ZalogujRejestracjaSzukajZaloguj się, by sprawdzić wiadomościGrupyStatystyki
 Ogłoszenie 

09 maja — początek akcji Prawdziwiej nie będzie;
22 maja — koniec akcji Prawdziwiej nie będzie;
23 maja — początek akcji Tego jeszcze nie było
23 maja — początek akcji Było minęło
06 czerwca — koniec akcji Tego jeszcze nie było
08 czerwca — koniec akcji Było minęło
01 czerwca — początek akcji Dziecinada
05 czerwca — koniec akcji Dziecinada

ZABAWA: 333 sposoby, w jakim można pokazać swoją aktywność na forum
    RARRYSNARRYDRARRY
Hufflepuff || Gryffindor || Ravenclaw || Slytherin
783 || 336,5 || 616 || 531,9

[T] ma pierwszeństwo, [NZ]/[Z] i [S] ustępuje tylko [T], i są sobie równe - nie używa się ich jednocześnie. [Z]/[NZ] oraz [S] górują nad [D] i [M]. Nie istnieje coœ takiego jak [P] do poezji albo [Di] do dribble. Więc np [T][NZ][D], albo [T][S][D], ALE NIE [NZ][S][D] albo [T][Z][S][D], bo Gospodziany TAG seria to nie seria z AO3 lub też seria w normalnym tego słowa znaczeniu.

W razie problemów z rejestracją - usuń polskie znaki z wpisywanych informacji.
Jeśli to nie pomaga, skontaktuj się z nami na FB Gospody
(kontakt alternatywny: klaqa@onet.pl)

Regulamin Główny || Regulamin Czytelni || Gospoda w pigułce
Aktywny udział w życiu forum
Do kogo się zwrócić

Poprzedni temat «» Następny temat
Rowerzystów prawo i bezprawie
Autor Wiadomość
Gizmo 


ArcyMag


Wiek: 41
Dołączyła: 30 Paź 2014
Posty: 908
Skąd: Poznan
Wysłany: 2015-04-15, 23:36   Rowerzystów prawo i bezprawie

Powiem szczerze, że piszę tu głównie z perspektywy pieszego, bo rowerzystą byłam dawno - o ile pamiętam, starałam się przestrzegać przepisy, po chodnikach raczej nie jeździłam, na przejściach byłam grzeczna... ale może źle pamiętam ;-) . Natomiast obecnie, spieszona i często chodząca pieszo, obserwuję, jak rowerzyści jeżdżą. Jak wjeżdżają na pasy na czerwonym świetle - jak wjeżdżają na pasy w ogóle, choć powinni zsiąść z roweru i go przeprowadzić - jak jeżdżą po chodnikach również tam, gdzie chodnik ma niecały metr szerokości, a po drugiej stronie ulicy znajduje się oznakowany szlak rowerowy, jak jeżdżą po zmroku bez świateł. Stąd moje zainteresowanie: znacie przepisy dotyczące rowerzystów (np. te, które określają, w jakich przypadkach wolno rowerzyście jechać chodnikiem)? Stosujecie się do nich? Czy może z jakichś powodów ich nie znacie albo nie stosujecie ich? Konkretne przepisy, konkretne sytuacje, może nawet konkretne miejsca...? Konkretne powody?
____________________

Jaźwiec pełnom gembom

Jeśli chcesz, żeby coś zostało zrobione dobrze, zrób to sam, jakżeś taki Słodowy
 
 
Al 



Opiekun Gryfonów


Wiek: 28
Dołączyła: 10 Kwi 2007
Posty: 2746
Skąd: Krakow/Jaworzno
Wysłany: 2015-04-16, 02:57   

Ja stosuję... 95% z nich. Powiedzmy, dojazd do Tesco, ścieżka rowerowa omija Tesco... można jechać nią do końca (+70 metrów) tam zjechać z niej na ulicę (+20metrów) poczekać na światłach jako "element ruchu jezdniowego", wjechać na parking, (+70metrów)... a można przejechać jakieś 15 metrów ze ścieżki chodnikiem marketowym, na parking Tesco, i już jest się przy stojakach na rowery - oszczędza się jakieś 15-20 minut, plus, nie ryzykuje się wplątania w ruch uliczny który w tamtym miejscu jest "koszmarny" - są światła po światłach, więc ludzie, jak to bywa u nas, zamiast "mam zielone, ale z przodu nie ma miejsca, więc NIE jadę" pchają się, czerwone światło zastaje ich na środku skrzyżowania, blokują ruch itepe. Ale, chodnik który dochodzi do marketu jest na tyle spory (szeroki gdzieś na 3 metry) że raczej z tym nikt nie ma problemu.
Przez światła rower przeprowadzam, i przez większość pasów ogólnie, ale są miejsca które potrafią do szału doprowadzić, wyglądające mniej więcej tak: 3 metry drogi, pasy, pięć metrów, pasy, siedem metrów pasy, wysepka, pasy, pięć metrów, pasy...alternatywa dla chodnika ze znakiem dopuszczenia rowerów, to 3 pasmowa jezdnia z poboczem dziurawym jak ser szwajcarski...


Ogólnie: nie jeżdżę po chodniku - w Jaworznie, oraz w tych rejonach Krakowa, w których ruch jest powolny. Nie jestem pewna czy łamię prawo czy nie, jadąc ciągiem pieszo-rowerowym wzdłuż jednej z ulic (jak ktoś zna Krk - okolice Grota-Roweckiego, na Skawinę jak się jedzie), bo wygląda to tak: ciąg pieszorowerowy, oznaczony, później jest znak 70km/h, ale ZA WĄSKI chodnik, by łapało się to do przepisów, a później po kilkunastu metrach znów znak, że rowery są ok. Zjechać z tego trudno , wrócić jeszcze gorzej, a auta jadą po 100-110km/h.
Nie przejeżdżam przez pasy ze światłami i bez, chyba, że ruch jest totalnie mały a pasy są co kilka metrów na dłuższym odcinku. (Jedna droga, której unikam, na odcinku pół kilometra ma ponad 30 pasów...).

W jednym miejscu Krakowa natrafiłam na ciekawą rzecz: droga 50km/h, szeroki chodnik. ALE 50km/h, więc jadę ulicą. Nagle robi się 70 i 90km/h, część chodnika zmienia się w ścieżkę rowerową i... według prawa powinno się jechać po ścieżce, ale co zrobić skoro krawężnik jest z gatunku tych mega-wysokich (gdzieś do pół łydki... ) a przy próbie jechania wolniej niż 30km/h jest się otrąbionym przez samochody... strach się zatrzymać, i rower przenieść. I teraz: jadąc chodnikiem, gdy nie ma ścieżki i jest 50km/h, łamałoby się prawo. Jechanie ulicą gdy jest ścieżka - cóż, podobno gdy nie ma wjazdu na ścieżkę, jest się usprawiedliwionym, ale nie oznacza to, że nie-otrąbionym i nie zwyzywanym przez kierowców...

Rowerzyści o wiele mniej łamali by prawo, gdyby nie nagminne łamanie prawa przez kierowców, z gatunku:
"ulica 50km/h - pojadę 90tką, co z tego że ograniczenie po coś jednak powstało" (i chociaż mówiąc szczeże, raz czy dwa jechałam jakąś Krakowską przelotówką z ograniczeniem 90km/h, to jednak robiłam to z "duszą na ramieniu" i silniczkiem w nogach, coby jak najszybciej minąć "straszny odcinek". A co dopiero, jak na np. podziurawionej, niezbyt bezpiecznej ulicy z 50km/h co drugi samochód pruje blisko setki? Nie dziwię się rowerzystom, którzy uciekają wtedy na chodnik.
"spieszę się, są dwa/trzy pasy - ale i tak ominę rowerzystę tak blisko, by mu zostawić na pamiątkę swój lakier na kierownicy". To rzecz wołająca o pomstę do nieba, celują w niej kierowcy z totalnego lenistwa i nie myślenia, bo nawet stojący samochód omijają z większym zapasem miejsca, niż rower. Zawsze się dziwiłam, czemu rowerzyści przy pewnej ulicy (70km/h, ale chodnik półmetrowy, tyle że bezludny, bo to na wylocie, zero domów czy osiedli) uparcie drałują wąskim chodnikiem... Kilka razy pojechałam tam ulicą, nie dość, że krawężnik wysoki tak, że się "nie ucieknie", to jeszcze omijanie tak ciaśniutkie (po co poczekać aż lewy pas się zwolni?) że przejeżdżający samochód porządnie uszkodził mi łokieć... Ja tam chodnikiem nie jeżdżę ale ulicą też nie - znalazłam alternatywę przez stację paliw, miejsce rozładunku z kolei i parking ciężarówek, ale nie dziwię się, że ludzie wolą tam jechać chodnikiem. (W sumie nawet nie wiem, czy moja trasa jest legalna, ale skoro chodnikiem nie można, ulicą się nie da... to jak?).

I, jedna rzecz która mnie strasznie denerwuje- jazda "na ludzką stonogę". Jadę sobie rowerm, przy prawej krawędzi jezni w jakimś spokojnym miejscu. (zakorkowanym). Ale, samochód jadący za mną nie wyprzedza mnie, nie, on się musi przylepić do tyłka jadącego przed nim samochodu, i ciągnie się tak "przy rowerze". Nie omija, po prostu jedzie tuż przy tyłku następnego auta. Auto przed jest bliżej krawężnika, więc nie da się podjechać do przodu, auto z tył też twardo trzyma się tyłka auta, które z rowerem równo jedzie (ale, owo auto z tył jedzie też bliżej krawężnika) .... i, możliwość skrętu w lewo, będąc uwięzionym w takiej auto-stonodze, jest ŻADNA. Kończy się tym, że się zatrzymuję (auta trąbią na potęgę, bo nagle rower przed stanął!), wynoszę rower na krawężnik, ustawiam się prostopadle do jezdni, i czekam aż ktoś ze stonogi łaskawie pozwoli przeprowadzić rower na drugą stronę. [Chyba, że to parking Carrefour, tam są pasy, uskakuję na pasy, na pasach staję przy rowerze, i czekam aż ktoś przepuści i sobie przeprowadzę].

Podglądowa sytuacja na obrazku:



Ruch odbywa się oczywiście prawostronnie, niebieskie to rower (np. mój), czerwone- to idiota ktory jedzie równo z rowerem, bo nie uznaje roweru za element ruchu tylko, musi być przyczepiony do tyłka innego samochodu. Cały ciąg porusza się prędkością 15-20km/h (prędkość roweru) albo i mniej (nawet 10km/h). Blada strzałka, to planowany kierunek jazdy roweru.... który to kierunek nie może być normalnie wykorzystany, bo jak zasygnalizować skręt, skoro wystawiając rękę w lewo oprze się ją o dach samochodu? Jakby ktoś miał jakiś (zgodny z prawem itepe) pomysł, to byłabym wdzięczna. Aha, zwolnienie NIC nie daje, wtedy kolejny samochód wskazuje na miejsce tego czerwonego i tak dalej, każdy kolejny przyczepiony przodkiem do tyłka poprzedzającego go, byleby przerwy nie było. Nie dziwię się, że w takim miejscu dużo ludzi woli jechać równolegle chodnikiem. (Ja jak się nie spieszę, to jadę baaardzo na około, nadrabiając dodatkowe 5km, ale przecież - nie zawsze się tak da).


A i zapomniałabym - kilka razy przejechłam pod prąd. Dlatego, że aż do mostu ściezka jest oznaczona rowerami w różne strony, i nagle, bah, po wjechaniu na ścieżkę na moście, okazuje się że jest jednokierunkowa.


A oświetlenie mam! A jak nie mam (zapomniana lampka bo wymieniało się baterie, bo została na oknie itepe) to wkładam rower do autobusu/tramwaju i z bólem serca idę skasować bilet :P Lub, gdy zmrok mnie zastanie w np. Tesco - ładnie sobie dopcham rower do mieszkania ;) Ogólnie uważam że brak oświetlenia to o wiele gorsze przewinienie/przestępstwo niż np. powolny!, przejazd po przejściu dla pieszych, bo o ile nic nie mam do ludzi, którym się nie chce z siodełka ruszyć tyłka na przejściu, tak wszystkich, którzy nocą oświetlenia nie mają, uważam za totalnych idiotów.
 
 
 
Yuri-Onna 



Absolwent Hogwartu


Dołączyła: 07 Kwi 2015
Posty: 345
Skąd: Amber
Wysłany: 2015-04-16, 09:54   

Jeśli jadę po chodniku, to tylko dlatego, że innej drogi nie ma, ale wtedy nie jadę szybciej niż 10 km/h i mam oczy dookoła głowy. Ale gdy tylko mogę, to jadę ścieżką rowerową. Ulic, szczególnie tych ruchliwych, raczej unikam, bo ja i tak jeżdżę powoli, a i bałabym się jechać tam, gdzie gnają auta. Więc jeśli jeżdżę ulicami, to zwykle tylko jakimiś bocznymi.

Co do pasów, to zawsze zatrzymuję się przed nimi, a przejeżdżam tylko, jeśli jestem na nich sama i nie ma ryzyka, że ktoś inny będzie przechodził lub przejeżdżał. Jeżdżę właściwie wszędzie bardzo ostrożnie i może dlatego nie miałam nigdy żadnych "przygód" - nie licząc tego, że przewróciłam się z rowerem jadąc po lesie ze dwa razy, kiedy nagle wyskakiwał jakiś podstępny korzeń czy kupa piachu. Bo po lasach lubię jeździć i chodzić. Niestety, mając tylko zwyczajnego składaka nie mam możliwości do szaleństw, jak ci, którzy przemierzają je na specjalistycznych "góralach".
____________________


Fandomy, w których femslashuję: Władca Pierścieni, Harry Potter, Puella Magi Madoka Magica, MCU, Kroniki Amberu, Gra o Tron, Wiedźmin, Opowieści z Narnii
 
 
Lilka
[Usunięty]



Wysłany: 2015-04-16, 17:50   

Doceniam każdego, kto nie blokuje (bo może) przejazdu autobusom (czyt: zamiast kisnąć w samochodzie truchta sobie na rowerku i nie podtruwa nas Dieslem).
Jednakowoż:

- jak jestem rowerzystką (co zdarza się rzadko), to mam perfidną chęć przejechać ten motłoch idący po szerokim chodniku i włażącym mi pod koła. Po to panowie z urzędu dróg zrobili podział na chodnik i ścieżkę, by chodnik służył jako chodnik, a ścieżka nie była jego rozszerzeniem). Tym bardziej, że na ścieżce jest namalowany rower. Sama jako piesza używam chodnika.
- jako piesza - zgadzam się z Tobą Gizmo, że rowerzyści przeginają i to dość często. Przejeżdżanie przez przejście dla Pieszych. Nic mnie tak nie bawi, gdy jedzie sobie rodzinka: mamusia, tatuś i dzieci. I dojeżdżają do przejścia, i rodzice pokazują dzieciom jak NIE należy się zachowywać - czyt. właśnie wjeżdżając w pieszych na przejściu (oczywiście dzieci chłoną jak gąbka zachowanie swoich rodziców i nawet nie wiedzą, że to zabronione ze względów bezpieczeństwa).Jadąc na rowerze z dzieckiem do lat 10 można spokojnie sobie truchtać po chodniku, ale nie przypominam sobie by dotyczyło to przejazdu przez ulicę. Jeżdżąc z ojcem za miasto - praktycznie przy drodze publicznej (część "E75") rowerkiem zawsze zsiadaliśmy z roweru. Niezależnie od mojego wieku. (a dzieckiem byłam no...dawno).

Ponadto idąc chodnikiem którego szerokość określam na dwie duże płytki (może 1 m szerokości ma), nic mnie tak nie wkurza jak nagle mija mnie rowerzysta i praktycznie mnie obija. Żeby było śmieszniej ma słuchawki w uszach. Po drugiej stronie ulicy jest ciut szerszy chodnik więc tam może sobie truchtać.

Idąc chodnikiem 2-3 lata temu z zakupami (na którym NIE BYŁO oznaczonej ścieżki rowerowej zostałam potrącona przez jakąś starszą kobietę, która miała do mnie pretensje, że idę tym chodnikiem - szłam bliżej ulicy, nawet nie środkiem). A to było po wprowadzeniu obostrzeń dla rowerzystów:
- 50 km/h w strefie zabudowanej można sobie potruchtać po ulicy (ale jak jest - wszyscy wiemy)
- chodnik x>2,5 m
- osoba opiekująca się dzieckiem do lat 10

Co zrobić ma pieszy, który zostanie lekko uszkodzony przez rowerzystę? Utyskiwać na swój los. Co zrobić ma pieszy potrącony przez 1 tonę (czyt. auto)? Być mokrą plamą z nadzieją na złapanie sprawcy (coraz więcej kamer).
Podoba mi się koncepcja mas krytycznych, chociaż ich przejazd w mieście moich studiów w ostatnich czasach jest poddawany w wątpliwość z uwagi na rozgrzebane miasto.

Mimo moich narzekań na rowerzystów to cieszę się, że jest ich coraz więcej. Kiedyś ludzie nie mieli tylu aut i byli bardziej mobilni. I co ukrywać? Zdrowsi. Mimo wszystko.
 
 
kropala55 



7-klasista


Wiek: 27
Dołączyła: 02 Sty 2015
Posty: 153
Skąd: slask
Wysłany: 2015-04-16, 19:11   

Ja sporo jeżdżę zarówno rowerem jak i samochodem. Nie jestem po żadnej stronie, choć dużo więcej incydentów zdarza się z powodu samochodów nie uważających na rowerzystę.

Na mojej uliczce - przyznaję się bez bicia - wjeżdżam pod prąd na rowerze bo inaczej musiałabym nadrobić dookoła jakiś kilometr. Zazwyczaj jest tam pusto, albo mogę sobie wejść na chodnik.

W mieście, na światłach, w miejscach ruchliwych zawsze schodzę z roweru na pasach, bo parę razy wjechali mi rowerzyści przed maskę i wiem jaki to stres... albo ta groza gdy zatrzymywali się na samej krawędzi i dopiero zsiadali :D. Jednak jak jest jakaś pusta ulica to się nie patyczkuję. Wszystko staram się robić ostrożnie i z głową.

Jak jest pusty i nieużywany chodnik to czasem sobie po nim jadę, chociaż to rzadkie bo zazwyczaj chodniki są nierówne.

Ne jeżdżę chodnikiem kiedy chodzą po nim ludzie.
Piesi nagminnie blokują drogi rowerowe w mieście a mandatu nie dostają a rowerzysta jadący ostrożnie niezaludnionym chodnikiem już musi się z tym liczyć. Nie zgadzam się z tym. Denerwuje mnie zawsze jazda po mieście. Po ulicy nie można a na ścieżce stoją sobie ludzie.

Mam takie jedno wkurzające rondo. Małe, jedno-pasowe, przed którym jest zakaz dla rowerów i normalnie bym tam śmignęła prosto w parę sekund ale dali znak zakaz ruchu rowerów i trzeba złazić, iść na pasy , potem na drugie pasy i za rondem można wjechać na ulicę z powrotem... wkurza mnie to i jeździłabym tym rondem bo nikomu naprawdę to by nie przeszkodziło... ale bez przerwy przejeżdża tamtędy policja no więc schodzę i się za każdym razem irytuję :P.

No i ja jeżdżę najczęściej kondycyjnie lub rekreacyjnie więc raczej omijam szybko miasto i wjeżdżam do lasu albo na ścieżkę rowerową lub też pakuję rower na dach auta i ruszam w góry :P
____________________

 
 
Gizmo 


ArcyMag


Wiek: 41
Dołączyła: 30 Paź 2014
Posty: 908
Skąd: Poznan
Wysłany: 2015-04-16, 20:13   

Cieszę się, że tyle osób odezwało się w tym temacie. Byłam (i wciąż jestem) ciekawa, jak jest ze znajomością przepisów wśród rowerzystów, bo bardzo często mam wrażenie, że rowerzyści, których widuję w Poznaniu, uważają, że po chodniku mogą sobie jeździć zawsze, wszędzie i tak, jak im fantazja podpowie. Przykład z niespełna metrowym chodnikiem, kiedy po drugiej stronie ulicy biegnie znacznie szerszy znakowany szlak rowerowy (łączony z chodnikiem, ale to już nieważne), jest z życia wzięty - często tamtędy chodzę z psem i wkurzają mnie rowerzyści, którzy mają pretensje, że chodzą tam piesi (sic!).

Co do pieszych na wydzielonych ścieżkach rowerowych, to fakt, zdarza się dość często. I jako piesza bardzo bym chciała na pewnym poznańskim skrzyżowaniu ustawić paru smutnych panów, którzy karaliby mandatami a) pieszych idących ścieżką rowerową, b) pieszych stojących na ścieżce rowerowej (w miejscu oznaczonym jako przejście dla pieszych, czyli na pasach) i czekających na zmianę światła na zielone. Policji wiecznie brakuje pieniędzy - niech tam sobie stanie kilka razy w miesiącu, to od razu podreperuje budżet.

Dzisiaj znowu widziałam rowerzystę pomykającego przejściem dla pieszych na czerwonym. Fakt, akurat nic nie jechało, ale naprawdę, co to za problem poczekać te kilka minut na zielone... (o zejściu z roweru i przeprowadzeniu go na drugą stronę ulicy już nie wspomnę, bo wyraźnie widzę, że niektórym taka możliwość - konieczność! - nawet mgliście do głowy nie przychodzi :-? ). Ja, pieszy, jakoś mogę czekać, czy samochody jadą, czy nie. A rower jest ode mnie dużo szybszy, więc rowerzysta prędzej nadrobi te kilka minut stania, niż ja. Tylko po co, prawda, skoro można wcale nie czekać...

Całkowicie się zgadzam, że wszyscy łamią przepisy: tak samo kierowcy, jak rowerzyści i piesi. Ale mam wrażenie, że to jednak głównie rowerzyści krzyczą najgłośniej, jaka im się krzywda dzieje, bo ścieżek rowerowych jest mało, są przerywane, a na ulicy kierowcy traktują ich jak piąte koło u wozu, happeningi urządzają, grupowe przejazdy w eskorcie policji itd. Fakt, w Polsce warunki dla rowerzystów są dalekie od ideału, to prawda. Szkoda tylko, że tam, gdzie ścieżki rowerowe SĄ, spora liczba rowerzystów woli jechać chodnikiem. Albo ulicą. To dla kogo te ścieżki?
____________________

Jaźwiec pełnom gembom

Jeśli chcesz, żeby coś zostało zrobione dobrze, zrób to sam, jakżeś taki Słodowy
 
 
Lilka
[Usunięty]



Wysłany: 2015-04-16, 20:34   

Stąd Lilka bywa też nieraz chamska* i jeśli widzi, że rowerzysta ostentacyjnie jeździ po chodniku - najlepiej jak kilku na całej szerokości chodnikościeżki to zaczynam im wprost iść pod koła. To samo gdy przejeżdżają na przejściu. Na części dla pieszych. Akurat u mnie w rodzinnym mieście jest coraz więcej ścieżek i jest pas dla rowerzystów by sobie ewentualnie "przejechali" na ich zielonym. Ale tam gdzie są wspólne przejścia, to mają obowiązek zejść z roweru i go przeprowadzić.

*wstydzę się tego i się kajam, ale ile można pozwalać na nonszalancję? Już wystarczająco podnoszą mi ciśnienie kierowcy jadący po chodniku - tak, widziałam ostatnio jak szłam na triduum do kościoła taką parkę truchtającą po chodniku jeepem. I potem się dziwić, że te chodniki wyglądają jak wyglądają...

Po prostu mam dziwne wrażenie, że u ludzi zanikła empatia i myślą tylko o własnym tyłku na drodze. A o infrastrukturę dla rowerów Urzędy miast dbają, bo ciągle gdzieś się ciacha chodniki i robi ścieżki rowerowe. Czasem podobno złe, bo są z kostki brukowanej a nie z gładkiego asfaltu.

Stąd podoba mi się wariant zza Odry - na ulicy rowery mają swoje miejsce (tuż przy chodniku), kierowcy uwzględniają ich prawo do poruszania się po drodze, a sami rowerzyści na widok zbliżającego się do zebry zwalniają i pozwalają mu przejść. Po prostu wystarczy trochę spuścić z tonu :)
 
 
Al 



Opiekun Gryfonów


Wiek: 28
Dołączyła: 10 Kwi 2007
Posty: 2746
Skąd: Krakow/Jaworzno
Wysłany: 2015-04-17, 03:05   

Cytat:
Całkowicie się zgadzam, że wszyscy łamią przepisy: tak samo kierowcy, jak rowerzyści i piesi. Ale mam wrażenie, że to jednak głównie rowerzyści krzyczą najgłośniej, jaka im się krzywda dzieje, bo ścieżek rowerowych jest mało, są przerywane, a na ulicy kierowcy traktują ich jak piąte koło u wozu, happeningi urządzają, grupowe przejazdy w eskorcie policji itd. Fakt, w Polsce warunki dla rowerzystów są dalekie od ideału, to prawda. Szkoda tylko, że tam, gdzie ścieżki rowerowe SĄ, spora liczba rowerzystów woli jechać chodnikiem. Albo ulicą. To dla kogo te ścieżki?

Ogólnie jeśli ścieżka jest tuż obok - nią jechać trzeba, ale jeśli nie ma, to ma się prawo jechać ulicą. Jako rowerzysta wrogiem samochodów nie jestem, ale czasami mam wrażenie, że oni uważają mnie za wroga - którego trzeba zwyzywać, bo śmie jechać tą samą ulicą co oni, a nie na chodniku. Tzn. mam wrażenie, że kierowcy uważają, że skoro ktoś jedzie na rowerze, to się nigdzie nie spieszy, dlatego może z punktu A do punktu B jechać o połowę dłuższą drogą plus kluczyć jakimiś opłotkami.
I jako rowerzysta fakt "krzyczę" że mi się krzywda dzieje bo:
- chcąc pojechać najszybciej na dworzec z folle o 4-5 rano, i tak zostałyśmy zwyzywane przez okno przez jakiś gości z samochodu - bo jechałyśmy "najkrótszą" trasą, czyli nie spacerową ścieżką rowerową +2km więcej, ale normalną trasą, dwupasmówką z ograniczeniem do 50km (na której wszystkie auta sporo to przekraczały).
- zostałam wczoraj otrąbiona przez samochód który chciał mnie wyprzedzić - chociaż z naprzeciwka jechały samochody, a pół na ulicy pół na chodniku stał szereg samochodów na długości całej ulicy - nie wiem, kierowca myślał, że zatrzymam się, zejdę z roweru i zaniosę go między ciasno-zaparkowanymi samochodami na chodnik, by mógł jechać szybciej?
- nie zliczę jak każdego dnia mam dziesiątki sytuacji gdy samochód wymusza pierwszeństwo, typu JA jadę główną ulicą, samochód wyjeżdża z bocznej... i ciach, dosłownie przed moim nosem włącza się do ruchu, wymuszając na mnie ostre hamowanie, bo przecież jestem rowerzystą więc:
a). mogę poczekać
b). potrafię zatrzymać się w miejscu.
- Przejazd alejami Trzech Wieszczy to taki mój mały prywatny horror, bo auta wręcz siłą spychają rowerzystę na buspas, jadą coraz bliżej, wreszcie człowiek jedzie po (wyjątkowo śliskiej) białej linii oddzielającej bus-pas od normalnej drogi. Łącznie z tym, że często auta jadące tam dość wolno(korki) otwierają okna i krzyczą: "hej idiotko, nie widzisz że jest 70 na godzinę! Tu rowerem nie wolno jedź na chodnik". Oczywiście jak mogę to jadę sobie małymi uliczkami przez centrum i omijam nieprzyjazne aleje, ale to 5-10minut dłużej;
jak ktoś nie potrafi sobie wyobrazić przejazdu alejami to polecam wyobrażenie sobie takiej sytuacji: wąwóz, i próba przejścia go równolegle do stada nosorożców... które rozpychają się, w jednej godzinie biegną 20km/h (korek) ale chwilę później prują 90tką, by nadrobić czas...i to najczęściej bardzo gadatliwe i wulgarne nosorożce xD
- ogólnie 1h jazdy na rowerze gdy jadę normalnie ulicami, a nie "spacerowymi trasami" daje więcej niebezpiecznych, emocjonujących i ryzykownych sytuacji, niż cały kurs prawa jazdy i wszystkie lekcje, a to jak jestem obyta z rowerem (jazda od 5-6 roku życia) a z autem (w końcu prawko mam... ale nie używam) jest diametralnie różne, i to na korzyść roweru.
- jeszcze nigdy gdy jechałam autem (a jako pasażer, jeżdżę dość często, zwłaszcza w Jaworznie, ale nie tylko xD) nie otworzono mi drzwi "przed nosem", tymczasem jak jadę rowerem, przynajmniej raz na tydzień zdarza mi się sytuacja, gdy muszę uskakiwać, bo ktoś parkujący przy prawej krawędzi, "nie zauważa" że nadjeżdża rower. Palfukt, jeśli dzieje się to, gdy nic nie jedzie z naprzeciwka, ale na wyjątkowo ciasnych ulicach uskakując w lewo, człowiek praktycznie wjeżdza pod maskę auta, a nie ma możliwości jechać w stałym odstępie 1,5metra od parkujących aut, bo raz, że trąbiące samochody jadące tym samym pasem, dwa - często oznacza taka odległość, wjechanie na przeciwny pas ;)

Dla mnie ścieżki są... do niczego, w większości przypadków. Nie da się do każdej ulicy dodać ścieżki, trzeba nauczyć kierowców, że rower to taki sam pojazd jak ich samochód, ma prawo jechać po ulicy, ma prawo być wyprzedzany a nie omijany, ma pierwszeństwo na tych samych zasadach co inny samochód a nie że skoro jest "słabszy" to można na nim wymuszać je... itd.
Czasami słyszę że samochody powinny być "traktowane lepiej" bo jednym samochodem jedzie więcej ludzi niż rowerem, ale... w większości aut, które widuję na ulicach siedzi jedna osoba. No i, osobiście zauważyłam, że najmilsi dla rowerzystów są taksówkarze i pracownicy mpk xD O i motocykliści. Uwielbiam motocyklistów. Auto ciężarowe z przyczepą wyprzedza mnie najczęściej z odstępem 10-15cm, motocykl - zjeżdża na drugi pas lub dosłownie skrajem, tak, że minimum 2 metry jest odstępu. (solidarność dwóch kółek xD).

Rowerzyści starają się być "głośni" (choćby przez Masy Krytyczne), bo w większości przypadku, chcąc gdzieś dojechać muszą dzielić ulicę z ~1,5 tonowymi pojazdami. Stłuczka dwóch aut, wymuszenie pierwszeństwa... trochę rys na lakierze i po sprawie. Auto vs rower = to jak auto vs pieszy ;) Uderzenie nawet przy prędkości 10-20km/h może spowodować spore szkody. I, w sumie obojętnie czyja to będzie wina, najgorzej będzie miał rowerzysta.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Template DarkMW created by razz

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 24


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową