wyglądał teraz Charlie oraz William.

Kiedy dyrektor zaoferował pomoc w burzy mózgów, rzucił czymś tak niedorzecznym, że nawet Sybilla nie wpadłaby na coś takiego, a to powinno wyjaśniać wiele. Ponieważ Albus, kochany staruszek, stwierdził, że Harry’emu potrzebny jest ktoś kto się nim zaopiekuje, ktoś starszy i z doświadczeniem. Ale oczywiście nie wskazywał wtedy na ostatni rok studentów, skąd. Dlatego gdy tylko Severus usłyszał swoje imię, obrzucił dyrektora tak jadowitym spojrzeniem, że tego aż przeszły ciarki. Wszyscy rozumieli upodobania Albusa, nikt z nich też nie był święty, robili wiele rzeczy za młodu, ale na Merlina! Czy on nie pamiętał tego wielkiego uczucia, którym Severus darzył matkę Harry’ego? Tego jak latał za nią jak szczeniak?

Hagrid był jednak równie nielogiczny, gdyż stwierdził, że może wyczuć wielką ilość napięcia seksualnego między Draco a Harrym na swoich zajęciach. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Severus nie wypalił przez zęby, że prędzej ziemia zawali się pod Malfoyem niż ten zniży się do czegoś takiego. Tym bardziej, że przez większość swojego czasu biegał z Blaisem po zamku usiłując być chyba następną Złotą Trójcą, tyle że srebrną i jedynie parą oraz z większym smakiem w kwestii ubioru i lepszym pochodzeniem i w ogóle numer jeden na całym świecie. Tym bardziej, że według Filcha Wybraniec nigdy nawet nie spojrzałby w kierunku Śmierciożercy.

Dlatego też z tych dziewiętnastu, na ten moment imion, znajdujących się w tiarze pod stołem prezydentialnym, żadne nie było tym właściwym. Mimo tego, że imiona te były rozrzucone po całym Hogwarcie i w kilku rocznikach, żadne nie było tym, które pozwoliłoby komuś wygrać.

Jednakże wybranek Harry’ego Pottera był nieznany większości populacji czarodziejskiego świata, więc nie można było winić kilku nieświadomych nauczycieli na to, że nie zgadli, ba!, co więcej na to, że przez chwilę myśleli tym, ale odrzucili tę opcję.

Oprócz samego Harry’ego i jego partnera, jedynie trzy inne osoby wiedziały o tym sekretnym związku. Nie na długo jednak, gdyż obaj stwierdzili, że to najwyższy czas na to, aby wyjść z szafy. I chociaż Ron twierdził, że nie powinni robić tego podczas Pucharu Domów Hermiona była jak najbardziej na tak, twierdząc, że gdyby coś poszło nie tak, ludzie zapomnieli by o tym dość szybko, biorąc pod uwagę, że to pierwszy rok, w którym Ślizgoni mieli wygrać Puchar odkąd Harry pojawił się w zamku. Nikt nie będzie pamiętał go jak i Draco całujących się pod powiewającymi, zielonymi sztandarami. Teoretycznie. Blaise ją wyśmiał, za co dostał po głowie od Rona.

— Czy musicie zaczynać właśnie teraz — syknął Draco przez zaciśnięte zęby, starając się zachować spokój, ale każdy kto znał go trochę lepiej, wiedział, że on też się denerwuje. Udało im się zachować ich związek w sekrecie przed całą szkołą przez półtorej roku, a teraz sami mieli pokazać wszystkim co tak naprawdę się działo. A co jeśli ich wyśmieją? Albo co gorsza, nikt się nie przejmie? Malfoy mógł znieść wiele, ale nie brak zainteresowania.

— Och, nie przejmuj się nimi, to tak z miłości — westchnął Harry, owijając ramię dookoła talii swojego chłopaka. Rozejrzał się jednak niepewnie dookoła, nie chcąc, żeby ktoś już teraz odkrył co ich łączy. Wierzył w zdolności Hermiony, jednak nie była ona jedyną potężną wiedźmą w tej szkole bez względu na to co myśleli inni. — Prawda?

Ron, Hermiona jak i Blaise pokiwali głowami, starając się przekonać Harry’ego, że tak naprawdę nie mają ochoty sobie przez większość czasu skoczyć do gardeł i ich pokojowe nastawienie przejawia się jedynie z miłości i troski do swoich przyjaciół.

Kiedy cała piątka usłyszała jak w Wielkiej Sali zapada cisza, wiedzieli, że to ich czas. Lada moment Dumbledore miał ogłosić wyniki, a oni swój związek. Z każdą chwilą byli coraz mniej pewni swojej decyzji jednocześnie wiedząc, że to jest coś na co czekali od dłuższego czasu, chcąc mieć chociaż ułamek normalnego życia. Harry nie chciał się kryć po kątach ze wszystkim co robił, a Draco… Draco chciał zadowolić swojego chłopaka tak jak tylko mógł, bez względu na konsekwencje, które miał przez to ponieść. Może uda mu się to odwrócić w swoją stronę. Może dzięki temu uda mu się przekonać Czarnego Pana, że nie trzeba go zabijać, bo może wnieść do ich szeregów ważne informacje, może… ale to wszystko były spekulacje. Do czasu dopóki nie wejdą tam, trzymając się za ręce, nie będzie wiedział jak to się skończy.

Dlatego kiedy tylko usłyszeli głośny jęk zawodu ze strony trzech domów, które miały jednak nadzieję, że Dyrektor jak co roku na ostatnią chwilę zmieni punktację oraz owacje Ślizgonów, Draco jak i Harry spojrzeli po sobie i wstrzymując oddech popchnęli drzwi prowadzące do Wielkiej Sali. Ich przyjaciele czekali za nimi, patrząc się na nich z niepokojem niepewni co mają zrobić. Jednak głośny huk, który doszedł ich ze strony stołu nauczycielskiego przeraził ich tak, że podskoczyli w miejscu.

Minerwa i Severus stali właśnie z różdżkami w dłoniach celując w siebie nawzajem i krzycząc jedno przez drugie, że ich wychowanek zapewne rzucił niewybaczalne i to dlatego ten związek w jakikolwiek sposób funkcjonuje. O ile można nazwać to związkiem.

— Cóż — westchnął Harry. — Chciałeś zainteresowania, no to masz.

— Nie tego się spodziewałem — mruknął skonfundowany Draco jednak pochylił się w stronę Harry’ego całując go delikatnie w usta. Nikt oprócz Dyrektora jednak tego nie zauważył, bo wszyscy patrzyli na walkę słowną dziejącą się pomiędzy McGonagall i Snapem.
____________________

 
 
SzmaragDrac 



7-klasista


Wiek: 20
Dołączyła: 08 Mar 2015
Posty: 166
Skąd: mazowieckie
Wysłany: 2017-02-10, 14:48   

TEKST A
1. Ogólne wrażenie - 1,25
Bardzo mi się spodobał ten tekst, fajna komedia, a nawet crack xD
2. Wywiązanie się z tematu - 1
Wywiązał się.
3. Styl i poprawność - 1,5
Ładny styl, plastyczny, dobra narracja.
4. Punkty specjalne - 1,5
Voldziu z odbiciem loga Hogwartu na czole od Pucharu Domów podbił moje serce <3
RAZEM: 5,25


TEKST B
1. Ogólne wrażenie - 1,25
Całkiem fajna zagadka, ciekawy wstęp i fajnie scharakteryzowany Draco.
2. Wywiązanie się z tematu - 1
Wywiązał się.
3. Styl i poprawność - 0,75
Ciekawe opisy, choć czasem niektóre wydawały mi się niepotrzebne. Generalnie spoko.
4. Punkty specjalne - 1
Podobała mi się ostatnia scena :D
RAZEM: 4


TEKST C
1. Ogólne wrażenie - 0,5
Średnio podoba mi się zarysowanie sytuacji,postaci trochę OOC.
2. Wywiązanie się z tematu - 1
Wywiązał się.
3. Styl i poprawność - 0,75
Ciekawy styl, choć czasem dłużyły mi się niektóre opisy.
4. Punkty specjalne - 0,5
Za walkę Snape'a i McGonagall
RAZEM: 2,75
____________________
You mustn't be afraid to dream a little bigger, darling. (X)
 
 
ksenian 



7-klasista


Wiek: 31
Dołączyła: 26 Sty 2016
Posty: 102
Wysłany: 2017-02-10, 18:01   

1. Ogólne wrażenie
Tekst A 1,5
Tekst B 1,5
Tekst C 0

Jestem zachwycona! Tekst A był genialny jego polot, humor i lekkość zaskoczył mnie, plus do tego pomysł - wprost idealna miniaturka na poprawę humoru. Nawet nie mam się do czego przyczepić ;(
Tekst B ten tekst jest na równi z tym pierwszym, choć oba znacząco rożne to każdy ma w sobie to coś. Jakkolwiek patrząc na oba, tekst A przeczytałam i na tym koniec, przy B natomiast czuję niedosyt, jest wdzięczny do ulepienia z niego wielorozdziałowca.
W tekście C czegoś mi brakuje, nie jest zły tylko... no właśnie to coś. Jest tak jakby wyrwany z kontekstu, zarys niby jest ale tak właściwie nie bardzo wiadomo o co chodzi, przypuszczam że można by podłożyć obojętnie jakie postacie i tez było by dobrze. Niestety nie uwiódł mnie - choć pomysł jakiś był, a i do stylistyki też nie można się przyczepić.

2. Wywiązanie się z tematu
Tekst A 1
Tekst B 1
Tekst C 1
Wszystkie teksty spełniają wymogi.

3. Stylistyka i poprawność
Tekst A 1
Tekst B 1
Tekst C 1
Nie rzuciło mi się w oczy nic rażącego.

4. Punkty specjalne
Tekst A 1,5 za humor i to nieszczęsne limo Voldzia ;)
Tekst B 1,5 za delikatność, subtelność i zaczątek do dobrego opowiadania.
Tekst C 0

Podsumowanie
Tekst A 5
Tekst B 5
Tekst C 2
____________________
„Mam gdzieś jak długo to potrwa, i tak to osiągnę, zanim umrę na pewno mi się to uda."
 
 
Alexandrine 



Order Merlina II klasy
Morderczy Demon


Wiek: 24
Dołączyła: 17 Paź 2009
Posty: 1135
Wysłany: 2017-02-11, 00:22   

Jeden pojedynek za mną ; )

TEKST A
1. Ogólne wrażenie - 1
Fajne podejście, Colin jak zawsze oczywiście wpakuje swój aparat nie tak gdzie trzeba.
2. Wywiązanie się z tematu - 1
Zgadza się.
3. Styl i poprawność - 1.25
Nic mi się nie rzuciło w oczy, czytało się płynnie.
4. Punkty specjalne - 1
Koniec. Voldziu dostał Pucharem w twarz!
RAZEM: 4,25


TEKST B
1. Ogólne wrażenie - 1,5
Najbardziej udany. Ciekawe podejście do tematu, zresztą uwielbiam jak ktoś z nich jest nauczycielem.
2. Wywiązanie się z tematu - 1
Zgadza się.
3. Styl i poprawność - 1
Ok, ale w porównaniu z pierwszym trochę gorzej.
4. Punkty specjalne - 1,5
Za moment umawiania się na randkę ; )
RAZEM: 5


TEKST C
1. Ogólne wrażenie - 0,5
Ogólnie to średnio trafił mi w gust, najmniej mi się podobał
2. Wywiązanie się z tematu - 1
Zgadza się.
3. Styl i poprawność - 0,75
Opisy trochę mnie dobiły.
4. Punkty specjalne - 0,5
Za kocice Minewrę ; )
RAZEM: 2,75


Podsumowanie
Tekst A - 4,25
Tekst B - 5
Tekst C - 2,75
____________________



Kobiety z pigułek konstruują bomby.
 
 
 
Ritter 



7-klasista


Wiek: 36
Dołączył: 24 Lis 2015
Posty: 140
Wysłany: 2017-02-11, 13:34   

Zgodnie z obietnicą, przeczytałem i oceniłem :-)

TEKST A
1. Ogólne wrażenie - 2.00
Tekst mi się podobał, bardzo ciekawy pomysł.
2. Wywiązanie się z tematu - 1.00
Autor/ka wywiązał się z tematu.
3. Styl i poprawność - 1.50
Lekki, plastyczny styl.
4. Punkty specjalne - 2.00
Voldek z herbem Hogwartu na czole i Lucjuszu, musimy poważnie porozmawiać o twoim synu rządzą ;-)
RAZEM: 6.50


TEKST B
1. Ogólne wrażenie - 0.50
Podoba mi się przedstawienie postaci Draco.
2. Wywiązanie się z tematu - 1.00
Autor/ka wywiązał się z tematu.
3. Styl i poprawność - 0.75
Dobre opisy, ale czasem odbierałem je jako dłużyzny.
4. Punkty specjalne - 0.00
Brak.
RAZEM: 2.25


TEKST C
1. Ogólne wrażenie - 0.50
Za przedstawienie postaci. Chociaż były one trochę niezbyt kanoniczne, ale w sumie czemu miałbym wymagać kanonu w drarry? ;-)
2. Wywiązanie się z tematu - 1.00
Autor/ka wywiązał się z tematu.
3. Styl i poprawność - 0,75
Ciekawy styl, choć czasem dłużyły mi się niektóre opisy.
4. Punkty specjalne - 1.00
Za przeszywające spojrzenie Severusa, srebrną trójcę w której były tylko dwie osoby, ale ze smakiem do ubioru i napięcie seksualne pomiędzy Draco i Harrym na lekcjach Hagrida.
RAZEM: 3.25
____________________
Stirlitz, idąc przez Unter den Linden, zauważył człowieka zamalowującego napis na ścianie.
Moderator - pomyślał Stirlitz.
 
 
 
carietta 



Order Merlina II klasy
puckurt is everything


Wiek: 26
Dołączyła: 19 Lip 2009
Posty: 1293
Skąd: Podlasie
Wysłany: 2017-02-15, 21:57   

1. Ogólne wrażenie
Tekst A 1
Tekst B 2
Tekst C 0

2. Wywiązanie się z tematu
Tekst A 1
Tekst B 1
Tekst C 1
Wszystkie teksty spełniają wymogi.

3. Stylistyka i poprawność
Tekst A 1
Tekst B 1
Tekst C 1
Nie rzuciło mi się w oczy nic rażącego.

4. Punkty specjalne
Tekst A 1
Tekst B 2
Tekst C 0

Podsumowanie
Tekst A 4
Tekst B 6
Tekst C 2

Tekst C kompletnie do mnie nie trafił, tekst B miał imho najmocniej zarysowana historię tej zagadki i to było w nim fajnie a w A podoba mi się szkolny motyw no i miał swoje zabawne momenty.
____________________
 
 
 
mea 



Order Merlina II klasy


Wiek: 32
Dołączyła: 09 Paź 2009
Posty: 1998
Wysłany: 2017-02-15, 22:08   

1. Ogólne wrażenie
Tekst A 1
Tekst B 2
Tekst C 0

2. Wywiązanie się z tematu
Tekst A 1
Tekst B 1
Tekst C 1


3. Stylistyka i poprawność
Tekst A 1,5
Tekst B 1,5
Tekst C 0
Tekst C ciężko się czytało. Kiepski styl.

4. Punkty specjalne
Tekst A 1 za czarnego pana z odbitym logiem hogwartu na gębie xd
Tekst B 2 za Draco, który uwolnił się od swojej szkolnej etykietki i dorósł na porządnego faceta
Tekst C 0

Podsumowanie
Tekst A 4,5
Tekst B 6,5
Tekst C 1

Pierwszy i drugi tekst czytało mi się dobrze i choć A był krotki to miał lekkość i humor natomiast B bardzo fajnie zarysowane postaci i fabułę. Tekst C był dziwny. Nie podobal mi się.
____________________
 
 
 
Klawa 



Opiekun Krukonów


Wiek: 26
Dołączyła: 01 Kwi 2007
Posty: 2026
Wysłany: 2017-02-17, 23:14   

1. Ogólne wrażenie

A - 1
B - 1,5
C - 0,5


Tekst B miał najlepiej z trójki skonstruowaną - moim zdaniem ofc - fabułę. Ma ręce i nogi, jakiś początek, rozwinięcie, koniec. A z kolei czytało się całkiem dobrze, ale jest jakiś taki urwany, szybki - no i zdecydowanie wolę ficki o schodzeniu się, niż ficki o byciu już w związku.

2. Wywiązanie się z tematu

A - 1
B - 1
C - 1



3. Styl i poprawność

A - 1,3
B - 1,1
C - 0,6

Tekst C czytało się najgorzej. Z poprawnością w sumie nie miałam w żadnym problemu, nie wyszukiwałam też nic specjalnie, ale styl tekstu A podobał mi się bardziej, był jakby... gładszy? Jeśli tak to można ująć. Bardziej płynie z prądem niż w tekście B, choć w B wciąż było lepiej niż w C xD

4. Punkty specjalne (np. za jakiś urzekający moment itp.)


A - 1,5
B - 1,5
C - 0

Punkty specjalne w sumie za nic konkretnego - w tekście A podobał mi się ogółem humor (jak Voldemort, który dostał pucharem w twarz xD), z kolei tekst B miał ciekawszą fabułę, podczas gdy tekst C niczym mnie nie ujął. Stąd remis między tamtymi dwoma.


W sumie:

A - 4,8
B - 5,1
C - 2,1
____________________

"Sometimes there's other things you wouldn't think would be a good combination that end up turning out to be like a perfect combination. You know, like two people together, who nobody thought would ever be together..."



 
 
 
Martynax 



Opiekun Puchonów
It Is What It Is


Wiek: 22
Dołączyła: 07 Lip 2013
Posty: 2789
Skąd: Lodz
Wysłany: 2017-02-18, 16:03   

Ogłaszam, że pojedynek Ew vs Martynax vs lilyan

wygrywa


lilyan przewagą

34,3 do 33,85 do 15,85

z Tekstem A

i otrzymuje dla Slytherinu

6 pkt za tekst

oraz

5 pkt za wygrany pojedynek!

A w nagrodę dostaje sekretny liścik od samego Draco:



Martynax z tekstem B

otrzymuje dla Hufflepuffu

20 pkt za tekst

oraz

3 pkt za przegrany pojedynek!

A w nagrodę pocieszenia otrzymuje Pottera na haju:




Ew jako wolny Skrzat otrzymuje jedynie nagrodę pocieszenia, którą jest uśmiech Ronalda:



Wszystkim uczestniczkom serdecznie gratulujemy! :)
____________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,43 sekundy. Zapytań do SQL: 25


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową